Hongqi, Dongfeng a może Shenbao -motoryzacja made in china?

Zotye Z700
Niedawno świat obiegła informacja, że chińskim naukowcom udało się zmodyfikować genetycznie ludzkie embriony. Czy otworzyli tym samym puszkę Pandory? Przekonamy się zapewne niebawem. Na razie chiński przemysł znany jest bardziej z produkowania innych puszek. Puszek śmierci, czyli… samochodów.

Chińska motoryzacja to intrygujące zjawisko. Z jednej strony naszymi nadrzędnymi oczekiwaniami wobec auta jest to, aby było niezawodne, bezpieczne i solidnie wykonane. Z drugiej, metka „made in China” kojarzy nam się z czymś dokładnie odwrotnym. Chińskie samochody dobrze wpisują się w te stereotypy.

Podczas gdy w Europie producenci samochodów muszą dostosowywać swoje produkty do coraz bardziej wyśrubowanych norm emisji zanieczyszczeń i standardów bezpieczeństwa, chińskie marki motoryzacyjne mają w głębokim poważaniu ochronę środowiska i to, co dzieje się z autem przy zderzeniu czy nawet prawa do własności intelektualnej.

W crash testach chińskie samochody w wielu przypadkach składają się jak harmonijka, nie dając kierowcy szans na przeżycie. Dlatego jeszcze kilka lat temu określano je mianem puszek bądź pudełek śmierci. Na europejskich salonach samochodowych można spotkać grupy chińskich inżynierów, którzy z notesami i suwmiarkami, skrupulatnie, w najdrobniejszych detalach, analizują zagraniczne modele. Zdobytą w ten sposób wiedzę wykorzystują przy produkcji własnych czterokołowych wynalazków. Są przy tym niezwykle akuratni, dlatego to, co powstaje w chińskich fabrykach często wygląda niemal identycznie jak popularne auta europejskie. Jeżeli zaś Chińczycy pokuszą się o oryginalny projekt, to dla nas, europejskich kierowców stanowi on wyjątkowe wyzwanie dla zmysłu motoryzacyjnej estetyki. Między innymi dlatego chińscy producenci samochodów jak na razie pozostają marginalnymi graczami zarówno na własnym rynku, jak i na świecie. I wygląda na to, że nieprędko będziemy musieli ćwiczyć wymowę nazw popularnych chińskich marek jak Hongqi, Zotye, Dongfeng czy Shenbao.

Chińska motoryzacja jednak uparcie prze do przodu i to na ogromną skalę. Jest tylko jeden problem. Rodzimych samochodów nie chcą kupować nawet Chińczycy. Zdecydowanie bardziej wolą auta z Europy. Według danych Bloomberg w 2014 roku 8 na 10 sedanów sprzedawanych na chińskim rynku było modelami zagranicznymi. Tak, dla Europejskich producentów samochodów Chiny już są lub błyskawicznie stają się największym i najbardziej obiecującym regionem sprzedaży. W roku 2013 to właśnie Chiny zaraz po USA były największym na świecie rynkiem dla samochodów klasy premium.

Co ciekawe, w Chinach sprzedają się niemal wyłącznie sedany (limuzyny) i to jedynie w wersji wydłużonej. Weźmy takie Audi A8. O ile na naszym kontynencie jedynie co czwarte A8 to wersja przedłużona, to w Chinach stanowi ona 100 proc. sprzedaży. Ale to jeszcze nic. W Europie Mercedes, Audi czy BMW oferują wersje przedłużane jedynie w swoiich najdroższych flagowych limuzynach. W Chinach natomiast, aby zadowolić specyficzne oczekiwania klienta, w wersji długiej oferują nawet podstawowe modele, jak BMW serii 3 lub Mercedes klasy C. Po co przeciętnemu Chińczykowi o wzroście około 170 cm przedłużony samochód? Ot tak, żeby się pokazać, koniecznie z szoferem. Tak, Chińczycy i samochody to intrygujące zjawisko.

Tekst: Michał Sztorc/PremiumMoto.pl

Zdjęcia: Newspress

Komentarze

Niedawno świat obiegła informacja, że chińskim naukowcom udało się zmodyfikować genetycznie ludzkie embriony. Czy otworzyli tym samym puszkę Pandory? Przekonamy się zapewne niebawem. Na razie chiński przemysł...
" />