jednym zdaniem: on

jednym zdaniem: dzień kobiet

Kraków miasto kultury, było, jest i miejmy nadzieję, że będzie zawsze gospodarzem wydarzeń, tudzież imprez kulturalnych, w tym również festiwali „off-owych”, nigdy na żadnym nie byłem, się nie znam, nie interesuję, zarobiony jestem, za to pamiętam jak dawno, dawno temu, pewna wokalistka o imieniu Agnieszka razem z kolegami z zespołu odbierała jakąś tam nagrodę i jak to przy takich okazjach bywa, razem z kolegami dziękowała, mamie, fanom, producentom i tak dalej i zasadniczo nie było by w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, że (niespełna dwudziestoletnia wtedy) dziewczyna była jak to się mówi „na bieżąco” w kontakcie z ówczesnym systemem edukacji i postanowiła o tym poinformować swoich nauczycieli używając wyrazu z języka angielskiego, który zaczynał się na literę f w kombinacji z wyrazem off (ta konstrukcja zasadniczo należy do grupy tzw. wyrażeń nieparlamentarnych, cokolwiek może to obecnie znaczyć)

i tak mi się tamta sytuacja skojarzyła ze słynną już konferencją prasową najlepszego polskiego tenisisty zwanego Jerzykiem, który (mam przekonanie graniczące z pewnością) bliski był użycia podobnej konstrukcji w stosunku do Pana dziennikarza, któremu zapewne chciał dać do zrozumienia, żeby się od niego od-off-ował, ja osobiście rozumiem, a nawet popieram reakcję wschodzącej gwiazdy białego sportu (i trochę też „występu” Pani Agnieszki), z wielu powodów, po pierwsze tak jak Pan Janowicz jestem cholerykiem (najwyższego możliwego stopnia i jak mawia moja małżonka: Adrianek jest miły jak nikt go nie denerwuje.), po drugie zgadzam się z Jego oceną „Panów Dziennikarzów” (w zasadzie powinienem napisać „dziennikarzyn”), dobrych Dziennikarzy sportowych w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki, bo zdecydowana większość to ludzie, którzy mam wrażenie zajmują się tym albo przez przypadek, albo ktoś im „fuchę” w TV, radio czy gazecie „załatwił”,

ja wszystko rozumiem, ale ilekroć słyszę/czytam wypowiedzi „ekspertów” na temat naszych sportowców mam nieodparte wrażenie, że jedynym sportem jaki w życiu uprawiali to „podnoszenie ciężarów” w barze piwnym, akurat sam miałem w życiu epizod, w którym to próbowałem uprawiać sport na poziomie bardzo, bardzo amatorskim, gdzie w szczytem treningowym było wstać o 6 rano, pojechać rowerem (12 km) na basen, na którym pływałem w kółko od 60 do 100 długości (1,5-2,5 km, swoją drogą każdy komu zdarzyło się pływać powyżej 40 długości rozumie doskonale potrzebę istnienia basenu olimpijskiego), po basenie rowerem (przez Lasek Wolski kolejne 15 km) do pracy, po zakończeniu standardowego dnia roboczego który w Agencji Reklamowej zaczyna się około godziny 9, a kończy się mniej więcj między godziną 17 a +nieskończonością, więc w zależności od tego kiedy to się stanie, wracałem do domu oczywiście rowerem (kolejne 10-15 km) i jeszcze wieczorem na dobitkę bieganie (5-10 km), w porównaniu z ludźmi, którzy uprawianiem sportu zajmują się zawodowo to jest nic, nul, mniej niż zero (nie mówiąc o takich drobiazgach jak koszty zakupu i serwisowania sprzętu), więc jak słyszę Jaśniepanów, którzy siedząc sobie wygodnie w fotelu coś tam brzęczą, że „występ był poniżej oczekiwań”, to niech sami złapią za rakietę, narty, czy kierownicę i „powystępują” trochę, nie mówiąc już o tym, żeby osiągnąć cokolwiek w jakimkolwiek sporcie,

więc nie dziwię się Janowiczowi, że mu nerwy puściły, owszem sportowiec tej klasy powinien mieć umiejętność panowania nad emocjami, ale temperament Jerzyka jest jednym z Jego największych atutów i nie chodzi mi tylko o darcie koszulki i krzyczenie na sędziów, swoją drogą, gdyby Justyna Kowalczyk słuchała „ekspertów” to zamiast przywieźć złoty medal z Soczi, powinna się położyć w łóżku, przykryć kocykiem i popijać „kakałko”, na szczęście Królowa Nart posłuchała siebie i wykonała swój „plan strategiczny”: Powiedziałam sobie: albo wygram, albo zdechnę., na szczęście zrealizowała pierwszą opcję,

