Ekshibicjonizm 2.0

Tobiasz Kujawa - naczelny krytyk polskiej mody, czyli Freestyle Voguing | fot.Michał Pańszczyk
Żyjemy, powiedzmy to sobie wprost, w realiach okrutnie bezwstydnych. A tak naprawdę to ekshibicjonistycznych, bo bezwstyd wymaga przecież jakiegoś punktu wyjścia – wstydu właśnie. Niestety, ten umarł śmiercią naturalną i aktualnie pleśnieje.

Ciało? Ta boska fizyczność, fantastycznie ożywiona materia, która w nie do końca zrozumiałych okolicznościach zyskała samoświadomość? Ach, to ciało, pełne obezwładniających pokus i obietnic przyjemności, ozdobione mnogością faktur, urozmaicone ekscytującymi wlotami i wylotami, kruche, nieperfekcyjne i paradoksalne – pociągające i odpychające zarazem. Ciało może fascynować z wielu powodów. W końcu kreuje życie! I bez niego nie byłoby mody…

Nie o ciało tu jednak chodzi, bo te znamy już od podszewki. Czasy ekscytacji spowodowanej tym, że jakaś frywolna dama miała zanadto głęboki dekolt czy zbyt krótką spódniczkę, można już jedynie wspominać z rzewną, archaicznie pruderyjną nostalgią. Każda możliwa granica została już przekroczona, każda bariera pokonana. Nagość, i wszystko co jej dotyczy, czyli głównie seks, na stałe zagościła w wulgarnej codzienności. Ktoś „przez przypadek” podzielił się ze światem zdjęciem swoich genitalnych zakamarków? Celebrytka, oczywiście przez roztargnienie, zapomniała założyć bieliznę na wieczorny spęd? Nagranie wprost z alkowy? Relikty przeszłości, teraz lepsze są transmisje na żywo. Zrobione, odhaczone, nikt już nie jest pod wrażeniem. Wszystko się prędzej czy później nudzi. Dlatego nieustannie potrzebne są nowe podniety. Czyli ekshibicjonizm właśnie – czerpanie przyjemności z obnażania się przed innymi. Z tą różnicą, że już nie tylko banalnego ciała, ale całego przyziemnego żywotu.

Ta przedziwna potrzeba nieustannego dokumentowania i prezentowania każdego aspektu egzystencji potrafi usidlić nawet najrozsądniejszych. Minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu, trwa nieustanny proces odzierania się z prywatności, zrywania kolejnych warstw i woali. Człowiek Internetu stał się głównym bohaterem swojej tragikomedii, miniserialu tworzonego w mediach społecznościowych. Scenariusz stał się drugorzędny, ważne jest, żeby coś się działo. Cokolwiek. Co mam to dam. Czy to konsumpcja kanapki z serem, czy zmieniony dekor w sypialni, złamane serce, problemy gastryczne albo nowa blizna na psychice – każdy powód jest dobry, żeby przyciągnąć spojrzenia. A czy to obcy, czy bliski, wróg, czy przyjaciel? Jakie to ma znaczenie, ważne, żeby obserwował, żeby widział. Nawet jeśli patrzy z politowaniem.

Zjawisko jest o tyle intrygujące, że żyjemy w oparach paranoi. Zamykamy się w twierdzach-osiedlach strzeżonych, budujemy wymyślne konstrukty z haseł, pinów, zabezpieczeń, wszędzie węszymy wrogość, sabotaż, podstęp i nienawiść. Człowiek człowiekowi człowiekiem. Ale koniec końców i na własne życzenie kładziemy się na cyfrowym ołtarzu, coraz bardziej wykastrowani z jakiejkolwiek tajemnicy. Nadzy i bezbronni, jeszcze bardziej niż w momencie narodzin.

Najbardziej przygnębiające jest to, że ekshibicjonizm w swojej naturze opiera się na samolubnym mechanizmie. I ten internetowy również, choć jest lepiej zakamuflowany. Lubimy myśleć, że odsłaniamy się dla innych, ale to fikcja. Robimy to przede wszystkim dla własnej uciechy, szukając równocześnie potwierdzenia, że nasze istnienie jest choć odrobinę istotne czy ciekawe. Pal sześć, gdy rządzi nami próżność i potrzeba chwalenia się, najgorzej, kiedy atakujemy innych swoją intymnością, fragmentami istności i psychiki, które powinniśmy zachowywać dla siebie i najbliższych. Nie dlatego, że są wstydliwe albo, że należy je ukrywać, ale dlatego, że naprawdę mamy ten wybór. Jeszcze. Niestety, coraz częściej się zapomina, że wraz z naciśnięciem przycisku „publikuj” to, co było tylko nasze, staje się wspólne, ale również, i to jest zdecydowanie najgorsze – niczyje.

Nagość, i wszystko co jej dotyczy, czyli głównie seks, na stałe zagościła w wulgarnej codzienności. Ktoś „przez przypadek” podzielił się ze światem zdjęciem swoich genitalnych zakamarków? Celebrytka, oczywiście przez roztargnienie, zapomniała założyć bieliznę na wieczorny spęd? Nagranie wprost z alkowy? Relikty przeszłości, teraz lepsze są transmisje na żywo.

Tobiasz Kujawa

Komentarze

Żyjemy, powiedzmy to sobie wprost, w realiach okrutnie bezwstydnych. A tak naprawdę to ekshibicjonistycznych, bo bezwstyd wymaga przecież jakiegoś punktu wyjścia – wstydu właśnie. Niestety, ten umarł śmiercią...
" />