Modny biznes. Wywiad z Iwoną Kossmann.

Jest jedną z najodważniejszych kobiet jakie znam. W świecie biznesu i zarządzania osiągnęła bardzo dużo. Jednak odważyła się porzucić korporacyjną ścieżkę i w 2012 roku założyła własną markę. Z Iwoną Kossmann, właścicielką, prezesem firmy i marki Kossmann, rozmawiam o ryzyku, zmianach i modzie jako biznesie.

 

Skąd pomysł na inspirację American Dream?

American Dream narodził się na początku lat 90., kiedy zaczęłam swoją pracę zawodową i po raz pierwszy wyjechałam do Nowego Jorku. Skala i tempo życia zaskoczyły mnie. Pamiętam, kiedy stałam na 5th Avenue, a masy ludzi przemieszczały się w takim tempie, którego nie znałam. Jestem energiczną osobą i szybko chodzę, ale tamto tempo życia i pracy zaskoczyło mnie. Pracowałam wtedy w Lancasterze, którego biuro znajdowało się w jednym z ekskluzywnych wieżowców. Nowoczesność pokazała mi Manhattan z 30-go piętra. Błysk świateł Nowego Jorku urzekł mnie. Miasto tętniło życiem i pracą. Rola kobiet też miała zupełnie inny wymiar niż w Europie. Tam kobieta była traktowana na równi z facetem, bo to kompetencje decydują o pozycji, a nie płeć. Ta fala równouprawnienia przyszła do nas dwadzieścia lat później…Wciąż mam przed oczyma obraz Amerykanek siedzących w koktajlowych sukienkach i wygodnych adidasach w ekskluzywnej restauracji. Ten brak konformizmu był dla mnie szokiem. Amerykańska niezależność w połączniu z wygodą i pragmatycznym podejściem był dla mnie czymś nowym, stąd American Dream. Inspirowały mnie kobiety z korporacji, wyróżniające się przebojowością, determinacją i elokwencją. Spotkałam ich wiele. Generalnie rzecz ujmując pokazały mi drogę.

Dlaczego akurat w tym sezonie postanowiłaś wykorzystać tą inspirację?

Lata 90. są teoretycznie bliskie nam, ale to wszystko wydarzyło się ponad dwadzieścia lat temu… To już jest zamknięty okres w modzie. Kojarzy się z minimalizmem, któremu ja jestem wierna. Buty na wybiegach stanowią oddzielną historię. Ostatnio pojawiły się na pokazach chodaki, adidasy, obuwie sportowe. Tak jest z trendami, zanim się narodzą, muszą dojrzeć. Pierwiosnki, które pojawiały się wcześniej na wybiegach, jeszcze do ludzi nie dotarły. Obuwie sportowe, które pojawiło się u mnie na wybiegu, mogło być trochę niezrozumiane. Ale to inspiracja przeniesiona z USA. Kobiety w Ameryce nosiły świadomie do sukienek buty sportowe ze względu na wygodę i komfort. To jest sposób wyrazu samej siebie. Zjawisko wygody jest dla mnie bardzo ważnym aspektem mody. Kiedy oglądałam trendy na jesień/zimę 2016 z grupą ludzi, słyszałam różne opinie. Po zaprezentowaniu trendów kobiecych typu koronki, jedwabie, słyszałam ziewanie, natomiast – szare swetry, grube skarpety i wygodne dresy – słyszałam ,,Wow!”. Jak tutaj zignorować zjawisko wygody? Wydaje mi się, że na tym zbudowano cały „casual”. Rola T-shirtów czy dżinsów jest wszechpotężna. Dress code obowiązujący w miejscach pracy również zmienia się z biegiem czasu. Wkracza nieformalny styl. Dwadzieścia lat temu niedopuszczalny był brak krawata w przypadku mężczyzn, a kobiety zawsze nosiły marynarki i eleganckie obuwie lub szpilki. W tej chwili wszystko się zmienia. Myślę, że niewiele kobiet nosi marynarki, bo są już passe. Trzeba zatem zrobić marynarkę w inny sposób – tak, by była nowoczesna, czasem nie ma zapięcia, innym razem pozbawiamy ją rękawów. Tak się tworzy nową modę.

