Moda na ekologię

Moda na ekologię
fot: Grzegorz Mikrut
Zielony stał się niezaprzeczalnie kolorem sezonu.Odcień Greenery, który Instytut Pantone ogłosił kolorem roku 2017 ma symbolizować zbliżenie do natury, odświeżenie, „wzięcie głębokiego oddechu”.Chodzi o to, aby zieleń, oznaczająca naturalność przeniknęła do różnych stref życia – architektury, mody, relacji społecznych.

Jeszcze w latach 90. branża fashion nie angażowała się aż tak w różnego rodzaju akcje społeczne. Co prawda tworzono zachwycające projekty, designerzy prześcigali się w pomysłach, święcąc triumfy na wybiegach całego świata, ale modelki raczej nie stawały się twarzami działań proekologicznych, a cały przemysł modowy przyrównywany był do targowiska próżności. Nieliczne akcje, w których moda stawała się narzędziem uświadamiania społeczeństwu różnorodnych problemów spotykały się jednak z dosyć szerokim odzewem i nierzadko traktowane były jako kontrowersyjne. W taki sposób działał na przykład Benetton. Co ciekawe, przemysł modowy milczał na temat problemów związanych bezpośrednio z branżą fashion. Tak zwane kolekcje „conscious”, moda przyjazna środowisku czy społeczna odpowiedzialność biznesu to stosunkowo młode „wynalazki” (choć początków tej ostatniej upatruje się już w XIX wieku).

Wraz z nastaniem ery blogerek, specjalistą od mody stał się każdy. Co więcej, typowi Kowalscy coraz częściej potrafią wybrać sobie w drogerii szampon bez silikonów i SLS-ów, a w supermarkecie zwrócą uwagę na naturalny olej kokosowy, który później wsmarują w dłonie, w międzyczasie smażąc na nim kurczaka. Idąc do sieciówki, wybiorą T-shirt z ekologicznej bawełny i z niechęcią powędrują do kasy z produktem, na którego metce zobaczą napis „Made in China”. Woleliby wspierać polskie marki. Pytanie brzmi, czy Kowalscy zdecydują się na takie a inne produkty dlatego, że doskonale wiedzą jaka jest ich przewaga na rynku, czy po prostu podążą za obowiązującymi trendami, nie zastanawiając się nad tym na ile wiarygodny jest napis na metce.
Niewątpliwie w tym zakresie brakuje nam regulacji prawnych. Co prawda Unia Europejska zobowiązała producentów do umieszczania na wyrobach informacji między innymi na temat składu, ewentualnego pochodzenia zwierzęcego elementów odzieży czy akcesoriów, a główną „doktryną” ekologiczną w XXI stała się idea zrównoważonego rozwoju, wnikająca w coraz więcej dziedzin życia. Moda „eko” będzie więc oparta na ekologicznych uprawach, nieużywaniu barwników, zminimalizowaniu skażenia wody. Do tego podkreśla się także próby eliminacji niemalże niewolniczej pracy za głodowe pensje, w krajach trzeciego świata. T-shirt stworzony przez pracownika fabryki w Bangladeszu w dalszym ciągu może kosztować więcej niż miesięczna pensja tego pracownika. Jednakże, nie ma obowiązku informowania klientów za pośrednictwem metek, o tym czy w procesie produkcyjnym została wykorzystana chemia, ani jakie konsekwencje poniosło środowisko. Co więcej, nie sprecyzowano jeszcze jasno kryteriów, które pozwalałyby uznać jakieś ubranie za „ekologiczne”. Firmy mogą ubiegać się o odpowiednie certyfikaty, które są pewną gwarancją jeśli chodzi o skład produktu czy przebieg procesu produkcji, jednak, żeby na metce umieścić słowa – environmentally friendly, odzieży nie trzeba szyć w stu procentach z bawełny ekologicznej. Różnica między koszulą powstałą z droższej, lepszej bawełny eko, a taką, która ma całkowicie „naturalny skład”, będzie mniej więcej taka jak różnica między kaszmirowym swetrem, a cardiganem z domieszką kaszmiru. Tyle, że dopóki nie nauczymy społeczeństwa co naprawdę znaczy „zrównoważona moda”, typowi Kowalscy zadowolą się domieszką ekologii, idąc do kasy z czystym sumieniem i poczuciem luksusu. A przecież chodzi o to, żeby „zielona” była moda, a nie konsument.

Anna Górska-Micorek
Kancelaria Pakulski, Kilarski i Wspólnicy
www.flcatwalk.pl

Komentarze

Zielony stał się niezaprzeczalnie kolorem sezonu.Odcień Greenery, który Instytut Pantone ogłosił kolorem roku 2017 ma symbolizować zbliżenie do natury, odświeżenie, „wzięcie głębokiego oddechu”.Chodzi o to, aby zieleń,...
" />