Gdzie w Warszawie można zjeść odrobinę kultury? [wywiad]

Piotrek Maślanka : "Karrot Kawa i Kultura koncentruje się nie tylko na muzyce" [wywiad]
Z Piotrkiem Maślanką, założycielem i właścicielem wytwórni Karrot Kommando oraz kawiarni Kawa i Kultura rozmawia Baśka Madej

Częstochowska 20 – nowy gorący adres na warszawskiej Ochocie. Na początku kwietnia wytwórnia muzyczna Karrot Kommando otworzyła tutaj lokal Karrot Kawa i Kultura – kawiarnię, galerię i biuro – wyjątkowe miejsce, tworzone przez artystów skupionych wokół muzyki oraz sztuk wizualnych. Kawiarnia serwuje doskonałą kawę i przekąski oraz niedzielne śniadania. Można tu w spokoju popracować (za ścianą przy jednym dużym stole działa biuro wytwórni Karrot), z galerii dochodzą dźwięki pianina i śpiewy. Można przyjść na wystawę, spotkanie autorskie lub samemu zorganizować warsztaty.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie miejsca do konsumpcji kultury?

Od ponad 15 lat jako Agencja Koncertowo Wydawniczej Karrot Kommando zajmujemy się organizacją koncertów oraz wydawaniem płyt. Z czasem poczuliśmy, że brakuje nam miejsca, w którym moglibyśmy planować nasze dalsze ruchy muzyczne i wydawnicze, ale także przestrzeni do spotkań. Spotkań artystów zarówno ze sobą nawzajem, jak i ze swoimi fanami i odbiorcami. W ten sposób powstała Karrot Kawa i Kultura, a ponieważ lokal który znaleźliśmy na warszawskiej Ochocie był stosunkowo duży, zrodził się pomysł utworzenia galerii. Zaprosiliśmy więc do współpracy Tomasza Gutkowskiego z Fundacji Stuk Wizualnych. Tym sposobem Karrot Kawa i Kultura nie tylko koncentruje się na muzyce, ale także na różnych aspektach sztuki i sposobach jej wyrazu.

To chyba pierwsza taka przestrzeń tworzona w 100% przez przyjaciół i sympatyków. Finansowanie crowdfundingowe, kawę serwują koleżanki, niedzielne śniadania właściciele, z głośników leci muzyka z wydawnictwa Karrot…

Jesteśmy dosyć specyficzną wytwórnią, w której nie zawsze chodzi tylko o względy merkantylne. Niekoniecznie robimy zawsze to co się sprzeda – przeciwnie, czasami inwestujemy w muzykę, którą uważamy po prostu za fajną. Nasze podejście tworzy zupełnie inną relację i inny sposób porozumienia na linii wydawca-muzyk, dlatego przez lata współpraca z wieloma artystami przekształciła się w przyjaźń. Wokół Karrot Kommando skupiona jest rzeczywiście cała grupa ludzi i sympatyków, w zupełnie szczery i naturalny sposób. I chyba to jest najważniejsze w naszym nowym kawiarnianym przedsięwzięciu.

Spodziewałeś się aż takiego zaangażowania całej tej grupy przy powstawaniu Kawy i Kultury?

Czuliśmy przez te lata istnienia, że wokół Karrot Kommando gromadzi się społeczność, która rozumie nasza ideę, która kupuje każde wydawnictwo jakie wydajemy niezależnie od stylu i od własnych preferencji. Czuliśmy ich wsparcie cały czas, ale dopiero utworzenie Kawy i Kultury dało nam taki namacalny dowód, że podoba im się co robimy, chcą poświęcać swój czas i towarzyszyć nam w naszych kulturalnych przedsięwzięciach. Ponadto wiele życzliwości okazali nam mieszkańcy dzielnicy Ochota, dzielnicy trochę zapomnianej jeśli chodzi o aktywności kulturalne. Jest tu stosunkowo mało kawiarni i inicjatyw w porównaniu ze Śródmieściem, Saską Kępą czy Mokotowem. Doznaliśmy ogromnego wsparcia ze strony sąsiadów, którzy od samego początku oferowali pomoc, jak panie z okolicznych sklepów i warzywniaków, które przynosiły prezenty i do dzisiaj wymieniają warzywa na kawę. Także miasto, od którego wynajmujemy lokal i wszyscy zaangażowani w naszą inicjatywę są bardzo sprzyjający i chyba to nas najbardziej zaskoczyło.

