Zimny spektakl perwersji – wywiad z Marcinem Koszałką

Marcin Koszałka kręcił dotąd dokumenty. Dokumenty mocne, zapadające w pamięć, często szokujące. Nic dziwnego, że nw debiucie fabularnym pokazuje historię seryjnego mordercy, którą możemy oglądać w kinach jako film „Czerwony pająk”.
Rozmawia Rafał Stanowski
– Czy po nakręceniu tego filmu zło zaczęło Cię bardziej fascynować?

– Nakręciłem ten film nie po to, żeby stać się na chwilę złym. Cieszyło mnie raczej to, że będąc na planie mogę się poddać spektaklowi perwersji.

– Co masz na myśli?!

– Gdy kręciliśmy scenę zbrodni, w której chłopiec leży we krwi, widziałem, jak ekipa była tym w jakiś sposób podniecona. Zastanawialiśmy się, jak powinna być nasączona krwią czapka. W jaki sposób krew ma spływać po ciele. Złapałem się na tym, że nagle wszyscy byli tym perwersyjnie podkręceni. Wszystkich to jarało.

– Przyznasz, że teraz, gdy siedzimy w wygodnych fotelach w Forum Przestrzenie, to brzmi niepokojąco.

– Tak, ale to wszystko działo się przecież na niby, jak w grze komputerowej. Gdyby to były prawdziwe zwłoki, mam nadzieję, że zachowalibyśmy się wszyscy zupełnie inaczej. Wracając do Twojego pytania, myślę że nie o zło tu chodzi, a raczej o własne perwersyjne myśli. Dzięki filmowi mogę je wydobyć i w jakiś sposób wyrzucić. Nie mam ambicji opisywania zła, bo to jest przecież niemożliwe.

– „Czerwony pająk” dotyka społecznej fascynacji złem, czego przykładem może być popularność kryminałów czy autentycznych historii, które od dawna zalewają media. To, czego się najbardziej boimy, wzbudza w nas wielkie zainteresowanie.

– Zbrodnia pełni rolę społecznego pokarmu, którym się karmimy. Z drugiej strony, co wiem po rozmowach z prof. Gierowskim, morderca często cieszy się z faktu, że został złapany. Mówi: „nareszcie mogę wam pokazać swoje oblicze”, staje się w pewien sposób celebrytą i przechodzi do legendy, tak jak słynny „Czerwony pająk”, który podobno zabijał w czasach PRL. Przełamuje w ten sposób samotność, która otacza go wtedy, gdy popełnia zbrodnie. To wyjątkowo ambiwalentna sytuacja.
– Zbrodnia staje się potwornym show, w którym morderca gra tytułową rolę, a społeczeństwo – staje się jej obserwatorem. Jednym z fetyszy ukrytych w Twoich filmach jest ludzka cielesność. Lubisz przyglądać się jej w sposób naturalistyczny, pokazywać jej piękno, a zarazem ułomności. W „Czerwonym pająku” zacisnąłeś sobie jednak pewnego rodzaju knebel i unikasz eksploatowania brutalności, która jest wpisana w gatunek kryminału. Stawiasz na zimny, minimalistyczny nastrój.

1 of 3

Komentarze

Marcin Koszałka kręcił dotąd dokumenty. Dokumenty mocne, zapadające w pamięć, często szokujące. Nic dziwnego, że nw debiucie fabularnym pokazuje historię seryjnego mordercy, którą możemy oglądać w kinach...
" />