iMe, czyli sytuacja pod kontrolą.

W dużym skrócie to tym, jak w ostatnią niedzielę, prawie dostałam zawału.

Kilka słów o mnie, gwoli wstępu; mam (podkreślam) dopiero +30, ale niestety (podkreślam), akurat w tym przypadku, niestety jestem freelancerem, pracującym zdalnie, w domu, w nienormowanym czasie. Co znaczy, nie mam przerw na lunch, służbowych christmas party, 13 pensji, bezpłatnej kawy, wyjazdów integracyjnych do Krynicy Zdrój, po których kac męczy przez 3 kolejne dni i pani od podlewania kwiatków. Nie mam też szefa nad głową, porannych „odpraw” z klaskaniem w dłonie, wiecznych coachingów o niczym, follow-up’ów, brief meetingów w salce konferencyjnej, zazdrosnych, w wersji light- nudnych office’owych znajomych, nie muszę oglądać codziennie na ich biurkach miliona zdjęć dzieci , kotów, domów i wakacji na Seszelach, wystarczy, że mam to na Facebooku.

Moim szef to mój dead line, mój action plan jest w moim kalendarzu, (pod warunkiem, że moje, w momencie słabości przygarnięte, z górskiego schroniska, szczenie, go nie zeżre, co ostatnio ma w zwyczaju). W skrócie, największym na jaki mnie stać: JESTEM FREELANCEREM i pracuję w domu.

I co, w związku z moim „prawie” zawałem, wyżej wspomnianym, pracuje ZDALNIE. Mój laptop to mój najlepszy przyjaciel. On cierpi, ja cierpię. „Zamula”, nie „łapie neta”, zawiesza się nawet przy pisaniu, a tu 5 zakładek otwartych, wszystkie niezbędne, o muzyce, która przecież tak ułatwia pracę, mogę zapomnieć, bo każdy kawałek na you tube się buforuje godzinę!!! A tu dead line za godzinę, a tu post na FB do wrzucenia, pilnie! ASAP, a właściwie to jak zwykle, „na wczoraj”.

Niedziela była drogą przez mękę, ale jeszcze gorszy okazał się poniedziałek!

Pilne zredagowanie artykułu i „podmienienie” go na stronie www klienta, artykuł do skończenia – kolejny klient czeka, by autoryzować, dead line w gazecie, z którą współpracuję, komunikacja na FB, a ponieważ przecież pracuję w domu, to i remont u sąsiadów, hiperaktywny pies roznoszący mieszkanie, pranie, zakupy i obiad, że nadmienię, iż top chef’em nie jestem, wciąż, ale mój partner. bardzo we mnie wierzy, co nie zmienia faktu, iż chwile w kuchni to dla mnie czasochłonne zmagania.

Wszystko mi się wali, słuchajcie. Mam odpalone, tylko 2 zakładki, dla świętego spokoju i cóż z tego, kiedy i tak się wszystko wiesza!!! Aaa ratujcie mnie! W takie dni żałuję, że odeszłam z korporacji, gdzie w przypadku „padnięcia szeroko pojętego systemu”, czekało się na fachowców, na tarasie paląc fajki i pijąc darmową kawę. To zło! Jak można żałować, że się odeszło z korporacji?!

Potrzebuję natychmiastowej pomocy, bo nie tylko moja praca na tym ucierpi, ale przede wszystkim mój wewnętrzny spokój, luz i zapas czasu, czyli właśnie to, dlaczego postanowiłam być freelancerem i pracować zdalnie. Znajomi informatycy, już nie chcą odbierać moich telefonów, mówią, że źle znoszą kobiecy płacz.

Jest poniedziałek, godzina 21:13 a ja w czarnej rozpaczy. Gmeram, szukam w moim, pożal się Boże, internecie i jest! Olśnienie! Znajduje, jakby to nazwać organizację, która ratuje takich jak jak. O matko, dzwonię, płaczę i wywalam z siebie, jak mi ciężko i słyszę: ok, spokojnie, znamy to, pomożemy!

iMe. Myślę, że to zupełnie nowa jakość w cyberprzestrzeni. To coś w rodzaju całodobowego serwisu informatycznego, ale to trochę za mało by ich w pełni opisać. Rozwiązują problemy z Twoim komputerem, na odległość, zdalnie, w niedzielę rano i w poniedziałek o 21:13. Działają cały tydzień, pełną dobę i mają rozsądne ceny. A chyba najważniejsze: są szybcy i skuteczni. Szybkość i skuteczność, to ulubione słowa wszystkich moich klientów. Wszystko ma być szybko i ma być strzałem w dziesiątkę! Muszę móc działać szybko!

By, skorzystać z usług iMe wystarczy wykupić odpowiedni dla siebie plan (roczny abonament, trzykrotną lub jednorazową pomoc), zdrapać kod umieszczony na voucherze lub starterze, zadzwonić do konsultanta, podając swój kod i powiedzieć, jakiej pomocy oczekujesz. A potem można zaparzyć sobie kawę, albo iść na spacer z hiperaktywnym psem.

Ja tak zrobiłam. Po powrocie, mój laptop hulał. Posiedziałam nad artykułami jeszcze godzinkę, potem odpaliłam swój ulubiony serial. Nerwów było sporo, ale teraz mam miesięczny abonament, kosztuje mnie to niecałą stówkę, a korzystać mogę kiedy chcę. Nie, żebym marzyła o kolejnej awarii, ale świadomość, że zawsze jest ktoś, kto po pierwsze naprawi mój komputer, a po drugie wytłumaczy jak człowiekowi, co się stało i jak temu zapobiec, a czasem po prostu pogada, daje mi spokój, który tak cenię.

Świetna opcja powiem Wam, dla takich osób jak ja, aktywnych, zabieganych, lekko zakręconych, nie wyobrażających sobie życia bez komputera internetu, uzależnionych od aplikacji, pracujących zdalnie, buszujących po forach i czatach, uwielbiających komunikację z ludźmi, ciekawych wszystkiego. Mogę z czystym sumieniem polecić iMe. Teraz mam wszystko pod kontrolą…. Do następnego razu 😉

 

 

 

 

 

Komentarze

W dużym skrócie to tym, jak w ostatnią niedzielę, prawie dostałam zawału. Kilka słów o mnie, gwoli wstępu; mam (podkreślam) dopiero +30, ale niestety (podkreślam), akurat w tym przypadku, niestety...
" />