Marcello – od „rewolucji” po własny lokal

Kolejna włoska restauracja w Krakowie. Tak, jakby na każdym kroku nadal nie można było zjeść „prawdziwej włoskiej pizzy z prawdziwego pieca”.

Ale Marcello ma być inne, bo sygnowane nazwiskiem Magdy Gessler. Robić „rewolucję” restauracji to jedno, otworzyć swoją własną na Rynku Głównym w Krakowie – to już co innego.

Bo sława i nazwisko zobowiązują, szczególnie jeśli bierze się udział w programie, w którym niesmaczne spaghetti z impetem ląduje na podłodze, a kiczowate dekoracje bez pardonu zrywane są jednym pociągnięciem ręki.

Środek tygodnia, gorący wieczór. Wchodzimy do piwnic kamienicy „Pod Obrazem”, gdzie gustowny bar świeci bielą, a reszta restauracji świeci pustkami. Kelnerka poleca chłodną salę z ogromnym, powiększającym wnętrze lustrem, w rogu której nieśmiało siedzi grupka młodych ludzi. Na myśl przychodzą mi słowa Magdy Gessler z wywiadu opublikowanego w ostatnim numerze Lounge – że Marcello to miejsce „ewidentnie ekonomiczne” i „nastawione raczej na młodzież”. Otwieram menu, spoglądam na ceny grillowanego steku z polędwicy (64 zł) i krewetek królewskich (52 zł), a za plecami słyszę angielski. Oho! Młodzież – na dodatek zagraniczna.

Napoje dotarły w tempie ekpresowym, ale na przystawki musieliśmy czekać tak długo, że na naszych twarzach zaczęły malować się miny, łudząco podobne do tych, jakie robi pani Gessler, gdy w swoim programie przysypia nad stołem, w oczekiwaniu na pierwsze dania

Ale tutaj zwracam honor – niektóre ceny rzeczywiście są wysokie, ale na inne ci z mniej zasobnym portfelem również będą mogli sobie pozwolić. Niektóre pizze, risotto, sałatki i makarony zjemy już za 22 zł, co faktycznie, biorąc pod uwagę lokalizację, jest ceną do zaakceptowania.

Przemiły, elegancko ubrany i przeszkolony do granic możliwości kelner cierpliwie zapisuje zamówienie, informując uprzednio, że z powodu sporej grupy gości (ciekawe których?) czas oczekiwania nieco się wydłużył. Napoje – woda niegazowana (7 zł / 200 ml) i piwo dla mojego towarzysza (8 zł / 0,3l), dotarły w tempie ekpresowym, ale na przystawki musieliśmy czekać tak długo, że na naszych twarzach zaczęły malować się miny łudząco podobne do tych, jakie robi pani Gessler, gdy w swoim programie przysypia nad stołem w oczekiwaniu na pierwsze dania.

Była jednak pozytywna strona tej sytuacji – przez dobre dwadzieścia pięć minut miałam okazję dokładnie przeanalizować wnętrze Marcello, w którym cegła zestawiona jest z drewnem, błękitne i granatowe pasy mieszają się z kratą, a pobielane duże blaty nakryte są prosto, lecz całkiem gustownie. Ze ścian patrzą na nas wszystkie wcielenia Sofii Loren, którą znamy między innymi z filmów u boku… Marcello właśnie.

1 of 2

Komentarze

Tak, byla tam kilka razy….jadlam zupe ze szparagow, pizze Magda Gesler z karczochami ,Bruschette Miste, pilam wino ….zawsze siadalam w srodkowej sali na podwyzszeniu …stoi tam we wnęce wazon z kwiatami ( wazon brudny , woda mętna, kwiaty zwiędnięte) i pali sie lejąca, oblepiona swieca…kelnerzy mili , po zwroceniu uwagi młoda kelnerka obiecała , ze sama osobiscie doprowadzi ten stan z wazonem do porządku….choc to rola nie jej , ale menadzera …widziec to i zlecic odp.osobom albo samemu…, ale tem menadzer to bubek nieusmiechający sie do klientów tylko bardzo przemądrzały jak sie go o cos pyta…poprostu niesympatyczny….zatrudniony po wygladzie albo znajomosci….kto go zatrudnil? Pani Gesler? zrobila błąd , a powinnw mieć „nosa” juz….
W toalecie pourywane uchwyty na papier toaletowy…i brudne podłogi.Palące sie swiece i wstązeczki na rolkach papieru ( zresztą juz tez brudne i wymięte) tego nie zrekompensują….
Pani Magdo , proszę tam zatrudnic dobrego CERBERA…..bo tam odchodzi galicyjskie dziadostwo….

Kolejna włoska restauracja w Krakowie. Tak, jakby na każdym kroku nadal nie można było zjeść „prawdziwej włoskiej pizzy z prawdziwego pieca”. Ale Marcello ma być inne, bo sygnowane nazwiskiem...
" />