Czy u Ciebie styl ,,normcore” pojawi się w kolejnych sezonach?

Tak. Przede wszystkim znam potrzeby swoich klientek, które są aktywne zawodowo. Robię moje rzeczy dla kobiet aktywnych zawodowo, dla tych, które chcą się rozwijać.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że robisz ubrania dla kobiet biznesu, ponieważ sama nią jesteś i wiesz, jak powinna się ubierać.

Tak powiedziałam i to był na pewno mój punkt wyjścia. Mam nadzieję, że poszerzam tę grupę kobiet. Kobiety, które są aktywne zawodowo to znacznie szersza grupa. Środowisko jest ważne, bo to ono determinuje sposób ubioru. Dress code obowiązuje w zależności od specyfiki danych środowisk. Z reguły branże telekomunikacyjna, ubezpieczeniowa, bankowość, finanse są bardziej konserwatywne, a media i kultura są bardziej liberalne. Częścią naszej kultury osobistej jest nasz ubiór. Zakładamy rzeczy nie tylko dla siebie, ale również dla osób, z którymi się spotykamy. Ubieramy się dla ludzi. Jeśli jesteśmy sami, równie dobrze moglibyśmy się nie ubierać.

Obecnie jest trend, że wszystko personalizujemy. W Twojej kolekcji zauważyłam szczyptę osobowości.

Wszystko idzie w kierunku personalizacji, dlatego oferuję swojej klientce bazę, ale pozostawiam jej pole do stylizacji. Pamiętam jak kiedyś, będąc prezesem jednej z większych polskich firm odzieżowych, robiłam tzw. „looki” dla Pań, ubierając je od stóp do głów: biżuteria i apaszki. Panie kupowały całe zarekomendowane zestawy. Nastąpił rozwój. Nie robię całościowych zestawów. Pole do stylizacji pozostawiam moim klientkom.

Wróćmy do początków Twojej marki. Zajmowałaś bardzo wysokie stanowiska w wielu polskich i zagranicznych firmach. Nie bałaś się odejść z korporacji i otworzyć własną firmę?

Nie boję się podejmować ryzyka i do tego jestem zdeterminowaną osobą. Jak coś postanowię, to robię. Życie wielokrotnie pokazało mi, że nie ma drogi do tyłu. Jest tylko droga do przodu. Jeśli dochodzi się do jakiejś ściany to trzeba poszukać drzwi i wyjść, a następnie poszukać innej drogi. Z wykształcenia jestem marketingowcem i managerem, teraz zarządzam własną firmą, której jestem prezesem. Jestem sobie sterem i okrętem. Pomimo wielu sukcesów zawodowych z przeszłości z ciekawością myślę o przyszłości i nie oglądam się za siebie.

Dlaczego zdecydowałaś się na firmę odzieżową?

Każda kobieta w mojej rodzinie coś szyła – moja babcia, mama, siostra. Zanim poszłam na studia, sama sobie szyłam ubrania. Patrząc na historie marek modowych, które podziwiam i szanuję, dostrzegam, że wielki biznes z ogromnym sukcesem można zbudować jeszcze za życia. W Polsce drzemie ogromny potencjał w dziedzinie przemysłu odzieżowego i możemy tu zaistnieć. Ostatnio dostałam nagrodę Ministra Gospodarki i Wiceprzewodniczącego Rady Ministrów za udział w promowaniu Polski i budowaniu jej wizerunku za granicą. Moja marka „Kossmann” dostała wyróżnienie i statuetkę Marki Polskiej Gospodarki, a ja byłam w grupie 28 nagrodzonych przedsiębiorców. Również w tym roku zostałam odznaczona medalem za zasługi dla rozwoju Gospodarki Rzeczpospolitej Polskiej. Z jednej strony to bardzo miłe, że ktoś zauważa moją pracę, co więcej, nagradza to. Z drugiej strony myślę bez kompleksów, że my Polacy łączymy inteligencję i elokwencję z dobrym wyczuciem stylu i nowoczesności. Jesteśmy narodem twórczym, robimy kariery za granicą. Ja chciałabym postawić na Polskę.

