Mój scottish dream

Mój scottish dream
Mój scottish dream
Od planowania…

Wyjazd do Szkocji miałam w planach odkąd (poważnie) zaczęłam interesować się tematem gór. I choć w tym roku ponad połowa moich wyjazdów to górskie wędrówki po Tatrach, Szkocja, a właściwie Edynburg stała się najlepszą z możliwych alternatyw. Miasto które, oprócz pięknych wzgórz posiada w swojej ofercie także morze i liczne wyspy zainspirowało mnie do tego stopnia, że postanowiłam wykorzystać potencjał social mediów, a także własnej bazy kontaktów w artystycznej produkcji i koordynacji małego przedsięwzięcia, a mowa tu o modowej sesji zdjęciowej w ciekawych miejscach ,,Edynbra”. A było ich parę, poczynając od zakamarków i ciasnych, bezludnych uliczek, przez cypel nieopodal nadmorskiego portu w dzielnicy Leith, po Górę Artura w samym sercu miasta.

Przez realizację

I tak oto, wraz z Martą w nadzieii na to, że rynek mody jest szansą albo wyzwaniem dla nas dwóch, wybrałyśmy się niczym dwie pasterki w hoodies z plecakami przed siebie. Nie znając miasta, ani okolicznych lokacji, poszukiwałyśmy miejsc. Wszystko inne już było zaplanowane. Ustalony termin, wybrani modele, Projektanci i ubrania. Z jednej strony pewność, z drugiej jednak niepewność. Ryzyko. Stabilizacja, i jej brak. Wizja jak zawsze z tyłu głowy, bo nawet najlepiej zaplanowana sesja może ulec nieoczekiwanym zmianom. Prosta zasada, mówi: nie przyzwyczajaj się do dobrego, bo w mgnieniu oka możesz wszystko stracić. To z pewnością rada, by zawsze przewidywać sytuacje kryzysowe, które mogą nastąpić. Zmian było wiele, niemniej, dzięki pomocnej dłoni dobrych ludzi osiągnęłyśmy cel.

 

Po Happy end?

Szkocka pogoda, podobnie jak Bridget Jones w ósmym miesiącu bywa nieprzewidywalna i kapryśna. W mgnieniu oka ze ,,stylowych” kapturników zamieniłyśmy się w przemoknięte, ale silne i niezależne kobiety, którym niestraszna jest praca w deszczu. I choć przez cały wyjazd, ani razu nie pomyślałam o tym, że to jakakolwiek praca, to na koniec pobytu uświadomiłam sobie, że John Ruskin miał rację mówiąc, że: ,,Najwyższa nagroda pracy – to, czym pozwala nam się stać.” Powoli byłam bliska powrotu do rzeczywistości, ale nadal jeszcze jakby trzy metry nad niebem… Ten mężczyzna, choć nie był przystojnym Rudym Szkotem, był za to okazałym, szkockim szczytem w Grampianach Zachodnich – oto Ben Lawers z dopiskiem jeszcze tam wrócę. Cytując Belzaca: ,,szczęście jest rzeczą wysiłku, odwagi i pracy”, a tej nigdy dość.

Magdalena Sokulska
fot:
MAGDA SOKULSKA
MARTA POCIECHA

Komentarze