Madonna w koronie cierniowej [Anna Górska-Micorek]

Czyli o tym jak dać się w modzie ponieść katolickiej wyobraźni
Jednym z najważniejszych modowych wydarzeń każdego roku jest słynna MET Gala, podczas której zbierane są fundusze na Instytut Kostiumowy Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. W tym roku gwiazdy i gwiazdeczki czerwonego dywanu prezentowały swoje nie zawsze fitciała i wdzięki w stylizacjach nawiązujących do wymyślonego przez papieżycę branży fashion – Annę Wintour, tematu. „Niebiańskie ciała. Moda i wyobraźnia katolicka”.

 

Zdjęcia z dorocznej MET Gali można byłoby oglądać z michą pełną popcornu pod ręką, gdyby nie wysokie ryzyko udławienia się. Były takie kreacje, od których nie sposób oderwać oczu – kreacja Blake Lively od Versace zapierała dech (prawdopodobnie również aktorce, zważywszy na bogato zdobiony gorset sukni). Niektóre suknie uruchamiały rzeczywiście katolicką wyobraźnię, ponieważ z mojej piersi wyrywał się spontaniczny okrzyk „O mój Boże”. Na przykład na widok piersi Cardi B, które z kolei wyrwały się z jej sukienki. Nie był to bynajmniej okrzyk zachwytu.

 

Niektórzy do tematu podeszli z umiarem, w delikatny sposób nawiązując do tradycji katolickiej.

Na sukni Ariany Grande Vera Wang umieściła motywy z Kaplicy Sykstyńskiej – kreacja jak najbardziej mieści się temacie, a przy okazji cieszy oko. Ten renesansowy katolicyzm całkiem do mnie przemawiał. Gorzej było z motywami barokowymi. Nie da się ukryć, że na wyobraźnię zadziała też Sarah Jessica Parker, która wyglądała jak jednoosobowe ucieleśnienie procesji w Boże Ciało. Dla ścisłości trzeba jednak dodać, że Dolce & Gabbana odstawili na głowie aktorki niezłą szopkę – i należy to rozumieć dosłownie. Kapelusz SJP mógłby wygrać przyszłoroczny krakowski konkurs i stanąć w Pałacu Krzysztofory na honorowym miejscu.

Moją absolutną faworytką tegorocznej gali była jednak gwiazda, która poszła o krok (milowy) dalej niż reszta. Zdecydowanie zawładnęła moją katolicko-polską wyobraźnią, momentalnie przywołując skojarzenie pieśni maryjnej: „Madonno, Czarna Madonno”. Niemalże pogrzebowa kreacja uzupełniona koroną z krzyży przestała mnie dziwić aż tak, kiedy dowiedziałam się, że stworzył ja Jean Paul Gaultier. Od czasu słynnego gorsetu z dwoma „stożkami” pozostaje on jednym z ulubionych projektantów Madonny. Niemniej jednak, wciąż zastanawia mnie, czy ambicje piosenkarki, żeby zmieścić się w temacie nie urosły za bardzo. Aż do rangi obrazy uczuć religijnych.

 

Temat ten co jakiś czas powraca przy okazji kampanii reklamowych, projektów czy organizowania pokazów w miejscach kojarzonych ze sferą sacrum.

Swego czasu znana była sprawa litewskiego projektanta Roberta Kalinkinsa, który w kampanii jeansów umieścił postacie stylizowane na Jezusa i Maryję, opatrując je hasłami „O Jezu co za dżinsy!”, „Matko Boska, jaka sukienka” i „Jezus Maria, ale styl!”. Ja się uśmiałam, ale Litewska Państwowa Inspekcja nie bardzo, wobec czego sprawa zakończyła się w Strasburgu.

Co ciekawe, w styczniu tego roku Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł na korzyść projektanta i uznał Litwę winną naruszenia wolności wypowiedzi w związku ze sprawą. Jezus w jeansach mnie nie obraża, może nawet bawić, z uwagi na inteligentną grę słów. Z kolei Madonna, obwieszona krzyżami wywołuje we mnie pewien dysonans i używając mojej katolickiej wyobraźni potrafię przewidzieć, że znajdą się osoby, dla których ta kreacja będzie obrażać uczucia religijne.

Problem z omawianą kwestią jest taki, iż ma ona charakter niezwykle subiektywny, ponieważ sfera uczuć religijnych to obszar bardzo intymny – prawdziwe sacrum. Zdecydowanie łatwiej jest pociągnąć do odpowiedzialności kogoś, kto przeszkadza w sprawowaniu obrzędów, albo w jawny sposób ubliża komuś z uwagi na jego wyznanie lub go z tego powodu dyskryminuje. Ocenne jest natomiast to, czy obraźliwe jest paradowanie Rihanny w pseudopapieskiej tiarze lub Madonna obwieszona krzyżami.

 

Czasem też to, co dla niektórych mieści się w kryteriach uznania za obrazę, dla innych stanowi kontrowersyjny, ale ważny społecznie przekaz.

Tak było między innymi w przypadku kampanii Benettona, w której papież Benedykt XVI całuje imama Ahmeda al-Tajeba. Watykan zareagował na tyle ostro, że marka wycofała się z kampanii, oznaczonej o ironio hasłem „Unhate”. Mogłoby się wydawać, że sam temat Gali, który łączy w sobie katolicyzm i modę, wodzi na pokuszenie. Pytanie czy w tej sytuacji można wobec tego w ogóle mówić o obrażaniu katolików tymi kreacjami. Tym bardziej, że w niektórych wypadkach można mieć wrażenie, iż niektóre stylizacje bardziej niż religię, parodiowały noszące je osoby.

Anna Górska-Micorek
Kancelaria prawna Pakulski Kilarski i Wspólnicy

inne felietony

Komentarze