Masz wysoki wskaźnik nieodczuwania ryzyka. Moda w Polsce jest hermetyczna. Ty się odważyłaś. Nie bałaś się porażki?

Nie. Po prostu działam, nie myślę o ryzyku. Myślę o tym, co chcę sprzedać i komu. Czuję, że spełniam się w tej dziedzinie. Nagrodą za całą pracę i trud jest satysfakcja moich klientek. Zostałam doceniona przez Ministra Gospodarki. Jednak największą nagrodą dla mnie jest satysfakcja klientów, którzy utwierdzają mnie w przekonaniu, że robię coś dobrego. Branża mody bywa kojąca. Z nikim nie konkuruję. Kibicuję innym projektantom, których kreacje pojawiają się na czerwonym dywanie. W biznesie nie ma miejsca na długie sukienki, nie ma także czerwonego dywanu. Jest za to Excel i tabelki, przy których siedzi się po 12 godzin. Wiem coś na ten temat, bo w korporacjach spędziłam 20 lat.

Czy w Polsce istnieje przemysł odzieżowy/modowy?

W Polsce przemysł to słowo, które nie funkcjonuje, bo nie potrafimy przekuć tego co robimy na przemysł. Im więcej będzie takich firm jak moja, tym większe mamy szanse na przemysł. Powinniśmy tworzyć miejsca pracy, tworzyć unikalne produkty. Spójrzmy na to, co dzieje się z młodymi Polakami. Wyjeżdżają za granicę. Mała Polska w Wielkiej Brytanii?! Jeśli nadal ten trend będzie kontynuowany Polska będzie krajem starych ludzi. Chciałabym, by moje dzieci rozwijały się w Polsce, by Polska była krajem dającym im możliwości pracy i rozwoju. Polska potrzebuje przedsiębiorców i firm. Ktoś musi tworzyć miejsca pracy.

Twoje rzeczy są szyte w Polsce?

Oczywiście. To była moja decyzja. Wcześniej miałam propozycję współpracy ze szwalniami chińskimi w Hong Kongu, ale odmówiłam. Podjęłam decyzję szycia w Polsce. Wierzę, że My Polacy jesteśmy w stanie stworzyć lepszą jakość niż Chińczycy. Wiem, że taki produkt może być eksportowany za granicę. Poza tym chcę dawać miejsca pracy ludziom w Polsce.

Firmy, które mają dużą dystrybucję w Polsce i za granicą złapałyby się za głowę, mówiąc, że nie dasz rady. Wyprodukowanie sukienki w Polsce jest trzy razy droższe niż w Chinach.

Tak, pewnie mieliby rację, ale wyprodukowanie czegoś w Chinach też nie jest łatwe. Trzeba mieć duże ilości produkcyjne, człowieka, zapłacić za transport (trwa 6 miesięcy). To nie jest mój business model. Nie definiuję się w ten sposób.

Masz swoją firmę, ale czy sama też jesteś projektantką?

