DS 5 THP 210 Be Chic – no i wylądował

DS 5 THP 210
Koło tego auta nie da się przejść obojętnie, nie da się go również porównać z żadnym innym również we wnętrzu. Ot taka oryginalność w formacie premium za spore pieniądze oraz z mocnym 210-konnym silnikiem.

Co ciekawe taką moc wykrzesano z silnika o pojemności 1,6 litra, ale wiemy doskonale, że PSA potrafi jeszcze mocniej popracować nad tą jednostką. Nie wierzycie to sprawdźcie tutaj. A wracając do 210 KM z turbospężarką w DS5 to rozpędzają to półtoratonowe auto do setki w czasie 8,2 sekundy, a swoją prędkość maksymalną kończą na 235 km/h. Poza tym od czasu do czasu wydech też potrafi o sobie przypomnieć w dość miły sposób. Może nie są to rekordowe osiągi, ale w zupełnie wystarczalne. Co ważne auto robi to w dostojny, majestatyczny i pewny sposób więc długie, autostradowe trasy to w nim czysta przyjemność.

Wielka w tym zasługa komfortowo zestawionego zawieszenia, niezłego wyciszenia wnętrza i fenomenalnych foteli, które w testowanym egzemplarzu były podgrzewane (niestety mało wydajne), elektrycznie regulowane z pamięcią ustawień, posiadały funkcję masażu, a ich skórzana tapicerka była w zjawiskowym wzorze. Trudno go opisać, aczkolwiek rzucała się już na pierwszy rzut oka po otwarciu drzwi.

I to nie koniec zaskoczenia, bo to właśnie w środku DS 5 w pełni ukazuje swoją oryginalność. Zwłaszcza gdy spojrzymy na konsolę środkową lub dach auta. To tutaj najbardziej pojawia się podobieństwo tego flagowego modelu marki DS (pamiętajcie już nie Citroena) do myśliwców. I nie chodzi jedynie o przyciski, które inspirowane są kokpitem maszyn latających, bardzo atrakcyjne tak nawiasem mówiąc, a o okna dachowe, których jest aż trzy. Taki zabieg sprawia wrażenie, jakby każdy z pasażerów oraz kierowca mógł się katapultować. Poza tym ekstrawaganckie są również schowki na okulary, który znajdziemy właśnie na suficie.

To nie koniec wrażeń z samolotów bojowych, ponieważ oprócz standardowych zegarów oraz grubej, spłaszczonej u dołu kierownicy z elementami aluminium ponad zegarami można wysunąć przezierny wyświetlacz, który fanom sił lotniczych na pewno skojarzy się z celownikiem. Aż szkoda, że zamiast joysticka w aucie znalazła się standardowa dźwignia manualnej, sześciobiegowej skrzyni biegów. No cóż wszystkiego mieć nie można, a od dobrej zabawy mamy sklepy z zabawkami. Mimo to gałka od tego manuala jest tak duża, że aż nienaturalna. Mimo to po kilku przejażdżkach człowiek się do niej przyzwyczaja, a ona pewnie leży w dłoni.

Reszta wnętrza to kilka pokręteł, spory przycisk startu zapłonu oraz dotykowy wyświetlacz (7 cali) z nawigacją, danymi komputera pokładowego oraz opcjami mediów, które wspiera w aucie JBL. Widać po nim trochę upływ czasu, a jego pochyłe położenie utrudnia obsługę, aczkolwiek przeniesienie najważniejszych funkcji na przyciski pod wyświetlacz mocno ułatwia codzienne użytkowanie. Zaskakująco dobry jest natomiast obraz z kamery cofania, o ile wcześniej jej obiektyw nam się nie zabrudzi.

To czego jednak brakuje w DS 5 to ergonomiczność i względy praktyczne. Ekstrawaganckie linie deski rozdzielczej i innych elementów wnętrza powodują, że w środku nie znajdziemy uchwytów na kubki, a do pochyłego morza plastiku nie przyczepimy uchwytu na komórkę. Samego smartfona będziemy musieli trzymać w schowku lub w kieszeni, bo szczerze nie ma go gdzie położyć. Na szczęście jednak autem miło będzie podróżować aż czwórka pasażerów, a ich bagaże mogą zajmować aż 468 litrów. Lepiej jednak, żeby nie były ciężkie, bo bagażnik ma wysoki próg załadunku.

Odłączenie się marki DS od Citroena miało na celu jej wyróżnienie i zerwanie z wizerunkiem aut popularnych tego francuskiego producenta. Ten zabieg miał spowodować, że auta DS będą premium – zwłaszcza model DS 5. Mimo iż ta strategia trwa już pewien czas nie jestem do końca pewien, czy oprócz obsługi klienta, wyposażenia samochodów oraz ich ceny całość można nazwać takim prestiżowym mianem. Materiały w środku, a zwłaszcza wspomniane plastiki, nie wyglądają na premium. Są twarde i niezbyt przyjemne w dotyku. Ich spasowanie nie wnosi żadnych uwag, ale to nie na to przecież się najpierw zwraca uwagę.

Mam jeszcze jedno „ale” co do prowadzenia DS 5. Otóż widoczność zza kierownicy w tym aucie przez to futurystyczne wnętrze jest dość mocno ograniczone. Wpływa na to również niecodziennie ukształtowanie karoserii auta, która nie zawiera za dużo przeszklonej powierzchni. Zwłaszcza tylne szyby, które są przyciemnione dość mocno ograniczają widok. Podobnie jest ze słupkiem A, który jest dzielony. Wszystko jednak zależy od wzrostu konkretnego kierowcy, mi akurat to trochę przeszkadzało.

Gdy już opisuje wygląd zewnętrzy DS 5 nie sposób porównać go do konkurencji. Trudno też określić jego segment, ponieważ wyglądem przypomina powiększonego hatchbacka, a jego aspiracje są jednak dużo większe i producent chciałbym zaszkodzić niejednym limuzynom. Jedną z metod ma być właśnie oryginalny design pełen chromowanych listew i nienaturalnych kształtów. Wystarczy spojrzeć na kontrastowy pas wokół maski, który dość mocno wyróżnia samochód. Nasz egzemplarz pokryty był białym lakierem, a jego uzupełnieniem były spore, 18-calowe felgi o atrakcyjnym wzorze.

Zgodnie z logicznym rozumowaniem jak coś ma być prestiżowe, dodawać nam atencji oraz wyglądać oryginalnie to musi sporo kosztować. Tak jest z resztą z segmentem aut premium, a do tego przecież ta marka aspiruje. Dlatego też mało atrakcyjnie wygląda cennik tego modelu. DS 5 startuje od niecałych 120 tysięcy złotych. Nasz egzemplarz z najmocniejszym silnikiem i bardzo bogatym wyposażeniem to koszt około 180 tys. złotych. Według mnie, z całą sympatią do tego niebanalnego auta, za dużo.

Czy to jednak oznacza, żeby od razu skreślać ten samochód? Oczywiście, że nie, bo to całkiem ciekawa propozycja dla ludzi lubiących komfort oraz ekstrawagancję zarazem. Mimo upływu lat to nadal zjawiskowe auto, a to jest jego najlepszą wizytówką.

Konrad Stopa
Fot. Grzegorz Wawryszczuk

www.motopodprad.pl

Komentarze