A jak przebiegała zbiórka, bo to dość bezprecedensowy pod kątem nagród crowdfunding.

Przejrzeliśmy wiele projektów finansowanych społecznościowo i zauważyliśmy, że nagrody proponowane przez ich twórców są dosyć podobne. My natomiast mieliśmy dostęp do całej masy artystów, którzy z czystej sympatii zdecydowali się oddać swoje prace i różne formy działalności artystycznej na tę właśnie zbiórkę. Można było podczas niej kupić np. rysunek Marcina Świetlickiego, rękopis Pawła Sołtysa, warsztaty śpiewu z Magdą Sobczyk, zestaw niedostępnych już książek Krzysztofa Vargi czy też artefakty pochodzące z klipów naszych artystów. Nagród było bardzo dużo i większość natychmiast znajdowała swoich nabywców.

Nie obawiasz się, że miejsce spotkań ludzi kultury, tworzone przez samych artystów, będzie zbyt hermetyczne dla mieszkańców Ochoty?

Wydaje mi się, że nie. Wszystko oczywiście zależy od ludzi i ich oczekiwań, ale jeśli ktoś jest ciekawy i zdecyduje się nas odwiedzić, na pewno dostanie wszelaką odpowiedź i dużo uśmiechu. W naszej kawiarni odbywa się wiele spotkań autorskich i mini koncertów, na które przychodzą ludzie z różnych środowisk, więc ewentualne uprzedzenia i obawy nie mają myślę podstaw.

Kto może sobie w Waszym domu kultury zorganizować wydarzenie? Jesteście otwarci na twórców spoza Karrot?

Tak, chciałbym, żeby Kawa i Kultura stała się dla ludzi platformą do działań, na które maja ochotę, niekoniecznie tylko artystycznych. Od razu zaoferowaliśmy chęć pomocy organizatorom warsztatów i innych inicjatyw i spotkań, które aktywizują lokalną społeczność.

„Poszanowanie dla wolności artystów we wszelkich aspektach twórczości. Brak ingerencji w wizerunek medialny, głoszone poglądy, czy wolny czas współpracowników. Przyjazna atmosfera i życzliwość każdego dnia” – to cytat z Waszej strony internetowej, brzmi jak bajka, opowiedz czy naprawdę da się tak prowadzić biznes.

Nasza firma jest trochę utopijna. Kiedyś przyszła do nas pani, która robiła badania rynku muzycznego. I kiedy próbowała wsadzić Karrot Kommando w takie klasyczne ramy przedsiębiorstwa, to było strasznie dużo śmiechu. Okazało się, że sposób, w jaki my zarządzamy firmą, nie przystoi do żadnego modelu ekonomicznego. Wypracowaliśmy sobie własną metodę, w której najistotniejsze jest, żeby ludzie którzy współpracują ze sobą się lubili i żeby kochali swoją pracę, a nie żeby robili to ze względu na procedury, na siłę, myśląc tylko o wypłacie. W momencie pisania ten tekst był trochę żarcikiem, który miał fajnie zabrzmieć na stronie internetowej, natomiast w tej chwili dosyć dobrze ilustruje to, co się między nami w firmie dzieje. Zresztą można to zaobserwować przychodząc do kawiarni na niedzielne długie śniadanie – można tu spotkać całą grupę ludzi, która się bardzo cieszy z tego, że może kreować muzykę i dawać ją światu.

Karrot to wydawnictwo, które wyrosło z muzyki reggae. Teraz wydajecie nawet słowiański drum’n’bass – według jakiego klucza nawiązujecie współpracę z artystami?

Na dobrą sprawę to nigdy nie planowaliśmy, co będziemy wydawać, bo w zasadzie rozwój Karrot Kommando nas zaskoczył. Miała to być wytwórnia sprzyjająca interesom Paprika Korps, mojego pierwszego zespołu. Z czasem jednak zaczęli przychodzić do nas inni artyści. Wydawało się, że będą to głównie zespoły reggae, bo kiedy zaczynaliśmy reggae było w Polsce bardzo silne, sami się nim zresztą zajmujemy do dzisiaj. Później okazało się, że sposób, w jaki działamy, jest ciekawy i specyficzny. Na tyle , że coraz więcej osób było zainteresowanych współpracą i Karrot Kommando rozrosło się do rozmiarów, jakich sami się nie spodziewaliśmy.

