Magia analoga

Magia analoga
Michał Massa Masior -fotograf mody i reklamy, blogger. Technikę szlifował w Getty Images i International Center of Photography w Nowym Jorku. Na co dzień pracuje w Krakowie. Specjalizuje się w nietypowych portretach i koncepcyjnych sesjach. Im większe wyzwanie, tym lepiej. Górski szczyt, wnętrze szafy czy miejskie studio to równie dobre plany zdjęciowe - liczy się pomysł i jakość wykonania. Jego styl to charakterystycznie doświetlone zdjęcia, nasycone i pełne kolory, dbałość o detal oraz wyrazista dynamika obrazu.- madmassa.com - madmassa.blogspot.com - madmassa.fotoblogia.pl
Kiedy ostatnio przyznałem się przed pewną postacią polskiej fotografii, że jestem fotografem, którego pierwszym aparatem profesjonalnym była cyfrówka, usłyszałem, że mnie to skreśla. Faktycznie, kiedy wchodziłem na rynek zawodowy, cyfrowy sprzęt z racji wygody korzystania i natychmiastowej prawie możliwości oglądania i wysyłania zdjęć, był już tam obecny. Mimo wielu niedoskonałości, małych rozmiarów plików, początkowo wąskiego zakresu tonów i kiepskiej pracy na wysokich czułościach, klienci docenili szybkość pracy cyfrówek.

W rzeczywistości, zanim zrobiłem pierwsze zlecenie za pieniądze, do fotografii pchnęła mnie także mała, kompaktowa cyfrówka, którą kupiłem podczas pracy wakacyjnej. Szybko zorientowałem się, że jej możliwości odbiegały od już łatwo dostępnych wówczas analogowych sprzętów wyprodukowanych w DDR. Miałem zatem trochę praktyki z koreksem i ciemną łazienką, do której nie mógł w czasie pracy wejść nikt za potrzebą. Jednak technologia postępowała na tyle sprawnie, że zakup cyfrowej lustrzanki przestał mieć znamiona szaleństwa finansowo-kredytowego. Szybko zatem koreks został odłożony na półkę. Śmiało mogę więc stwierdzić, jeśli w ogóle można użyć takiego stwierdzenia, że jestem fotografem cyfrowym. Nie odczytuję owego stwierdzenia wspomnianej wcześniej osoby jako przytyku, a najwyraźniej taki był zamiar. W końcu szybko okazało się, że mój znamienity rozmówca nie załapał się na erę cyfrową, co pewnie trzeba złożyć na karb wieku. Wszak obserwowałem, jak moi rodzice, ponad dekadę od niego młodsi, mozolnie mierzyli się opanowaniem komputera z Wordem, Excelem, mailem, potem iPhonem, iPadem i kolejne rozwinięcia technologii cyfrowej stosowanej prawie wszędzie. Udało im się to świetnie, ale o ile więcej pracy musieli włożyć w zrozumienie komputera od dzisiejszych dzieci, które naturalnie klikają, „słajpują” i doskonale odnajdują się w każdej aplikacji bez wcześniejszych tłumaczeń.

Retro

Pisząc ten tekst mogę siedzieć sobie pod parasolem plażowym z tabletem podłączonym do sieci, mając jednocześnie wgląd w politykę, kiepską polską pogodę początku jesieni oraz nowinki techniczne ze wszystkich interesujących mnie dziedzin. Przypomina mi się wówczas, że kiedy byłem dzieckiem, nikt na urlopie nie myślał o pracy, bo trudno było się dodzwonić znad morza na południe Polski, a co dopiero być non-stop online. Na wakacje wyruszało się nieklimatyzowanym, niewielkim samochodem, bez nawigacji i wspomagania kierownicy, za to z zapasem paliwa w kanistrach. A kto wyjeżdżał zagranicę, wracał z opowieściami nie tylko wakacyjnymi, ale także z historiami z postojów i kontroli granicznych.

Dla porównania fotograficznego, przypomina mi się tutaj opowieść Chrisa Niedenthala z jednego ze spotkań autorskich, podczas którego opowiadał, jak wysyłał zdjęcia zrobione w stanie wojennym do redakcji zagranicznych. Zwykle nie miał możliwości przejrzeć tego, co zapisał na rolce filmu, zanim zdjęcia ukazały się w znanych czasopismach światowych. A cały świat mógł zobaczyć nasze tragiczne wydarzenia właśnie dzięki takim ludziom, jak Niedenthal.

Myślę, więc jestem

Powtarzali nam to na kursach, pisali w książkach, klepali do głowy w szkołach. Zanim wciśniesz spust migawki, przemyśl, co chcesz mieć na zdjęciu. Innymi słowy, miej gotowy kadr, a aparat posłuży Ci tylko jako narzędzie, by ów pomysł zapisać. Ale kto z Was nie złapał się na bezmyślnym  klepaniu migawką? Staram się mieć zawsze wszystko z wyprzedzeniem przygotowane, by zdążyć. Jednak cyfrowość trochę rozleniwia. Tu podciągnę, tam poprawię albo delikatnie zmienię. W erze analogów nie wszystko było tak łatwo dostępne.

36

A może spróbować załadować do analoga film z 36 zdjęciami i zabrać na wakacje tylko jeden? Wielokrotnie przemyślisz, czy właśnie w danym momencie podnieść aparat do oka.  Albo gdyby założyć, że mogę zrobić tylko jedno zdjęcie dziennie? Obiecuję, że taki sposób działania spowoduje, że klatki w ten sposób wykonane będą w 99% lepsze od tego, co powstaje na co dzień w Waszych cyfrówkach. Takie wyzwanie bardzo otwiera, pozwala skupić się na zadaniu, wybija z rutyny spowodowanej stałą dostępnością kolejnych gigabajtów na karcie.

 

Wakacyjna podróż samochodem bez klimatyzacji mogła być interesująca i twórcza, bo wymagała częstszych przerw i otwierała możliwości poznawania przypadkowych ludzi. Podobnie fotografowanie analogowe ma w sobie wiele elementów, których cyfra nam nie dostarczy. Moim zdaniem magia fotografii kryje się nie tylko w zatrzymywaniu świata w klatce zdjęcia. Ona jest jeszcze w miejscu oczekiwania pomiędzy tym, co zrobiliście, wywołanym filmem i końcową odbitką.

Michał Massa Mąsior

Komentarze

Kiedy ostatnio przyznałem się przed pewną postacią polskiej fotografii, że jestem fotografem, którego pierwszym aparatem profesjonalnym była cyfrówka, usłyszałem, że mnie to skreśla. Faktycznie, kiedy wchodziłem na rynek zawodowy, cyfrowy...
" />