Mały ale jary! czyli Jeep Renegade

Znacie historię firmy Ray Ban? To legendarne, amerykańskie przedsiębiorstwo zostało wykupione przez Włochów i do dziś świetnie sobie radzi, produkując modne i stylowe okulary przeciwsłoneczne. Podobna amerykańsko-włoska kooperacja ma miejsce w Jeepie, który od 2009 roku jest własnością Fiata. Już na pierwszy rzut oka widać, że w designie nowego Jeepa palce maczali styliści Fiata. W porównaniu z modelami Compass i Patriot, które Renegade zastąpił, jest tu o wiele więcej „smaczków” i wspomnianej już dbałości o szczegóły. Od razu widać też, że mamy do czynienia z Jeepem. Charakterystyczny pas przedni nie pozwala na chwile niepewności nawet osobom niezainteresowanym tematem.

Opinie na temat wyglądu tego samochodu są jednak bardzo podzielone. Podczas kilku dni, jakie spędziłem z tym autem, słyszałem wiele i pochwał, i krytyki pod adresem jego stylistów. Kanciaste kształty budzą albo podziw, albo wręcz obrzydzenie. Ja osobiście uważam, że wygląda całkiem nieźle i wyróżnia się z tłumu nieciekawych, podobnych do siebie crossoverów… ale nie służy mu biały lakier. W pomarańczowym lub czerwonym Renegade sporo zyskuje.
Wejdźmy do środka. Stylistyką konsoli centralnej trudno się zachwycić, ale i trudno jej cokolwiek zarzucić. Jest po prostu OK, a przy okazji próbuje wprowadzić kierowcę i pasażerów w terenowy klimat: widzimy kilka „surowych” akcentów, takich jak widoczne śruby czy „offroadowy” uchwyt dla pasażera na kokpicie. To trochę tak, jakby wymuskany chłopiec z miasta założył kraciastą koszulę i udawał, że jest twardym drwalem…  ale trzeba przyznać, że tkwi tu pewien pomysł.
Styliści Jeepa proponują nam też zabawę na spostrzegawczość. W różnych miejscach wnętrza ukryto – mniej lub bardziej skrzętnie – symbol przodu legendarnego Jeepa Willysa (z niepowtarzalnymi, pionowymi szczeblami grilla i okrągłymi światłami), do którego Renegade stara się nawiązywać. Podpowiem, że dwa takie wzory ukryto na obudowie lusterka wstecznego, dwa są wytłoczone w tapicerce przednich foteli… i naliczyłem jeszcze sześć kolejnych. Dobra zabawa!
W moje ręce wpadła wersja Limited, z prawie kompletnym wyposażeniem. W jego skład wchodzą między innymi: ekran multimedialny z nawigacją (działa bez zarzutu), system monitorujący martwe pole czy przyzwoity zestaw audio. Materiały użyte do wykończenia wnętrza tego auta zaskoczą każdego, kto miał nieco do czynienia ze starszymi Jeepami. Ani śladu toporności i połaci taniochy znanych z poprzednich modeli.
Niestety, w testowanym samochodzie słychać było wyraźne piski i trzeszczenie z konsoli środkowej. Nie wiem, czy to kwestia egzemplarza, czy po prostu osoby odpowiedzialne za spasowanie materiałów w Jeepie nie do końca przykładają się do swoich obowiązków, ale w aucie z przebiegiem niecałych 40 tysięcy kilometrów wolałbym nie słyszeć takiej symfonii plastików.

