Ewa Minge – wywiad

Polska projektantka mody, podbija światowe rynki. Z Ewą Minge rozmawiam o jej pierwszym projekcie i firmie w piwnicy, o szkicowaniu na stole krojczym, o koniecznych, co sezonowych zmianach jadłospisu oraz o tym co przygotowała w kolekcji na sezon wiosna – lato 2015.
Obecnie tworzy Pani dwie kolekcje rocznie, na które składa się tysiące szkiców i setki modeli. Jednak ja chciałam zapytać o Pani pierwszy projekt. Jakby mogła go Pani opisać?

Do dzisiaj mam go przed oczami. Był to płaszcz z moheru, w dwóch fasonach. Jeden o kroju nietoperza, natomiast drugi fasonem przypominający płaszcz Anny Kareniny. Pomimo, że było to dwadzieścia lat temu, doskonale go pamiętam dlatego, że był to od razu strzał w dziesiątkę. Setki, tysiące egzemplarzy tego projektu sprzedaliśmy w różnych kolorach i tkaninach. Wówczas firma mieściła się w piwnicy mojego domu. Położyłam syna spać, miał wtedy ponad roczek i zeszłam na dół. Siedziałam na stole i przez bite cztery godziny, od 22 do 2 w nocy, przyglądałam się wiszącemu płaszczowi na manekinie, który uznałam za absolutne dzieło sztuki.

Woli Pani pracować w twórczym chaosie czy może preferuje Pani pracę w zupełnej cichy i pełnym skupieniu?

To jest tak, że najpierw przygotowuję jedynie część kolekcji, daje to moim dziewczynom w celu opracowania konstrukcji, a później stworzenia pierwszego modelu. W którymś momencie potrzebują one nowych szkiców, nad którymi będą mogły pracować. Muszę im je dostarczyć jak najszybciej, najlepiej jeszcze tego samego dnia. Wówczas siadam na stole krojczym, w ich pomieszczeniach i rysuję. Jest to zdecydowanie praca w zupełnym chaosie. Jednak najlepiej działają na mnie godzinny wieczorne, zupełna cisza i pusty dom.

W wywiadach często wspomina Pani jak ważne są dla Pani kontakty ze współpracownikami. Jakimi cechami osobowości kieruje się Pani przy wyborze ludzi do swojego zespołu?

Lojalność, pracowitość oraz ogromna pasja- te cechy są zdecydowanie dla mnie najważniejsze. Również bardzo ważne jest aby ta osoba, wyznawała pewne wartości, które mogą wnieść coś nowego do zespołu i posiadała własne zdanie. Nie lubię klakierów, nie otaczam się klaszczącym dworem gdyż potrafi on zaklaskać rzeczywistość.

Praca nad którą linią, pret – a- porter czy haute couture, daje Pani większą satysfakcję?

Obie linie są dla mnie niezwykle ważne i pracę nad obiema liniami bardzo lubię. Jednak mam coś takiego, że kiedy pracuję nad daną linią to wkładam w nią całą siebie i po pewnym czasie jestem zmęczona, mam jej po prostu dość. Wówczas na szczęście z automatu, sezonowo i tak muszę wejść w pracę nad drugą kolekcją. Mogę to przyrównać do prostej sytuacji, gdybyśmy cały czas na obiad jedli rybę, w końcu zapragnęlibyśmy zjeść pierogi. Dodam jeszcze, że na kolekcję pret – a – porter czekam jak normalna kobieta, aby po prostu móc się w nią jak najszybciej ubrać. Jednak pokaz haute couture w Paryżu, jest tak niesamowitym przeżyciem, że na niego czekam zdecydowanie bardziej.

1 of 2

Komentarze

Polska projektantka mody, podbija światowe rynki. Z Ewą Minge rozmawiam o jej pierwszym projekcie i firmie w piwnicy, o szkicowaniu na stole krojczym, o koniecznych, co sezonowych zmianach jadłospisu oraz o tym co...
" />