Czy fotografia zmierza do zagłady?

„Kiedyś to była fotografia”, „ Teraz to tylko ten Photoshop”, „Dawniej był aparat i fotograf” „36 klatek, trzeba było się nagłowić jak to wykorzystać, a nie to, co teraz”.  Słychać to w bardzo wielu rozmowach towarzyskich. Od kiedy cyfra na dobre zagościła pod strzechami, istnieje spór o to, w jakim kierunku podąża fotografia. Ale czy faktycznie można mówić o jej zagładzie?

Zapisywanie ulotnych chwil poprzez szkiełko na kliszę filmu lub częściej czujnik cyfrowy to bardzo szeroka dziedzina.  Od ponad dekady jesteśmy świadkami wielkich przemian w publikacji zdjęć. Internet postawił dotychczasowe sposoby komunikacji na głowie. Dzisiaj już wiadomo, że tak jak całość mediów, fotografia zmieniła swoje oblicze prawdopodobnie w sposób nieodwracalny. Dostępność aparatów cyfrowych, łatwość ich obsługi i przede wszystkim możliwość natychmiastowego śledzenia efektów, a jednocześnie wzmożona reklama spowodowały, że łatwiej spotkać na ulicy fotografa niż pracownika fizycznego. Na Instagramie loguje się dziennie ponad 75 milionów użytkowników, trudno sobie także wyobrazić stronę internetową, blog, gazetę czy nawet prezentację pozbawioną zdjęć. Te i wiele innych powodów składają się na coraz popularniejszą opinię, że prawdziwa fotografia się skończyła. Puryści twierdzą, że dawniej mieliśmy aparat fotograficzny, kliszę z 36 klatkami i fotografa, który musiał solidnie przemyśleć właściwy moment wciśnięcia spustu migawki. Potem spędzano noce w ciemni fotograficznej, często organizowanej w łazience. Efekty wyłaniające się w mrocznym świetle czerwonej żarówki ciemniowej przyprawiały o motyle w brzuchu. Dzisiaj króluje smartphone, patyk do robienia selfie, gotowe filtry upodabniające zdjęcia do tych z magicznych czasów, Facebook, Instagram, Flickr. Szybkie efekty, jeszcze szybsza publikacja, lajkowanie i zapominanie. Trochę jak ze studencką „metodą czterech z” – zakuć, zdać, zapić, zapomnieć. Gdzie się podziały czasy, z których pochodzą słynne na cały świat fotografie? Ikoniczny żyd przeskakujący kałużę – zdjęcie autorstwa Henri’ego Cartiera Bressona, portrety Richarda Avedona czy akty Helmuta Newtona? Oto moim zdaniem kilka powodów, poprzez które wszystko się zmieniło.

Szybkie efekty

Era cyfrowa to przede wszystkim nowy sposób zapisywania zdjęć. Cyfrowy czujnik pozwolił na znacznie szybsze oglądanie efektu. Dał także złudną możliwość pracy „na ilość”. Możemy wykonać praktycznie nieskończoną liczbę zdjęć. Czy dzięki temu można zrobić dobrą fotografię? Zapewne są tacy, którym się udało. Są też tacy, którzy wygrali w lotto… zdecydowanej większości się to jednak nie powiodło.

Podziały

Pewnego wieczoru udałem się na spotkanie autorskie z polskim fotografem – portrecistą. Lekko megalomańskim wypowiedziom artysty towarzyszył pokaz zdjęć. Podzielił fotografię na cyfrową i analogową, twierdząc że analog jest lepszy. Kwestia uznania. Jednak zasugerował także, że jedyna obróbka, którą stosuje, to zmiana kolorów. W tym samym czasie obserwowałem pokaz drastycznie „grzebanych” zdjęć…

Photoshop czyni cuda

Nowa era obrazowania spopularyzowała także cyfrową obróbkę. Nie tylko skomplikowany PS, ale także wiele innych narzędzi trafiło do komputerów fotografów. Powiedzenie „Dawniej był fotograf, dzisiaj Photoshop”, do którego zdarzało mi się już niejednokrotnie odnosić, jest z jednej strony wierutną bzdurą. W końcu wiele narzędzi w PS swoje nazwy przejęło od fizycznych przedmiotów, z których korzystano w ciemni fotograficznej. Z drugiej strony, patrząc na mnogość zdjęć, którym Photoshop zaszkodził, subiektywnie uważam – tak, często przesadzamy z obróbką. Nie mogę już patrzeć na wyczyszczoną do plastiku skórę modelek – one naprawdę mają pory! Błękit nieba na fotografiach często nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nawet Andreas Gursky, który mocno ingeruje w swoje prace, pozostawia niebo w naturalnych kolorach, nie przeciągając kontrastów i barw. O gustach się niby nie dyskutuje, ale niektórym warto dać szlaban na komputer…

Wszyscy robimy zdjęcia!