Jeśli chodzi o ilość w miejsca w kabinie: pamiętajmy, że Renegade to nieduży samochód. Długość wynosząca 4236 mm jest nieco mniejsza, niż w przeciętnym kompakcie, więc nie ma co oczekiwać przestronności na miarę rodzinnego vana. Nie powinno brakować miejsca dla czterech osób, za to podróż w piątkę może być już męcząca. Bagażnik ma przyzwoite 351 litrów pojemności i jest ustawny.
Podczas jazdy, małego Jeepa można naprawdę polubić. Za kierownicą siedzi się wyżej, niż można by się tego spodziewać, patrząc na wymiary zewnętrzne auta. Fotele są wygodne, widoczność bardzo dobra. Silnik zapewnia niezłą dynamikę i elastyczność, ale jeśli ktoś lubi jeździć szybko, niech zastanowi się nad dopłatą do mocniejszego, 170 konnego diesla. Ważne, że nawet przy mocnym przyspieszaniu pasażerom nie pękają bębenki w uszach, chociaż oczywiście dźwięk diesla nie znalazłby się na mojej liście najprzyjemniejszych odgłosów na Ziemi…
Sześciobiegowa skrzynia biegów nie jest wzorem precyzji działania i chyba chętniej widziałbym w tym samochodzie automat. Słowa pochwały kieruję za to w stronę układu jezdnego. Auto jest bardzo stabilne na zakrętach i zadziwia tym, że praktycznie się nie przechyla. Z powodu krótkiego rozstawu osi na niektórych poprzecznych nierównościach auto potrafi nieprzyjemnie podskakiwać, szczególnie skarżyli się na to pasażerowie tylnej kanapy. Za to wszelkie inne niedoskonałości drogi nie robią na Jeepie i jego pasażerach większego wrażenia.
To jednak Jeep, więc powinien radzić sobie także poza asfaltem. Przyznam się, że miałem spore obawy, zanim zjechałem tym autem z ubitego szlaku. W końcu konkurencją Renegade’a są zdecydowanie mało offroadowe Opel Mokka czy Nissan Juke, a całość sprawia wrażenie raczej ugłaskanego mieszczucha… Przełamałem się jednak i wyruszyłem na poszukiwania ducha starych, dzielnych w terenie Jeepów w nowym, amerykańsko-włoskim modelu marki.

Wiecie co? Było świetnie. Nie znam się na jeździe offroadowej, więc mogłem się poczuć jak typowy właściciel niedużego crossovera, który wpadł na szalony pomysł sprawdzenia swego auta w błocie i piachu (są w ogóle tacy?). Nie robią na mnie wrażenia dane takie, jak głębokość brodzenia, czy kąt natarcia (nawiasem mówiąc, podobno wyglądają one w tym Jeepie bardzo dobrze), ale liczyło się dla mnie, że z każdą przeszkodą, którą stawiałem przed tym białym (ależ pięknie się ubrudził!), kanciastym pudełkiem, radziło sobie ono doskonale i bez zająknięcia. Ostry podjazd pod piaszczystą górkę? Nie ma sprawy. Wyboisty odcinek przez las? Trochę błota? Żaden problem.
W terenie mamy do wyboru pięć trybów jazdy: Auto (to samochód decyduje, jak rozdzielić moment obrotowy między osie), Lock (blokada), Snow (gdy jedziemy w śniegu), Mud (błoto) i Sand (na przeprawy w piasku). Już tryb automatyczny jest wystarczająco sprawny dla laika takiego, jak ja.
Jeżeli ktoś częściej zjeżdża z asfaltu, Renegade jest w stanie zaoferować mu jeszcze więcej, niż opisywany egzemplarz. Wystarczy dopłacić 6400 zł do wersji Trailhawk, która dodatkowo wyposażona jest w reduktor, a prześwit został zwiększony (ze 198 mm do 210).
Oprócz zdecydowanie bardziej topornej na co dzień Dacii Duster, próżno szukać wśród konkurentów takich kompetencji w terenie.
Mały Jeep potrafi więc pokazać, że mimo miejskiego charakteru i łagodnego wizerunku, drzemią w nim geny prawdziwej terenówki. Wujek Wrangler i dziadek Willys mogą być dumni. Renegade zachowuje przy tym pełną przydatność na co dzień, oferuje spory komfort jazdy i charakterystyczny styl, który albo się kocha, albo nienawidzi. Szkoda tylko, że zapewne większość ze sprzedawanych w Polsce aut wyposażona będzie w napęd na przednią oś. Ciężko się jednak dziwić. Bazowy egzemplarz FWD z benzynowym silnikiem 1.6 można mieć już za niecałe 70 tysięcy złotych, podczas gdy cena testowanego auta przekroczyła 120 tysięcy. To już naprawdę poważna kwota.  Z drugiej strony, konkurenci też potrafią być drodzy, gdy poszalejemy z dodatkami. A żaden mały Opel ani Nissan nie pozwolą tak pięknie ubrudzić się w terenie… i dojechać na myjnię bez pomocy traktora.
Mikołaj Adamczuk

www.motopodprad.pl

Komentarze

Znacie historię firmy Ray Ban? To legendarne, amerykańskie przedsiębiorstwo zostało wykupione przez Włochów i do dziś świetnie sobie radzi, produkując modne i stylowe okulary przeciwsłoneczne. Podobna amerykańsko-włoska kooperacja...
" />