#I’mNoAngel

źródło: http://veedo.pl/style-zycia,2,2575/one-nie-sa-aniolkami-i-sa-z-tego-dumne-doskonalosc-jest-passe,1410392
Nie jestem „aniołkiem” i zapewne nigdy nim nie będę. Mam 160 cm wzrostu, trochę zbyt masywne uda i z pewnością za duże piersi, nieproporcjonalne do reszty sylwetki. A przecież proporcje w ciele modelki to podstawa. A w ciele kobiety? Czy mając wymiary znacznie odbiegające od 90-60-90 przy ponad 175 cm wzrostu, możemy marzyć o tym by czuć się sexy i tak też być postrzegane przez innych?

Moda na brak perfekcji nabiera tempa wraz z kolejnymi kampaniami z modelkami po siedemdziesiątce oraz z każdą następną nowo odkrytą „twarzą” z wyrazistą i charakterystyczną wadą,blizną czy chorobą. Świat mody kocha piękno, ale nade wszystko kocha zaskakiwać i stale potrzebuje nowej pożywki aby napędzić nieustannie kręcące się koło konsumpcji. Dlatego też kampanie ukazujące nieco inne podejście do przyjętych schematów cieszą się dużym zainteresowaniem i momentalnie stają się tematem numer jeden w publicznej dyskusji. #I’mNoAngel to hasło promowane przez jednego z największych sprzedawców konfekcji plus-size, sieciówkę Lane Bryant, która w zeszłym tygodniu wywołała spore zamieszanie poprzez publikację zdjęć stojących rzekomo w opozycji do ogólnie przyjętych kanonów piękna. Kampania, której głównymi bohaterkami, i to w dosłownym znaczeniu, są „prawdziwe” kobiety, cieszące się ze swoich „nie idealnych” kształtów, na nowo rozpaliła dyskusję na temat kobiecej sylwetki. Panie które widzimy na plakatach i filmikach przyznają, że nie są „aniołkami” (dla niewtajemniczonych – chodzi tu o aniołki-modelki Victoria’s Secret), ale fakt ten nie ma wpływy na to, że czują się bardzo kobieco, apetycznie i sexy. Nic dziwnego, bo tak też wyglądają, wraz z wszystkimi krągłościami, boczkami i zmarszczeniami, które posiadają. Internet oszalał i ochoczo przyklaskuje pomysłodawcom kampanii #I’mNoAngel, a największe wojowniczki utożsamiające się z modelkami plus-size wstawiają zdjęcia swoich nieperfekcyjnych sylwetek z hasztagiem #imnoangel albo #realwomen. Komentarze z dopiskami „to są prawdziwe kobiety” osiągają rekordy popularności,a wtórują im nieraz bardzo agresywne wypowiedzi sprzeciwiające się propagowaniu nierealistycznych wymiarów oraz kanonów piękna.

MTI5Mjg5NDIxMDY4NDQ2MzM5

Definitywnie nie zgadzam się na nakręcanie maszynki perfekcyjnego wyglądu bez względu na wiek czy naturalne predyspozycje. Dzielenie kobiet na „idealne” czyli te, które robią wszystko aby wyglądać choć trochę jak Adriana Lima czy Candice Swanepoel oraz na „resztę kobiet”, a więc każdą z nas, która liczyć może jedynie na zniesmaczone spojrzenie Anny Wintour, jest praktyką obnażającą nasze najgorsze cechy. Kobieta jest prawdziwa niezależnie od tego czy nosi rozmiar XS czy XL. Nie ma kobiet „mniej prawdziwych” i „ w stu procentach prawdziwych”. Kobiecość i seksapil nie jest kwestią rozmiaru, wymiaru czy proporcji mięśni do tłuszczu. Kobiecość wykracza poza ciało i objawia się przede wszystkim w cechach, które nie zawsze można zauważyć w kilka sekund. Dlatego właśnie bezcelowe jest kategoryzowanie seksapilu kobiet ze względu na ich tuszę. Nie zgadzam się jednak też na to, aby traktować „aniołki” czy każdą jedną kobietę starającą się do nich upodobnić jak worek treningowy,na którym wyżywamy się i wypluwamy nasze wszystkie złości, zawiści i zazdrości. Fakt, że te dziewczyny/kobiety chcą wyglądać „perfekcyjnie” jest ich świadomym wyborem i ich własną drogą do poczucia się kobieco i seksownie. Nie wińmy ich za nasze kompleksy i niepowodzenia. Jeśli takowe istnieją, to tylko my możemy przekuć je w pozytywne cechy oraz w poczucie własnej wartości i kobiecości. Kiedy zaczniemy akceptować siebie i pokochamy swoje ciało tak, jak modelki z kampanii Lane Bryant, widok „aniołka” na plaży nie zepsuje nam wakacyjnego wypoczynku i nie sprawi, że nasze poczucie własnej wartości po raz kolejny zostanie stłamszone. Przecież „aniołki” też są „prawdziwymi kobietami”. Każda z nas jest, bo każda z nas się nią urodziła i kobiecość ma w sobie na zawsze.

Malwa W

Komentarze

Nie jestem „aniołkiem” i zapewne nigdy nim nie będę. Mam 160 cm wzrostu, trochę zbyt masywne uda i z pewnością za duże piersi, nieproporcjonalne do reszty sylwetki. A przecież proporcje w ciele modelki...
" />