Tak samo było z rodzajem wydawanej muzyki. W pierwszej kolejności szły przyjaźnie, znajomości z muzykami i ich prezentacja ciekawej muzyki skłaniała nas do tego, żeby ich wydać, nie planowaliśmy tego. Właściwie takich rzeczy się nie da zaplanować. Nie da się również zostać w biegu managerem grupy takiej jak Kapela ze Wsi Warszawa. Warunkuje to cały szereg sytuacji i zdarzeń, które nastąpiły i dzięki którym możemy się nimi zajmować. Ale nigdy tego nie planowaliśmy, takiego klucza nie ma i nigdy nie było. Jeśli chodzi o gatunek muzyczny – kierujemy się tym, co nam się podoba i naszymi znajomościami i przyjaźniami w branży.

 

Coś co mogłoby nas powstrzymać przed wydaniem płyty, nawet jeśli muzyka byłaby bardzo fajna? Poczucie, że artysta który ją tworzy nadaje na trochę innych falach. Zdarzyło nam się tak kilkukrotnie. Takie sytuacje upewniały nas w przekonaniu, że nie chcemy pracować z wszystkimi, że nie o to nam chodzi. Jeśli ktoś kombinuje w inny sposób niż my, ma inne podejście od muzyki i o coś innego mu chodzi, to nie ma sensu nawet zaczynać współpracy, bo się najnormalniej w świcie nie dogadamy.

Polecenie przez kogoś komu ufam i z którym współpracuję przez wiele lat jest dla mnie ważne. Muzykę jestem w stanie ocenić sam, natomiast jaką ktoś jest osobą i jak się z nią będzie współpracowało, to już niekoniecznie. Oczywiście zdarza się, że wydajemy płyty artystów, których nie znamy, ale to zdecydowana mniejszość. Otrzymujemy tygodniowo bardzo dużo dobrej muzyki od młodych ludzi – myślę, że dla niejednego byłoby zaskoczeniem, jak wiele zespołów muzycznych istnieje w Polsce. Wiele spośród nich tworzy dobrą muzykę, ale dla nas liczy się jeszcze kilka innych rzeczy.

Aktualnie w przestrzeni ekspozycyjnej wiszą prace artystów z Ochoty. Opowiedz o wystawie, kto jest kuratorem, kto odpowiada za galerię i co zobaczymy w kolejnych tygodniach.

Dziesięć lat temu, jadąc pociągiem relacji Kraków-Warszawa, zupełnym przypadkiem poznałem w przedziale Tomasz Gutkowskiego, z którym z czasem się zaprzyjaźniłem. Tomek przez wiele lat był szefem Fundacji Sztuk Wizualnych w Krakowie, odpowiadał za Miesiąc Fotografii. Przez te lata znajomości rozpoczętej w pociągu. Kombinowaliśmy jak moglibyśmy połączyć jego fascynację sztukami wizualnymi i moją fascynację muzyką. Nie potrafiliśmy jednak wypracować koncepcji, która by połączyła te dwie rzeczy. Zawsze brakowało nam czasu albo budżetu. Ale w pewnym momencie kiedy okazało się, że lokal, który planujemy wynająć jest na tyle duży, że można byłoby pomyśleć o przestrzeni wystawienniczej. Tomek był naturalnym kontaktem i chętnie przystał na współpracę. Wystawa sąsiadów z Ochoty nawiązuje do dzielnicy, w której powstała nasza kawiarnia. Podobnie jak Karrot Kommando opiera się na przyjaźniach, na pracach ludzi, którzy się znają i mieszkają w okolicy. Kolejną wystawę, której wernisaż już w maju będzie wystawa prac Tadeusza Rolkego.

Rozmawiała Baśka Madej

W maju w Karrot Kawa i Kultura czeka nas szereg atrakcji. Pojawia się nowa wystawa zdjęć Tadeusza Rolke. Można wybrać się na warsztaty śpiewu z Magdą Sobczak z Kapeli ze Wsi Warszawa lub na solowy koncert Pablopavo.
kawiarnia.karrot.pl

Fot. Bartek Muracki

wybicie

Jeśli ktoś jest ciekawy i zdecyduje się nas odwiedzić, na pewno dostanie wszelaką odpowiedź i dużo uśmiechu. W naszej kawiarni odbywa się wiele spotkań autorskich i mini koncertów, na które przychodzą ludzie z różnych środowisk.

Wokół Karrot Kommando skupiona jest rzeczywiście cała grupa ludzi i sympatyków, w zupełnie szczery i naturalny sposób. I chyba to jest najważniejsze w naszym nowym kawiarnianym przedsięwzięciu.

Komentarze