Przyznam, że miałbym spory kłopot zliczyć wszystkich fotografów, których znam osobiście. Znam fantastycznych artystów, których prace chętnie oglądam. Kibicuję ich karierze. Pozostała większość to fani pstrykania, amatorscy pasjonaci. Czy to źle? Absolutnie nie! Fotografowanie to fantastyczna pasja. Jednak wszystko, co staje się masowe, może się nudzić. Liczba przeciętnych zdjęć, które codziennie przewijają nam się przed oczami, w pewnym momencie przytłacza. Czasy są jednak takie, że broni się to, co dobrze pozycjonowane.

 

Dlaczego wciąż oglądamy setki fotografii dziennie?

W XXI w. posługujemy się przede wszystkim przekazem obrazkowym. To trochę paradoks, bo historia ludzkości pokazuje, że od tego zaczynaliśmy. Mnogość informacji, dostęp do nich i wzrastające tempo życia sprawiają, że stajemy się leniwi. Badania pokazują, że przestajemy czytać. Być może część tych, którzy rozpoczęli czytać ten tekst, nie dotarła nawet do tego momentu. Zbyt długi? Pewnie łatwiej i szybciej zobaczyć zdjęcie, niż śledzić przemyślenia fotografa. To powód, dla którego prędzej od tekstu zapamiętamy obraz. I pomimo że świat zalany jest przez kiepskie zdjęcia, podobnie jak przez niskiej jakości chińszczyznę, to dalej możemy oglądać mistrzowskie foty, które dają do myślenia.

Jaka zatem jest dzisiaj fotografia?

Ma się i średnio, i kiepsko, i świetnie. Najczęściej jest średnio. To trochę tak jak z dentystami. Na stu pewnie kilku jest świetnych, wielu przeciętnych, a część z nich to naciągacze. Reklama dźwignią handlu i nie wszystko złoto, co się świeci. Jednak nie jest chyba aż tak źle. Wciąż na świecie wydaje się mnóstwo albumów fotograficznych (odrobinę szkoda, że w Polsce niewiele jest miejsc, w których można je kupić. Na szczęście mamy internet.), niektóre magazyny bogate są w dobre zdjęcia. Możemy śledzić wiele fantastycznych wystaw poświęconych fotografii, bo ona właśnie teraz przeżywa swoje dość długie 5 minut.  Wielu fenomenalnych artystów jest w szczycie swojej formy i cały czas pracuje. Ruszając się kilkaset kilometrów z PL można trafić do wspaniałych sal wystawowych. Polska też małymi kroczkami idzie w kierunku promowania dobrej fotografii. Zatem dobra fotografia ma się nieźle, musimy jednak umiejętnie oddzielać chłam od sztuki.
Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od zdjęć pokazał ostatnio niemiecki „Bild”, wydając jeden ze swoich numerów pozbawiony jakiegokolwiek z nich. Chyba zatem nie ma co narzekać?

Więcej na www.madmassa.fotoblogia.pl

Felietony Michał Massy Mąsiora przeczytacie również w drukowanej i elektronicznej wersji Lounge Magazyn.

O SOBIE Wykładowca Warsztatów Sztuki Fotografii, absolwent kursów International Center of Photography w Nowym Jorku, Getty Images w Barcelonie i innych. Fotograf na co dzień zajmujący się modą i reklamą, prywatnie pasjonat wyżłów.
O SOBIE
Wykładowca Warsztatów Sztuki Fotografii, absolwent kursów International Center of Photography w Nowym Jorku, Getty Images w Barcelonie i innych. Fotograf na co dzień zajmujący się modą i reklamą, prywatnie pasjonat wyżłów.

 

Komentarze

„Kiedyś to była fotografia”, „ Teraz to tylko ten Photoshop”, „Dawniej był aparat i fotograf” „36 klatek, trzeba było się nagłowić jak to wykorzystać, a nie to, co teraz”....
" />