Moda a pies [Harel]

Pięć japońskich rzeczy, które chcę mieć teraz i na zawsze [Harel]
„Zobaczysz, jak ci się styl zmieni!” – powiedziała któregoś razu moja znajoma, ta, która od pierwszego spotkania namawiała mnie na psa. „Ale nie zwrócisz na to większej uwagi, bo szybko zapomnisz, jak było wcześniej”. Miała rację. Nie pamiętam swojego życia sprzed Łatki. Łatka to mały biały terier. W tym samym momencie, w którym Lounge kończy dziesięć lat, nasz związek obchodzi siódmą rocznicę. Właśnie wróciłyśmy ze spaceru. Tym razem pamiętałam, żeby nie zakładać najnowszych butów…

Oglądając niedawno dokument o Driesie van Notenie nie mogłam nie zauważyć cichego bohatera, towarzyszącego projektantowi niemal w każdym momencie dnia. To Airedale Terier Harry, najważniejszy członek rodziny. Zaznajomiony z biurowymi zakamarkami, najnowszymi tkaninami oraz przydomowym ogrodem wierny asystent, bez którego – jestem przekonana – kolekcje van Notena mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Kto wie, czy byłoby w nich tyle radości? Neville Jacobs, bullterier Marca Jacobsa, jest zdecydowanie bardziej medialny.

Bohater okładek, sesji mody, kampanii reklamowych wydał nawet autobiorgafię (Neville Jacobs „I’m Marc’s Dog”). Angus i India, para foksterierów Toma Forda, wystąpiła nawet w filmie „Samotny mężczyzna”, a ich właściciel przyznaje, że najpiękniejszy na świecie jest zapach psich uszu. Jednym z moich ukochanych medialnych psiaków jest Ginie, wierny towarzysz Sandry Sandor, węgierskiej projektantki, założycielki marki Nanushka. Nie tylko rozczula instagramowych obserwatorów, ale przechodzi do historii zamieniony w uroczy deseń. „Ginie print”, czyli nadruk w białe pieski na granatowym tle, w 2016 roku zawojował świat jako główny motyw kolekcji letniej i jeśli ktoś o Nanushce nie wiedział, wtedy to się zmieniło.

Nie oceniam, czy psie towarzystwo jest przemyślaną częścią wizerunku projektanta. Jako miłośniczka psów kupuję to i cieszę czworonożnym szczęściem. Przynajmniej część tych maluchów na świecie żyje w królewskich warunkach.

Gdy ktoś mnie pyta, czy warto mieć psa, odwracam pytanie. Czy jesteś wart, by pies miał ciebie? Czy jesteś na niego gotowy? Gdy patrzę na siebie sprzed ery Łatki, ciężko mi uwierzyć, że z taką łatwością weszłam w całkiem nową rolę. Zabawne, ale jeszcze dziesięć lat temu nie było opcji, żebym wyszła z domu bez makijażu, nawet po stereotypowe bułki musiałam iść w odpowiednim stroju. Dres? W życiu! Z dnia na dzień jak z automatu porzuciłam przyzwyczajenia, nierzadko zarzucając na piżamę pierwszy z brzegu płaszcz, a czasem nawet zapominając zdjąć kapcie, dając się prowadzić czworonożnej miłości przez błota, wysokie trawy i nierówne chodniki.

Wspomniana na początku znajoma mówiła, że całkiem bezwiednie stworzę sobie specjalne psie zestawy.

Tak się stało. Spodnie czy muszą mieć kieszenie na smakołyki, buty łatwość doprowadzenia do stanu wyjściowego (kalosze i wszelkie pochodne okazały się gadżetem niezastąpionym), a kurtka z godnością przyjmująca pieczątki ubłoconych psich łap. Jakimś cudem nawet to wszystko do siebie pasuje, a w głowie kiełkuje pomysł na markę odzieżową dla psiarzy. Chętnie go przekażę komuś bardziej ogarniętemu, zostając pierwszą (i stałą) klientką.

Styl „pod psa” wydaje się nieskończonym szeregiem kompromisów, tymczasem przychodzi właściwie poza świadomością. Jedyna rzecz, o której pamiętam? Rolka do czyszczenia ubrań. Psiarze będą wiedzieć, o czym mówię. W zaprzyjaźnionych domach i samochodach zdominowanych przez czworonożnych przyjaciół, znajdę takową na każdej półce i w każdym pomieszczeniu. Wiadomo, można poświęcić garderobie nieco więcej uwagi i prezentować się niczym Stella Tenant, w markowych kaloszach, tweedowym płaszczu, obowiązkowo wśród chłodnych brytyjskich wzgórz.

Albo jak Mélanie Laurentw „Debiutantach”, paryżanka z prawdziwego zdarzenia, z psem na kolanach, lecz jakimś cudem bez białych kłaczków na granatowej wełnianej kurtce.

Tylko nagle się okazuje, że są rzeczy ważniejsze od ciuchów, nienagannego stylu czy najświeższych mód. Świetnie mi zrobiła wycieczka do Berlina parę lat temu. Pierwsza poważna podróż z Łatką, mieszkanie praktycznie w środku miasta i nagle pośród kamienic odkrycie wybiegu dla psów. Luz właścicieli dał do myślenia. Hipsterski szyk – powiedziałabym wtedy.

W moim ówczesnym warszawskim miejscu zamieszkania nie do pomyślenia. Państwo przychodzili sobie na ławeczkę z książką i butelką piwa, ubrani w cokolwiek, uśmiechnięci i życzliwi. Jeden dzień i byłam jak oni. Chcemy czy nie, pies daje cudowny dystans i układa w naszych głowach nową hierarchię wartości.

Dlatego nie oburzam się, gdy ktoś mi wypomni, że zapomniałam się umalować albo że mam brudną kurtkę (a uwierzcie mi, znajdują się i tacy „życzliwi”). Wiem, dlaczego tak jest i dobrze mi z tym. A o modzie mogę pisać do woli, orientując się w niej, nosząc piżamę i kapcie poza prywatnymi czterema ścianami. Z psem leżącym na kolanach i zostawiającym sierść nawet na klawiaturze komputera. Jedno spojrzenie Łatki i nic więcej mnie nie obchodzi.

Komentarze