Michał Witkowski: „Potrzebuję widowni!” #tbt

michał witkowski
rys. Agnieszka Stopyra
Kontrowersyjny, szczery i ambitny – tak w trzech słowach można opisać Michała Witkowskiego, autora książki Lubiewo, która kilka lat temu zszokowała świat literacki. W cyklu #TBT przywołujemy tym razem wywiad, w którym opowiada o prawdziwej modzie i pasji do niej, prowadzeniu bloga, walce o uwagę fotografów i życiu na świeczniku.
Uważa się Pan za pisarza czy blogera?

– Widzi Pani, moim zdaniem jedno drugiemu nie przeszkadza. Wielu blogerów ma inny zawód, z którego żyje. Pisanie to zawód, w wolnych chwilach mogę zajmować się modą. Ale traktuję ją poważnie i chcę, żeby mnie też tak traktowano…

Odniósł Pan bardzo duży sukces jako pisarz. Skąd pomysł na wejście w blogosferę?

A gdybym zaczął np. kolekcjonować stare pudełka od zapałek i jeździć po świecie, aby zdobyć co cenniejsze sztuki? Po prostu – mam pieniądze i dużo czasu, od lat kolekcjonuję ciuchy i dodatki, nie ma sum, jakich bym na nie nie wydał, kupuję i czytam pisma, chodzę na pokazy, chcę się z kimś dzielić moją pasją! Jak np. kupię w Sztokholmie na aukcji pasek od YSL z roku 1970, to chcę mieć gdzie zrobić sobie w nim sesję, potrzebuję widowni!

Jak ocenia Pan polskich blogerów, szafiarki i ludzi działających w tej dziedzinie?

Bardzo różnie. Z daleka widać, kto chce się tylko lansować i szpanować, a kto poza tym jeszcze interesuje się modą, pisze poważne recenzje, nie opuszcza pokazów, także tych porannych na Fashion Weeku, gdzie nie ma ścianek i fleszy. Bardzo dobrym blogerem jest Tobiasz Kujawa. To jest ktoś, kto naprawdę poważnie zajmuje się modą. Dobry też jest Zaczyński. Wiem, że Macademian Girl także naprawdę interesuje się pokazami i ma na ich temat zdanie. Negatywne przykłady znamy wszyscy i nie warto ich tu wymieniać po nazwiskach…

Komentarze