Filmowe Strzały Kuby Armaty – Listopad

Włoski reżyser Luca Guadagnino porwał się na nie lada wyczyn.

Po fantastycznym oraz wielokrotnie nagradzanym filmie „Tamte dni, tamte noce” postanowił zupełnie zmienić perspektywę  i na warsztat wziął jeden z najbardziej kultowych horrorów w historii kina. Mowa o „Suspirii”, którą w 1977 roku nakręcił Dario Argento.

Dla niektórych ten film to świętość, stąd obawy, czy młodszy z reżyserów udźwignie ciężar niosącej się za dziełem Argento legendy. Jak to często bywa w przypadku remake’ów, wątpliwości do pewnego stopnia okazały się uzasadnione. Guadagnino po raz kolejny udowodnił, że jest wybitnym filmowym stylistą, bardzo świadomie korzystającym z języka kina.

Choreografia scen zbiorowych, wspomagana muzyką Thoma Yorke’a, może imponować. Ciekawym pomysłem było też powierzenie kilku ról (krytycy wciąż spierają się ilu) Tildzie Swinton. Nie ma w tym filmie jednak klimatu, którego wyjątkowość zbudowała legendę pierwowzoru. Nowa „Suspiria” jest co prawda bardzo efektownie opakowana, ale brakuje jej tego co najważniejsze – duszy.

 SUSPIRIA
reż. Luca Guadagnino
Włochy/USA
2018 152’
Premiera: 2 listopada
Ocena: 3/5
Fot. Kino Świat

Takie debiuty jak ten Gustava Möllera chciałoby się oglądać jak najczęściej.

Duński reżyser okazał się bowiem mistrzem filmowej dyscypliny. Akcja „Winnych” w zasadzie w całości rozgrywa się w jednym pomieszczeniu. Bohaterem jest dyspozytor telefonu alarmowego. Pod koniec swojej zmiany dostaje zgłoszenie od spanikowanej kobiety, przekonującej, iż właśnie została porwana.

Jeżeli pamiętacie świetnego „Locke’a” z Tomem Hardym w roli głównej, to film Möllera zbudowany jest na podobnym koncepcie – rozmowy telefonicznej. Coś, co na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło nużące i mało atrakcyjne z filmowej perspektywy, za sprawą duńskiego reżysera zamienia się w trzymający w napięciu aż do ostatniego momentu thriller.

Nie tylko dzięki świetnej roli Jakoba Cedergrena, na którym kamera skupiona jest przez cały czas trwania akcji, ale i tego, że „Winni” są dużo bardziej niejednoznaczni, niż mogłoby się z tego krótkiego opisu wydawać. Möller zasłużył na pochwały, bo jego film to jeden z najlepszych debiutów tego roku w polskich kinach.

WINNI
reż. Gustav Möller
Dania
2018 85’
Premiera: 9 listopada
Ocena: 5/5
Fot. Gutek Film

Kolejna listopadowa propozycja i kolejny remake.

Choć w przypadku reżyserskiego debiutu Bradleya Coopera to już trzeci, jaki powstał na podstawie oscarowego filmu Williama Wellmana z 1937 roku. Skąd takie zainteresowanie? Cóż, fabuła oparta jest na schemacie, jaki po prostu zawsze się sprawdza. Ona za dnia jest szarą myszką, a po godzinach dorabia, śpiewając w klubie, gdzie pokazuje swój prawdziwy talent i zupełnie inne oblicze.

On z kolei jest wielką muzyczną gwiazdą, która w poszukiwaniu alkoholu i nocnych wrażeń trafia właśnie do tego lokalu. Przypadkowe spotkanie przeradza się w coś więcej, a przed Ally otwiera się szansa, na jaką czekała całe życie. „Narodziny gwiazdy” to film rozpisany na dwa głosy. Jeden z nich należy do Coopera, dla którego jest to dużo bardziej bezpieczny grunt niż reżyseria, drugi do Lady Gagi.

Wystarczy kilka scen, by nie było żadnych wątpliwości, kto ma więcej talentów aktorskich, a kto wokalnych. Coś, co miało być największą siłą filmu, paradoksalnie jest jego słabością, gdyż między wspomnianą dwójką nie ma na ekranie specjalnej chemii. Niezależnie od tego amerykańscy krytycy już dziś wskazują film jako jednego z głównych faworytów oscarowego wyścigu.

NARODZINY GWIAZDY
reż. Bradley Cooper
USA
2018 135’
Premiera: 30 listopada
Ocena: 3/5

Komentarze