Marcelina – muszę być ciągle w drodze.

Marcelina, wokalistka i kompozytorka, która wydała właśnie nową płytę „Gonić burzę”
Rozmawia Rafał Stanowski
– W singlu „Nie mogę zasnąć” śpiewasz o bezsennych nocach. Mam wrażenie, że o nich opowiada cała Twoja płyta „Gonić burzę” – ten nowy materiał jest efektem nieprzespanych nocy?

– Może trochę. Ta płyta powstawała rzeczywiście w olbrzymich emocjach, wydarzyło się bardzo wiele dziwnych sytuacji uprzykrzających nam pracę – ale się udało! W zasadzie jestem teraz wdzięczna, bo okazało się, że potrafię sobie pisaniem piosenek pomóc, a teksty dzięki temu powstają szybciej i potrafię traktować je z przymrużeniem oka.

– Lubisz pracować w czasie bezsennych nocy? Co wtedy robisz – komponujesz, piszesz teksty, myślisz? Dzwonisz do Roberta Cichego, który odpowiadał za produkcję brzmienia?

– Kilka razy miałam napady pisania, szczególnie tekstów, bardzo późno w nocy. Wena potrafiła obudzić mnie o 4 rano i dosłownie czułam, jak zapala mi się lampka nad moją głową. Roberta po nocach nie budziłam, ale przeżyliśmy bardzo skondensowany wspólny czas. Widywaliśmy się przez cały kwiecień codziennie i pracowaliśmy od rana do późnych godzin. Pisaliśmy też w przerwach między koncertami. Pamiętam, jak w drodze z Wrocławia zatrzymaliśmy się na jakiejś wsi i tam, siedząc w ogrodzie, grając sobie całkiem na luzie na gitarach, powstała piosenka „Miły mój”.

– W Twoich piosenkach odnajduję powtarzający się motyw ucieczki – masz dość otaczającego świata?

– Potrzebuję zmian. Wychowałam się w domu bez muzyki, więc zaczęłam jej poszukiwać. Potem dostałam się na studia na Akademię Muzyczną, ale po 3 latach poczułam się zmęczona i rozpoczęłam równocześnie studia z fizjoterapii. Potrzebowałam po prostu towarzystwa z zupełnie innej bajki, tak dla równowagi. Zajęć, w których to ja służę innym. Pochodzę z Cieszyna, małego miasta, z którego wyjechałam następnie do dużej metropolii. Mieszkam teraz w Warszawie i gdy tylko mogę, uciekam na wieś. Uwielbiam życie w trasie, z ludźmi, ten zgiełk, koncerty, rozmowy. Ale pewnego dnia wstaję i uciekam. W góry nad morze, do totalnej ciszy, do ludzi, dla których wszystko jest proste. Myślę, że nie jestem w tym odosobniona.

– Jak to się dzieje – czujesz impuls i jedziesz?

– Dzieje się to strasznie dynamicznie – potrafię wsiąść w samochód, choć przed chwilą ubrałam się w piżamę i miałam iść spać. Ale jednak nie! Myślę sobie: pojadę odwiedzić znajomych w Sopocie. Ubieram się i parę godzin później budzę ich, waląc w drzwi, a oni otwierają i nie są zdziwieni. Nie umiałabym żyć bez samochodu. Uciekam często.

– Teraz już chyba rozumiem tytuł płyty – „Gonić burzę”. Przenika ją jeszcze jedna silna emocja – niepokój. Dlaczego tak?

– Płyta powstawała w trudnych dla mnie warunkach, bo działo się bardzo wiele, hmmm… przykrych sytuacji w moim życiu prywatnym. Mówiąc wprost i dosyć zwięźle, zaufałam nieodpowiedniej osobie, która od kilku miesięcy po prostu stalkuje mnie i znacząco wpływa na moje poczucie bezpieczeństwa. Nie życzę nikomu by taka ‚czarna wołga’ stała pod jego domem. Na szczęście przekułam cały ten strach i stres w piosenki i teksty.

– I stąd pewnie nostalgiczny ton piosenek? Bardzo to wszystko osobiste?

– Na tej płycie kryje się bardzo wiele inspiracji z mojego życia prywatnego. Traktuję je zawsze jako punkt wyjścia, staram się pisać na tyle nie wprost, by każdy mógł odczytać to na swój sposób.

– Płytę realizowaliście na warszawskiej Pradze. Czy jej wyjątkowa atmosfera wpłynęła na muzykę i słowa?

– Nie mieliśmy zbyt wiele czasu, by chłonąć Pragę samą w sobie, bo zwyczajnie zamykaliśmy się w studiu i siedzieliśmy tam do oporu. Za to bardzo miło wspominam spacery do pobliskich knajpek, by coś przekąsić i odpocząć. Towarzyszyły temu zawsze bardzo głębokie rozmowy, w których się bardzo do siebie zbliżyliśmy. Ja, Robert i Janek Komar, który te nagrania realizował. Muzyka ma coś takiego w sobie, że no… nie oszukasz, zawsze wyjdzie na jaw, że coś dzieje się złego lub dobrego. I trzeba to z siebie wywalić, by móc pracować dalej.

– Mówisz, że masz w sobie indiańską duszę. Jak się z tym odnajdujesz we współczesności? Czujesz, że do niej pasujesz?

