Dzieci lat 90. [Tobiasz Kujawa]

Tobiasz Kujawa - naczelny krytyk polskiej mody, czyli Freestyle Voguing | fot.Michał Pańszczyk
Kilka lat temu stuknęła mi trzydziestka i coś dziwnego zadziało się w mojej głowie. Nie piszę o skutkach paru odrobinę zbyt intensywnych imprez z lat dwutysięcznych i wesołych cukierkach, po których za oknem niespodziewanie rozkwitało południe. Po prostu – po raz pierwszy w życiu naprawdę spojrzałem wstecz. Nie zrozumcie mnie źle, nie tęsknię do lat 90., chociaż muszę przyznać, że jestem dzieckiem dokładnie tej dekady.

Wtedy byłem nastolatkiem, przeżywałem moje pierwsze fascynacje, hormonalne uniesienia, niewdzięczne budowanie tożsamości. Co z nich pamiętam? Przede wszystkim specyficzne rozedrganie, którego doświadczali dorośli ludzie, wypuszczeni z opresyjnej komuny wprost w zabójcze objęcia bezwzględnego kapitalizmu. W mojej rodzinie nikt nie wspominał źle poprzednich dekad. Wręcz przeciwnie – przodkowie żyli, zakochiwali się, płodzili dzieci. Żyli. Budowali jakieś kariery, niełatwo, bo bez magicznych legitymacji, ale jednak. Głupotą byłoby to przekreślić, zdeprecjonować.

Ale lata 90. obiecały dorosłym i ich dzieciom więcej. Prawdziwą wolność i nieograniczone możliwości. Okazało się jednak, że ta wolność często była pułapką, niczym kulinarna orgia po okresie surowego postu, grożąca zabójczą czkawką. Świat był drapieżny. Każdy jak mantrę powtarzał: „przedsiębiorczość”, „biznes”, „wyścig szczurów”. Sukces. Za wszelką cenę. A co za nim idzie – pieniądze, wczasy pod palmą, willa z basenem, auto, przez które sąsiedzi zzielenieją. Nastały czasy pazerności. Świat stanął otworem, a ja stałem z rozdziawioną buzią i zastanawiałem się, o co w tym wszystkim chodzi. Czy ludzie są szaleni z zasady, czy jednak jest w tym jakaś tajemnica, której nikt nie raczył mi zdradzić?

Teraz już wiem. Lata 90. to były czasy instant. Nikt nie czytał etykiet, bo nie miał na to czasu. Chciało się dużo, tanio i szybko. Kolorowo i intensywnie. Dieta? Owszem, ale nie zdrowotna tylko odchudzająca. Wszyscy się wtedy odchudzali okrutnie śmierdzącą zupą z kapusty. Ponoć działała. Może dlatego, że po dwóch tygodniach podobnej kuracji człowiek dostawał torsji na widok tego warzywa… Moda? Była kiczowata, tandetna, z poliestru, ale koniecznie pokazująca jakąś naiwną impresję na temat bogactwa czy profesjonalizmu. Źle skrojony garnitur czy karykaturalna garsonka była zbroją nowoczesnego przedsiębiorcy, a elektroniczny organizer made in china jego sekretną bronią. Pomagał uporać się z czasem. A czas to pieniądz. To robiło wrażenie. Podobnie jak salon w kolorze limonki i niezniszczalna zastawa ze szkła hartowanego. Dobry gust umarł zalany falą pozornego dobrobytu. Przynajmniej było śmiesznie.

Nie tęsknię do lat 90. A jednak czuję do nich jakąś intrygującą nostalgię. Dla oczu były prawdziwym koszmarem, ale dla duszy? Syciły ją aż nadto. Muzyka miała treść. Prasa miała sens. Nawet banalna telewizja była ciekawsza i prawdziwsza. W latach 90. znani ludzie mieli szansę opowiedzieć coś sensownego o swojej pracy, życiu i doświadczeniach w godny i elegancki sposób, choćby na Bezludnej Wyspie Terentiew czy ryzykując wampiryczne ukąszenie u Jagielskiego. Jak to jest możliwe, że w tej chwili jedyną alternatywą jest wykastrowana z charakteru śniadaniowa kanapa, albo publiczna kompromitacja u podstarzałego błazna, który zaprasza swoich gości wyłącznie jako statystów? Regres obyczajowy to następstwo pogoni za sukcesem? Jeśli tak, to nigdy nie warto było jej rozpoczynać.

Bajka o wielkich sukcesach nigdy nie zmieniła się w rzeczywistość. Pożyczone marzenia o willach z basenem zblakły, kiedy wyszło na jaw, jaka jest ich faktyczna cena. Patrzę na moich znajomych i przyjaciół – dzieci lat 90., które nie chcą się już zarzynać w korporacjach. Propaganda wielkiej kariery okazała się fiaskiem. Dziś marzą o małej przytulnej stabilizacji. Zamiast wielkich ogrodów pielęgnują kwiaty doniczkowe, puszysty chleb z chemią zamieniają na domowe wypieki, bezduszne meble-klony wymieniają na retro sprzęty, które ich rodzice wywalali na śmietniki, bo były niemodne. Mniej, skromniej, bardziej świadomie.

Dzieci lat 90. chcą w końcu chcą zacząć oddychać. Szkoda tylko, że powietrze dookoła nich robi się coraz gęstsze.

Tobiasz Kujawa |  freestylevoguing.com

Komentarze

Kilka lat temu stuknęła mi trzydziestka i coś dziwnego zadziało się w mojej głowie. Nie piszę o skutkach paru odrobinę zbyt intensywnych imprez z lat dwutysięcznych i wesołych cukierkach, po których...
" />