Lexus nx 200 t, czyli mechagodzilla na kółkach.

Pochodzenia Lexusa NX nie da się oszukać. To pełnoprawny wytwór azjatyckiej wizji designu, która garściami czerpie z geometrii oraz anime. Dlatego też NX z mocnym benzynowym motorem to bestia, która w tej specyfikacji odcina się od ultraekologicznej marki i straszy zarówno na drodze swoimi osiągami, jak i pod dystrybutorem. Czy dałem radę go jakoś poskromić?

Lexus NX to w miarę świeże dziecko japońskiego producenta. To następca konceptu LF-NX, który szokował na każdym kroku; co więcej wersja produkcyjna robi to nadal. Ostre linie i geometryczne kształty to wizja nowoczesnego SUV-a dla młodych osób lub chcących wrócić do „szczeniackich lat”. Na sporych kołach (17 cali) w metalicznym kolorze NX świetnie wyróżnia się z tłumu. Najbardziej charakterystyczny jest przód auta, który ostrzega o swojej sile poprzedzające samochody nieregularnym grillem oraz dwuczęściowymi reflektorami (jedne z nich to LEDy do jazdy dziennej). Te dwie cechy wspólne są z pozostałą gamą modelową Lexusa.

Równie ciekawie pod względem wizualnym prezentuje się tył auta. Tutaj dwie końcówki rur wydechowych zapowiadają kawałek sportowych aspiracji NX-a. W oczy od razu rzucają się również tylne reflektory, których kształt trudno określić słowami – po prostu są futurystyczne. Tym epitetem w sumie można określić całe auto, ponieważ Lexus NX mógłby spokojnie posłużyć jako baza jakiegoś Transformersa – Optimusie, co Ty na to?
To, co zaskakuje na zewnątrz nie kończy się po otwarciu drzwi. Design konsoli środkowej i deski rozdzielczej nadal jest niestandardowy. Ciemna skóra oraz dobrej jakości plastiki nieźle kontrastują z jasną (również skórzaną) tapicerką. Smaczku dodają srebrne wstawki oraz drewniane listwy – jest elegancko! Niestety widać też kilka rozwiązań, które można było lepiej ułożyć – mam na myśli ergonomię przycisków lub samą myszkę (touchpad do sterowania systemem infomedialnym), która jest raczej utrapieniem obsługi niż ułatwieniem.

Na szczęście jest to segment premium, więc braki Lexus nadrabia wyposażeniem. Posiada on wszystko, co powinien – od podgrzewanych i wentylowanych foteli przez czujniki parkowania i system 360-stopniowych kamer, po aktywny tempomat i systemy bezpieczeństwa (asystent hamowania, pasa ruchu, BLIS). O klimatyzacji, czy nawigacji szkoda nawet wspominać, bo to już standard. Nie jest nim jednak modem WiFi lub indukcyjna ładowarka telefonu komórkowego w schowku – to w aucie nadal rarytasy. Szkoda tylko, że świetne audio oraz całe multimedia okraszone są archaicznym już interfejsem. Wygląda on staro i trochę pikselowo – drogi Lexusie, czas na odświeżenie tego systemu.
Co ciekawe, mimo sporych wymiarów zewnętrznych (4630x1845x2130), samochód w środku jest bardzo kompaktowy. Siedząc na fotelu kierowcy mamy wrażenie dowodzenia w jakimś statku kosmicznym. Nie oznacza to jednak, że jest ciasno! Każdemu z czterech pasażerów miejsca nie zabraknie, a panoramiczny dach z elektroniczną roletą na pewno rozwieje ewentualne poczucie klaustrofobii. Lęków nie nabawimy się też przy pakowaniu Lexusa NX, ponieważ 475 litrów pojemności bagażnika wystarczy (hybryda może pochwalić się takim samym wynikiem).
To, co istotne w tym egzemplarzu, to silnik, który pozwala „dobić” do 200 km/h oraz masa auta pozbawiona elektrycznych baterii (ok. 200 kg mniej). Jest to zauważalne przy pierwszym naciśnięciu pedału gazu. 350 NM dostępnych już od 1650 RPM wyciśniętych z dwulitrowej i uturbionej jednostki benzynowej powoduje uśmiech na twarzy. 238 KM oraz rozpędza to auto do setki w czasie zaledwie 7,2 sekundy, co przy takich gabarytach i masie (ponad 1,8 tony) jest naprawdę zaskakujące.

Nie przeszkadza nawet bezstopniowy automat CVT, który zgrabnie i poczciwie radzi sobie z tym autem. Jego praca uzależniona jest od wybranego trybu jazdy, ponieważ w ECO działa on z opóźnieniem, a przy SPORT S i SPORT S+ podkręca obroty silnika i reakcję na gaz. Mimo to Lexus NX nadal zostaje komfortowym autem. Jadąc nim nie czuć różnicy między prędkością 80 km/h, a 160 km/h – cały czas prowadzi się pewnie i dobrze wyłapuje nierówności. Dopiero powyżej ograniczeń prędkości, na tor jazdy zaczynają wpływać boczne podmuchy wiatru lub szybkie zakręty – NX mocno ich nie lubi pomimo napędu AWD. Co ważne, dzięki aerodynamicznemu nadwoziu hałas oporu powietrza we wnętrzu auta jest prawie niesłyszalny.

Jak to jednak w życiu bywa musi być coś za coś. Nawet najniższy współczynnik powietrza nie oszuka praw fizyki i tak duże ciało, jakim jest NX, potrzebuje sporo energii, by pędzić po drogach tak dynamicznie. W tym przypadku bierze się to ze spalania dużej ilości benzyny. Bo jak inaczej nazwać poziom 15 l/100 km w mieście oraz minimum 11 litrów na trasie? NX 200t będzie częstym gościem na stacjach benzynowych, bo jego średni zasięg na pełnym baku to około 400-450 km, co dla kierowcy oznacza spore szanse na żelazko lub inne nagrody z programów lojalnościowych. Dla porównania dodam, że hybrydowa odmiana NX-a jest w stanie zaoszczędzić prawie 50% z wymienionych wyżej wyników spalania, ale mimo nawet takich oszczędności wolę tę Godzillę.

Ponadto hybryda jest droższa i całkiem inna. Nasz testowy egzemplarz wyceniono na około 200 tysięcy złotych. Co istotne, tak atrakcyjna cena wynika z promocji oraz nowości na rynku, jaką jest prezentowany silnik. Dlatego też chętnych zapraszam do salonów jak najszybciej, ponieważ promocja może się zwyczajnie w świecie zakończyć. Czy to dużo? Z jednej strony tak, z drugiej nie – podobnie skonfigurowana hybryda to koszt kilkudziesięciu tysięcy więcej.
Wprowadzenie nowej i mocnej jednostki benzynowej przez Lexusa była strzałem w dziesiątkę. Sądzę, że dzięki temu klienci nie będą tak często odrzucać NX-a w swoich potencjalnych planach. Ten futurystyczny model w opisanej wyżej specyfikacji z ponadczasowym wyglądem i sporymi możliwościami jezdnymi jest dużo lepszą opcją niż hybryda. Poza tym bycie eco-friendly stało się tak popularne, że przestaje być modne i hipsterskie…
tekst i fot: Konrad Stopa

www.motopodprad.pl

Komentarze