Kierunek: Szanghaj – trendy rodzą się w Azji [Malwa Wawrzynek]

Kierunek: Szanghaj - trendy rodzą się w Azji [Malwa Wawrzynek]
Jeśli jeszcze nie zdążyliście tego zauważyć, pozwólcie, że powiem to wprost: – . Przykre, czy nie, powoli żegnamy się z mocną dominacją europejskiego rynku mody i z modowymi miejscami kultu jak Paryż, Londyn czy Mediolan.
Osamotniony Nowy Jork już niebawem także złapie zadyszkę w pogoni za kolejnym gigantem i będzie musiał przyznać się do bycia dojrzałym dorosłym, który zawsze przegrywa z wyobraźnią młodego, jakże niepokornego dziecka.

Każdy, kto choć trochę interesuje się modą wie, że współczesne trendy rodzą się w małych społecznościach, subkulturach, mikro subkulturach lub w małych grupkach, w których paradoksalnie indywidualizm wygrywa nad kolektywizmem. Kiedyś te grupki tłoczyły się we wspomnianych stolicach mody: w gejowskich klubach, społecznościach drag queen, na alternatywnych festiwalach, kreatywnych wystawach i na wielu innych eventach, które konsekwentnie pogardzały słowem mainstream.

Dzisiaj jednak spojrzenia trend watcherów i analityków coraz częściej wędrują w stronę Azji. To tam rośnie najsilniejsza gospodarka, to tam istnieje inny, technologicznie zaawansowany świat przyszłości i to tam to, co abstrakcyjne dla purytańskiego Zachodu, staje się nową normą w modzie.

Seul, Szanghaj i Tokio zaczynają być wymieniane jednym tchem ze „starymi” stolicami mody. Już nawet nie pora się zastanawiać, czy to w Azji znajduje się piąte miasto pretendujące to tego zaszczytnego tytułu. Pora zadać sobie pytanie, które z tych trzech miast najszybciej wygryzie któregoś z europejskich staruszków.

Azjaci posiadają coś, czego my Europejczycy, ani nawet frywolni, wręcz wyzwoleni Amerykanie, nigdy nie mieliśmy. Brak ograniczeń i kulturę, która jest w stanie zaakceptować wiele. To tam rodzą się najbardziej kreatywni projektanci naszych czasów, żeby tylko wymienić Rei Kawakubo, Yohji Yamamoto, Kenzo Takada, Issey Miyake czy Takahiro Miyashita. Do tej pory to Japończycy wiedli prym wśród azjatyckich „krawców”, a miejsca takie, jak Shibuya sprawiały, że o Tokio mówiło się w każdej poważnej analizie branżowej.

Dzisiaj jednak to Szanghaj jest najliczniej odwiedzanym azjatyckim miastem w kontekście mody. Zeszłoroczny Fashion Week zgromadził rekordową liczbę przyjezdnych gości: redaktorów, projektantów, blogerów, ale co najważniejsze, kupców i inwestorów. Szanghaj jest młody, kreatywny i bardzo szybko rozwija się pod względem biznesu i technologii. To, co również stanowi nieocenioną przewagę tego miasta (ale także Seulu oraz Tokio) to brak ciężaru historii mody. Ten ciężar nie pozwala Zachodowi na całkowicie świeże spojrzenie, bez szukania odwołań do archiwów, bez przymusu dbania o DNA marki i bez lęku przed porównaniem do tego, co było „kiedyś”. Szanghaj to carte blanchew historii mody i to właśnie dlatego dzisiaj wszystkie oczy zwrócone są w jego kierunku.

Chiny, podobnie jak reszta Azji, do tej pory bazowały przede wszystkim na luksusowych markach z Zachodu, stając się najważniejszą klientelą każdego szanującego się brandu. Zagraniczne produkty zalewały Chiny w podobnej ilości jak rodzime produkty wytwarzane w niedbały, mało oryginalny sposób, bez porywającego konceptu i designu. Od kilku lat jednak Szanghaj wypracował w sobie lokalną świadomość i zaczął zwracać uwagę na młodych zdolnych i rodzimych projektantów. Ci projektanci to wulkan konceptualnych pomysłów, w których mają odwagę realizować wszystko, co tylko pojawi się w ich wyobraźni. Co więcej, funkcjonują oni w całkowicie odmiennym świecie i widzą na własne oczy, jak tworzy się nowa generacja konsumentów. To oni jako pierwsi wiedzą, czego potrzeba tym konsumentom. Bo, trzeba to w końcu podkreślić, jeśli z Azji przychodzą do nas trendy technologiczne, designerskie, tekstylne, żywieniowe czy kosmetyczne, to wszelkie zachowania konsumenckie podążają wraz z tymi trendami. Z zachowań rodzi się nowy sposób życia, a ten przecież nieodłącznie związany jest z nowym sposobem ubierania się.

Dlatego, dzisiaj moda coraz mocniej definiowana jest przez wpływy azjatyckie. To jedna z tych sytuacji, w której ten niepokorny uczeń przerósł mistrza i zaproponował całkiem nowe rozwiązania. Nakreślił też nową rzeczywistość, za którą tak tęsknili wielbiciele mody. Azja oferuje nam to, czego zachodni projektanci dać nam już nie mogą. Świeże spojrzenie na modę i na jej znaczenie w świecie, który w końcu gotowy jest na nadejście nowego.

Malwa Wawrzynek

Więcej felietonów Malwy znajdziecie tutaj

Komentarze