Między czernią a bielą [Tobiasz Kujawa]

tobiasz kujawa
Nie lubię czarno-białych zdjęć. Nie przepadam też za czarno-białymi filmami. Historie które opowiadają miały miejsce w rzeczywistości pełnej kolorów. A w tym radykalnym połączeniu dwóch barw, rozwiniętym o paletę szarości, czai się jakieś niepokojące przekłamanie. Świat nie jest czarno-biały i nigdy taki nie był, choć wielu bardzo się starało, aby go takim uczynić. Całe szczęście te próby prędzej czy później kończyły się fiaskiem. Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że myślenie w kategoriach czerni i bieli przeżywa swoisty renesans, również w świecie mody.

Przypominam sobie niedawną dyskusję na temat okładki pierwszego numeru polskiej edycji magazynu Vogue. Pełną naprawdę nieoczekiwanych emocji. Skrajną. Komentujący podzieli się wtedy na dwa dominujące obozy. Okładka była albo świetna, albo fatalna. Według mnie – raczej żadna, nudna i niechlujna, ale w tej historii reprezentuję marginalną grupę, zdecydowanie poniżej progu wyborczego.

Entuzjaści zdjęcia Tellera chwalili jego walory artystyczne, sugerując przy okazji, że skoro ktoś jest „na nie”, to prawdopodobnie nie zrozumiał zawoalowanego przekazu okładki, nie jest wrażliwy na sztukę i oczywiście nie rozwiązał jakże, ekhm, wyrafinowanego rebusu: „Magazyn Vogue i samochód Wołga”. Krytycy odpowiadali, że Polska już tak nie wygląda, że jesteśmy o wiele ciekawsi niż krzywo sfotografowany relikt przeszłości i legendarne straszydło na czterech kołach. Dyskusja w jednej chwili stała się czarno-biała.

A jaka hipotetyczna alternatywa została zaproponowana dla tego okładkowego bezbrzeżnego smutku, szarości i niezdrowej wręcz potrzeby rozliczania się z Polską Ludową?

Zwolennicy nie pozostawili złudzeń – według nich druga opcja byłaby równie ekstremalna, choć żyjąca na przeciwnym biegunie. Można ją podsumować jako: kicz, tandeta i celebryckie nuworyszostwo. I straszyli pytając – chcielibyście tego? Wolelibyście jakąś koszmarną celebrytkę w równie koszmarnej kiecce? Zupełnie, jakby ktoś nas właśnie uratował przed śmiertelną dawką prowincjonalnego promieniowania. Jakby między czernią a bielą nie było nic więcej poza pustką.

 

Muszę przyznać, że coraz mniej mogę się odnaleźć w otaczającej mnie rzeczywistości.

Przeraża mnie to czarno-białe postrzeganie świata. Boję się skrajności i jestem przekonany, że to co się znajduje poza krawędzią, nie jest warte swojej ceny. Atmosfera w świecie mody staje się duszna. Moda nie może być po prostu narzędziem indywidualnej autokracji. Musi być teraz zaangażowana. Społecznie, politycznie, obyczajowo. To już nie jest możliwość, opcja. To imperatyw. Ten ton sprawia, że coraz trudniej jest się nią po prostu cieszyć, doceniać jej bezprecedensowe spektrum piękna i bogactwo możliwości. Ten kierunek jest tym smutniejszy, że koniec końców zawsze przeliczalny na zyski. Bycie zaangażowanym stało się po prostu równie opłacalne co tania kontrowersja.

Obraz, który wyłania się z tej sytuacji, jest nadzwyczaj klarowny. Albo jesteśmy szarzy jak skład na węgiel pod koniec sezonu grzewczego, albo szmirowaci niczym półka z magazynami plotkarskimi. A co leży pośrodku? Wielka, absurdalna i bezbarwna pustka, nad którą nie wisi żaden most, czy nawet licha lina. Jedynie zardzewiały drut kolczasty.

Odpowiadam więc pytającym – nie chcę ani pseudointelektualnej ubogiej deprechy, ani odtwórczej szmiry bez cienia refleksji. Chcę kreacji, pomysłowości, piękna, talentu! Okazuje się, że z takim podejściem moje miejsce jest dokładnie na wyżej wspomnianym drucie. Jestem skazany na balansowanie nad przepaścią, nad tym modnym limbo, z kolcem prosto w… Powiedzmy, że w sercu.

 

Tobiasz Kujawa
freestylevoguing.com

Komentarze