w sporcie jest też coś takiego, co nazywa się formą (nie dotyczy reprezentacji w piłkę kopaną – to jest osobna kategoria i tego tematu nie ogarniam), forma raz jest, raz jej nie ma i forma, to jest nie tylko kondycja fizyczna i psychiczna, to jest pewna całość, której nie da się jednoznacznie określić, to jest takie „coś”, co pozwala „urwać” te kilka setnych sekundy decydujących o zwycięstwie lub porażce,

kontynuując myśl kompletnego niezrozumienia dziennikarzy dla sportowców bardzo mnie ubawiła Pani Dorota Wysocka-Schnepf z TVP, która rozmawiała z autorem absolutnie bezprecedensowego wyczynu (jest absolutnie z kategorii „off”), a mianowicie przepłynięcia kajakiem przez Atlantyk, otóż Pan Aleksander Doba po dotarciu do wybrzeża USA indagowany był przez Panią Dziennikarkę, która gdy Pan Aleksander (cały czas jeszcze siedząc w kajaku) stwierdził, że plan uważa za wykonany w 96% (z powodu przymusowego postoju na Bermudach) powiedziała:
– Ale nikt Panie Aleksandrze takiej trasy nie pokonał nawet z przerwą, tylko Panu się to udało, jedyny człowiek na świecie.
na co Pan Aleksander odpowiedział:
– A mi się nie udało wcale, protestuję! Ja zrealizowałem dobrze przygotowaną wyprawę!
tutaj litościwie realizator TVP INFO zrobił cięcie, bo podejrzewam, że Pani Dziennikarka zaniemówiła albo coś koło tego, pewnie dlatego, że nie bardzo jest w stanie pojąć, że przepłynięcie Atlantyku kajakiem nie jest przedsięwzięciem realizowanym na zasadzie, że Pan Aleksander pewnego pięknego dnia obudził się rano i pomyślał sobie tak: A to ja se tego Atlantyka przepłyne, sie udo, albo sie nie udo…, no chyba jednak nie, niestety w pogoni za „niusem” dziennikarze rzadko albo nigdy nie zadają sobie trudu zgłębienia tematu, najważniejsze, to nagrać „setkę”, puścić do redakcji i iść do domu,

o niesławnym Panu Senatorze, który na jednym z portali coś tam popisał o Robercie Kubicy, że „wypadł z toru”, dygresja dla niezorientowanych: na torach (nie licząc kolejowych/tramwajowych po których jeżdżą pociągi/tramwaje) odbywają się wyścigi, takim sportem jest np. Formuła 1, podczas gdy Robert startuje w RAJDACH, rajdy odbywają się na drogach i dzielą się na tzw. odcinki dojazdowe, na których kierowcy jadą po normalnych drogach razem z innymi uczestnikami ruchu i muszą poruszać się na nich bezwzględnie zgodnie z przepisami, a na specjalnych wyznaczonych i zamkniętych odcinkach odbywają się próby sportowe zwane Odcinkami Specjalnymi i tam już chłopaki grzeją ile fabryka dała, są też rajdy off-roadowe, które zasadniczo odbywają się poza drogami (np. Rajd Dakar) gdzie zawodnicy są zobowiązani do zgłaszania się w wyznaczonych punktach kontrolnych (w wyznaczonej kolejności), ale „droga” jaką wybiorą by pomiędzy tymi punktami nie jest określona,

tyle tytułem dygresji na temat sportów motorowych, wiosna już przyszła, więc proponuję zamiast słuchać „ekspertów”, usiąść, pomyśleć, zaplanować, wyznaczyć cele i zacząć je realizować, pomalutku, po kolei, małymi kroczkami, ale codziennie, traktować każdy dzień jako ten jeden jedyny, nie wiadomo, czy jutro będzie, wczoraj już nie ma, jest tylko tu i teraz, tak właśnie robił Święty Jan Paweł II, który wydaje się być wzorem do naśladowania, a wszystko, co przeszkadza trzeba przełączyć w tryb OFF kropka.
Adrian Suszczyński
Skargi i wnioski: adrian.suszczynski@gmail.com

Komentarze

Kraków miasto kultury, było, jest i miejmy nadzieję, że będzie zawsze gospodarzem wydarzeń, tudzież imprez kulturalnych, w tym również festiwali „off-owych”, nigdy na żadnym nie byłem, się nie znam, nie interesuję,...
" />