Hyundai i30 1.6 gdi– lekkie nawiązanie do sportu

Trzydrzwiowe kompakty w starej formie, to pomału umierający gatunek. Dlaczego piszę starej? Bo kiedyś były to po prostu najtańsze i najmniej chętnie kupowane egzemplarze danego modelu. Dziś sprawa wygląda inaczej.„Trzydrzwiówki”, o ile pozostały w ofercie, najczęściej pretendują do miana sportowego coupé. Tak jest w przypadku Kii Pro Cee’d, tak też swój produkt pozycjonuje Hyundai. Zapraszam na test modelu i30 z silnikiem 1.6 GDI o mocy 135 KM, z automatem i najwyższym pakietem wyposażenia, Premium w wersji trzydrzwiowej.

Koreańska motoryzacja przez ostatnie 20 lat przeszła drogę porównywalną chyba tylko do pokonania korony Himalajów przez brzuchatego turystę z Zakopanego chodzącego po Krupówkach w klapkach. Pamiętacie pierwszą połowę lat 90-tych? Do polskich salonów zawitały Hyundaie Pony, Daewoo Nexie i Kie Shumy, przestarzałe nawet jak na tamte czasy kopie rozwiązań japońskich i niemieckich produkcji z lat 80-tych. Pamiętam do dziś, jak mój ojciec odebrał w 1995 roku szósty dostarczony do Polski egzemplarz Daewoo Nexii, jeszcze wyprodukowanej w Korei. Gdy teraz widzicie kilka osób robiących zdjęcia zaparkowanemu pod centrum handlowym Lamborghini, to wtedy, równe 20 lat temu, zostawienie Nexii na mieście było równoznaczne z tym, że po powrocie do samochodu ciężko będzie opędzić się od tłumu gapiów. Dlaczego? Bo były to pierwsze w naszym kraju nowe auta (nie Łady, Dacie, Tavrie, Moskwicze) za przyzwoite pieniądze.

Niestety ich trwałość i estetyka znacznie odbiegały od tego, co oferowała francuska, włoska, japońska czy niemiecka konkurencja. Czy można było jednak przypuszczać, że Koreańczycy tak mocno wezmą się do pracy, że w nieco ponad 10 lat każdy z ich producentów udowodni, że jest w stanie robić samochody równie dobre, a nawet czasami lepsze od tych, które znamy z salonów marek o ugruntowanej pozycji? Przewidział to Jerzy Iwaszkiewicz w kultowym już magazynie „Auto” w TVP 2 pod koniec lat 90-tych. Wtedy jego przepowiednia wywołała jedynie uśmiech na mojej twarzy – w końcu Nexia przez dwa lata i 60 tys. km przebiegu wymagała wymiany ¾ podzespołów, a jej deska rozdzielcza wykonana była z plastiku gorszej jakości niż obudowa Toi Toi – teraz jednak wiem, że miał rację.

Widać to po pierwszej i-trzydziestce, która jest naprawdę dobrym autem, tylko zabrakło jej nieco charakteru. Hyundai I30 drugiej generacji na szczęście te braki nadrabia – to już zupełnie inna szkoła projektowa. Na pierwszy rzut oka widać, że styliści zwartą, nowoczesną i atrakcyjną wizualnie bryłą celują w klientów europejskich. Głęboko wchodzące na maskę reflektory, szeroki grill i  zderzak z lampami LED do jazdy dziennej przypadną do gustu chyba każdemu miłośnikowi kompaktów. Mocną kreską pociągnięty bok auta z przetłoczniami przypomina łzę, a sportowo podcięta linia bagażnika nadaje autu charakteru. Zwieńczeniem całości jest tył – masywny, zwarty, z delikatną lotką i obłym zderzakiem. W testowanej wersji producent zadbał o wrażenia estetyczne także tych użytkowników, którzy uwielbiają teledyski amerykańskich raperów. Mowa oczywiście o chromowanych felgach, w których można przeglądać się jak w lustrze. Powiecie tandeta i kicz? Niekoniecznie!

W środku, jak na kompaktowego Hyundaia, jest naprawdę luksusowo. Brązowa tapicerka ze skórzanymi boczkami, obszyta miejscami skórą świetnie spasowana deska rozdzielcza, automatyczna skrzynia biegów, otwierany do połowy całkowicie szklany dach, nawigacja (bardzo nieintuicyjna), klimatyzacja dwustrefowa, niezły zestaw audio, do tego przyjemny projekt całości – deski rozdzielczej, boczków drzwi, nawet niewielkiej wielkości plastików schowanych gdzieś pod siedzeniem. Czy można chcieć czegoś jeszcze? Tak – tempomatu, którego niestety na liście bogatego wyposażenia zabrakło…

1 of 2

Komentarze

Trzydrzwiowe kompakty w starej formie, to pomału umierający gatunek. Dlaczego piszę starej? Bo kiedyś były to po prostu najtańsze i najmniej chętnie kupowane egzemplarze danego modelu. Dziś sprawa...
" />