Nie określam siebie w ten sposób, choć często inni tak mnie adresują. Współpracuję z grupą projektantów, którzy dostają ode mnie brief, co chcę zrobić, czego szukam w nowej kolekcji. Generalnie dużo rzeczy określam sama. Potem siadam nad projektami i wybieram te, które są w stylu Kossmann, są odzwierciedleniem briefu, odpowiadają na potrzeby moich klientek. Jestem filtrem. Tak powstaje kolekcja. To długi proces. Trwa około 6 miesięcy. Po wybraniu projektów zaczyna się najważniejsza część, wybór tkaniny. To tkanina jest kluczem projektu. Jedni zaczynają od tkaniny, inni od rysunku. Są dwie szkoły. Osobiście wolę obejrzeć tkaninę przed zrobieniem projektu. Później zaczyna się proces konstrukcji. Konstruktor jest ważną osobą, przenosi wszystko na papier, stopniuje, przygotowuje rozmiarówkę. W procesie produkcji pierwsze odszycie również decyduje o dalszym przebiegu. Jeśli jest dobre, następuje akceptacja modelu, jeśli nie, robimy korekty lub wyrzucamy dany projekt. Cały proces jest trudny, ale też rozwojowy. Współpraca z ludźmi daje mi radość tworzenia. We mnie jest więcej kobiety biznesu i managera niż projektanta, zarządzam projektem tworzenia kolekcji. Aspekt ekonomiczny jest dla mnie bardzo ważny. Zauważyłam, że niewielu projektantów ma własną produkcję, czyli robi całą rozmiarówkę i produkuje serię. To nie jest przemysł. Środowisko firm to środowisko przemysłu, a środowisko projektantów to grupa inspirujących ludzi mających różne pomysły na modę. Te światy nie przenikają się. Jeśli o mnie chodzi, jestem gdzieś pośrodku. Ale chyba nie muszę się do końca określać.

Muszę przyznać, że świetnie radzisz sobie w trudnej sztuce łączenia biznesu z projektowaniem. Wielu poczatkujących projektantów wie, co chce tworzyć, ale nie ma zielonego pojęcia o stworzeniu biznesu. Ty idealnie łączysz te dwa światy. W moim odczuciu jesteś skazana na sukces.

Miło mi, że tak myślisz. Przyznam, że dużo osób gratulowało mi pomysłu i odwagi. Powiedziano mi, że etap, na którym się znajduję, to już jest sukces. Lubię pracować, pracuję obsesyjnie, jestem w ciągłych rozjazdach Warszawa-Łódź-Wielka Brytania-Niemcy. Praca mnie nakręca. Doszłam do takiego etapu, że nie zauważam już, że pracuję. Przestałam liczyć czas. Przestałam funkcjonować w systemie, że jest początek i koniec.

Miewasz czasami gorsze dni, w których żałujesz, że odeszłaś z korporacji?

Cieszy mnie to, co robię. Widzę zmianę w sobie. Ogromnie się rozwinęłam. Jest to zsynchronizowanie się z własną osobowością. Nabrałam dystansu do siebie i do życia. Idąc świadomie obraną drogą widzę różnicę pomiędzy byciem, a posiadaniem. Jestem szczęśliwą, spełnioną kobietą. Mam więcej czasu na to, co ważne w moim życiu. Bo życie polega na wyborze. Im jesteśmy starsi, tym bardziej brutalnie trzeba dokonywać wyborów. Dotyczy to tego, z kim się spotykamy, jak spędzamy czas. Mój biznes daje mi z ogromną satysfakcję.

Doszłaś do równowagi między być a mieć. Ty jesteś i masz?

Tak. Bardzo ważne jest, by zachować balans. To zawsze było dla mnie ważne. Dbam, by zachować równowagę między życiem zawodowym i prywatnym. Dawniej, to firma decydowała o moim czasie. Teraz, to ja decyduję co i kiedy robię. Czuję się decydentem własnego czasu i to daje mi szczęście. Uważam, że w życiu ważne jest spełnienie. Cieszę się z tego, co mam. Skupiam się na tym, co jest tu i teraz. Nie interesuje mnie to, co było wcześniej. Nie myślę o przeszłości, która dała mi doświadczenie. Nie zastanawiam się na przyszłością, choć ją wciąż planuję. Ważne jest dla mnie to, co robię tu i teraz.

Rozmawiała Monika Gąsiorek-Mosiołek

Komentarze

Jest jedną z najodważniejszych kobiet jakie znam. W świecie biznesu i zarządzania osiągnęła bardzo dużo. Jednak odważyła się porzucić korporacyjną ścieżkę i w 2012 roku założyła własną markę. Z Iwoną...
" />