Jak radzić sobie z duchami w kuchni?

Przełom jesieni i zimy to okres niezwykle dziwny i tajemniczy. Mgła snuje się po ziemi, otulając swym delikatnym welonem nagie, powykrzywiane konary drzew. W dawnych czasach nasi przodkowie wierzyli, że ten czas – szczególnie przełom października i listopada to moment, podczas którego tajemne siły obejmują władze nad ziemią.

Powracających z zaświatów zmarłych należało ugościć równie dobrze jak żywych. Stąd w wielu kulturach można spotkać zwyczaj składania na grobach jedzenia, napojów, ale także uroczystego biesiadowania. Kolejnym elementem tych wierzeń było przekonanie, że owymi siłami można (w mniejszym bądź w większym stopniu) sterować. Pomocne tu były zioła, kwiaty, ale także przedziwne specyfiki, których używamy współcześnie nie zdając sobie sprawy z ich magicznej mocy.

Jednym z takich ziół była bez wątpienia pokrzywa, którą współcześnie kojarzymy bardziej z ziołowymi naparami dobroczynnie wpływającymi m.in. na włosy. To pospolite ziele, rosnące na łąkach, polach, ale także w okolicach naszych domów od dawien dawna kojarzone było z magią. Kto z nas nie zna baśni Andersena o dzikich łabędziach, które swój ludzki kształt odzyskały dzięki utkanej z nich koszuli?

W dawnych czasach wierzono, że pokrzywa ma moc wypędzania demonów – wywarem z jej liści skrapiano szaty chcąc uniknąć kontaktów z diabłem i jego pobratymcami. Co ciekawe, pokrzywa była też uznawana za jeden z najmocniejszych miłosnych afrodyzjaków.

Do walki z nieczystymi siłami używano także dobrze znanego nam…rozmarynu.

Dym i zapach uwalniający się z płonących gałązek miał służyć do oczyszczenia nawiedzonego miejsca – podobnie jak znana i lubiana jarzębina. Dziś wkładając na szyję wykonane z niej czerwone korale mało kto z nas pamięta, że nasi przodkowie wkładali je w celu uniknięcia uroków i klątw.

Jednym z silniejszych i bardziej niebezpiecznych uroków były wszelkie czary miłosne. Chyba nikt z nas nie chciałby stać się ich ofiarą i w efekcie spędzić życia z kimś, kogo miłość została nam nie jako narzucona? By tego uniknąć należało wystrzegać się naparów z liści laurowych, lawendy, jaśminu, cynamonu i…pietruszki!

Ta ostatnia była szczególnie niebezpieczna, gdyż jej działanie można było porównać do bomby z opóźnionym zapłonem! Jeśli już jednak padliśmy ofiarą miłosnego zaklęcia, lub chcemy je odczynić należało do tego użyć kwiatów wrotyczu…

Mówiąc o magicznych właściwościach roślin i ziół nic tak dobrze nie utarło się w naszej kulturze jak magiczna moc czosnku. Te przypominające ząbki gniazdka miały (niektórzy twierdzą, że mają nadal!) moc odstraszania wampirów. Chyba każdy z nas pamięta sceny z filmów o wampirach, gdy ten nachylając się nad ofiarą ucieka w popłochu czując zapach przymocowanych w pokoju kwiatów czosnku.

Czosnek także chronił przed klątwami, złorzeczeniami i mniejszymi, bardziej pospolitymi duchami i zjawami. Pity współcześnie na ból brzucha dziurawiec również miał podobne właściwości. Dodatkowo miał na celu chronić przed zwątpieniem i rozpaczą.

Lubiana przez nas gardenia poza pięknymi i aromatycznymi kwiatami miała jeszcze jedną niezwykłą właściwość – zabezpieczała przed sporami i konfliktami. Dodawany przez nasza mamy mak do ciasta poza przywoływaniem snu miał za zadanie chronić przed złym okiem…

Oczywiście to nie wszystkie magiczne zioła, rośliny z których mocy korzystali nasi przodkowie. Może czasem warto skorzystać z ich mądrości?

 

Marta Kudelska

Komentarze