– Myślę, że w każdych czasach jest coś fascynującego i można znaleźć ujście dla dobrego wykorzystania swoich cech charakteru. Skupiam się zawsze na pozytywach sytuacji, która mnie zastała i nie wyobrażam sobie żyć w innych czasach niż te, które mamy. Bardzo się cieszę, że dane mi było przeżywać dzieciństwo w latach 90. Wydaje mi się nawet, że wychowana zostałam w idealnym okresie. Miałam dzieciństwo, które skłaniało do wyrobienia sobie wyobraźni do granic możliwości, bo nic nie było, zabawki trzeba było organizować sobie samemu, rodzice nie chuchali na nas, mieliśmy milion znajomych na podwórkach.

– To prawda, że bawiłaś się z nimi w Indian?

– No pewnie, że tak. Te doświadczenia do dziś się przydają, zwłaszcza gdy uciekam do lasów z paczką przyjaciół – rozpalanie ognisk czy budowanie szałasów nie sprawa mi większego problemu. Poruszanie się z mapą też.

– To już Twoja trzecia płyta od debiutu w 2011 roku. Nadal czujesz inspirację? Jak mocno artysty musi konfrontować się z codzienną rutyną?

– Staram się żyć tak, by nie odczuwać rutyny, zwłaszcza tej złej. Bo są też te dobre strony rutyny, jak celebrowanie swoich małych przyzwyczajeń. Zawsze się boję, że nie będę miała o czym pisać, że już chyba wszystko powiedziałam, że nie będę miała weny albo coś się nie uda. A nagle później zwala się na głowę tak wiele rzeczy, sytuacji, inspiracji – postanowiłam nie martwić się na zapas.

– Przeczytałem, że inspiracją dla płyty „Gonić burzę” było m.in. kino Alfreda Hitchcocka. To znaczy, że jesteś dziewczyną, która nie boi się opowieści grozy?

– Bardzo lubię też filmy Jima Jarmusha, szczególnie „Kawę i papierosy”, uwielbiam też klimat „Dymu” Paula Austera i Wayne’a Wanga. Takie czarno-białe obrazy były mocną inspiracją w czasie pisania „Nie mogę zasnąć. Hitchcock czy Ed Wood byliby w ogóle wymarzonymi reżyserami klipu do tej piosenki! Zosia Zija i Jacek Pióro, którzy finalnie zrealizowali klip, też poradzili sobie super.

– Tworzysz muzykę alternatywną. Ten nurt stał się niezwykle mocny i choć może nie jesteście zapraszani często do mainstreamowych mediów, to – głównie dzięki festiwalom oraz internetowi – docieracie do szerokiej skali odbiorców.

– To prawda. Bardzo się cieszę, że poszłam tą właśnie drogą, jest może dłuższa, ale niesie bardzo wiele satysfakcji i można powoli dojrzewać do wielu rzeczy, bardzo wiele nauczyć. Słuchając polskich artystów alternatywnych czuję dumę. Mamy wiele wspaniałych zespołów i cieszę się, ta muzyka staje się ona silnym rynkiem, który nie jest uzależniony od mainstreamowych mediów.

– W tym roku nagrałaś numer z GrubSonem – jak się odnalazłaś się w hip-hopowym świecie?

– Lubię czasem wejść do innej bajki. To miła odskocznia i możliwość poszerzenia horyzontów. Bardzo lubię GrubSona i totalnie ucieszyło mnie jego zaproszenie. Nie wykluczam podobnej współpracy w przyszłości, ale też nie jest to sytuacja, na której się skupiam. Najlepiej, gdy takie akcje dzieją się spontanicznie w wyniku fajnego przepływu energii między artystami.

– W 2014 wzięłaś udział w projekcie „Panny Wyklęte/Wygnane”, zainspirowanym historią Żołnierzy Wyklętych. Lubisz tego rodzaju projekty z ustalonym z góry przesłaniem? Na ile ograniczenia potrafią być inspirujące dla artysty?

– Takie narzucenie tematu było zdecydowanie inspiracją. To mnie bardzo rozwinęło i zaskoczyło. Nie chciałabym się wymądrzać i rozwodzić nad terminem patriota. Uważam po prostu, że należy się cześć osobom, które oddały życie w tak trudnych czasach za coś wyższego. To jest coś, czego ja przynajmniej w tej chwili nie potrafię sobie wyobrazić i jest to dla mnie fakt niezaprzeczalny. To byli odważni, wrażliwi, lojalni, honorowi i co najważniejsze normalni ludzie, tacy jak my. Jeśli oni potrafili znieść tak wiele, to czym są nasze współczesne problemy.

– Czujesz się patriotką?

– Dzięki temu projektowi skupiłam się na historii, tak po swojemu, po ludzku. I polubiłam ją. Nabrałam szacunku do pewnych spraw. Lubię Polskę i nasze tradycje, chcę by było tu bezpiecznie i ładnie. To też patriotyzm. Ja go tak pojmuję – po prostu.

– Ostatnie pytanie: kim jesteś, tak w sensie egzystencjalnym? Dziewczyną z Cieszyna, Wrocławia, gdzie również mieszkałaś, czy może już z Warszawy?

– Bardzo mocno czuję, że wywodzę się z zieleni i gór. Całe dzieciństwo spędzałam w Ustroniu, w Wiśle. Wypady w góry były miłością moich rodziców, sporty zimowe wyssałam z mlekiem matki. Utożsamiam się z południem Polski. Ale kocham też Wrocław, uwielbiam zgiełk Warszawy. Chyba jestem cyganem, który musi być ciągle w drodze.

www.

 

Okładka najnowszej płyty Marceliny:)
Okładka najnowszej płyty Marceliny:)

Komentarze

Marcelina, wokalistka i kompozytorka, która wydała właśnie nową płytę „Gonić burzę” Rozmawia Rafał Stanowski – W singlu „Nie mogę zasnąć” śpiewasz o bezsennych nocach. Mam wrażenie, że o nich opowiada...
" />