Czas totalnych indywidualności!

Serial "Beverly Hills 90210 | mat. prasowe

Lata 90. to dla mnie czasy totalnych indywidualności. W muzyce, modzie, filmie… w makijażu również. Trendy, jakie lansowano w tej dziedzinie, zakrawały o kicz, glam, nie było żadnych ograniczeń! Makijaż lat 90. był tak charakterystyczny, że dziś nie pomylimy tych trendów z żadnym innym. Kilka pomysłów wraca w kolejnych sezonach jak bumerang, a o kilku wolałybyśmy zapomnieć. Pamiętacie, co było popularne, co malowałyśmy sobie na twarzach (litości!)? Jeśli nie, to już spieszę by Wam przypomnieć.

Zacznę od mocnego wejścia – usta. Niezwykle popularne były ciemne kolory. Ciepłe brązy, śliwka, brzoskwinie – to były odcienie na topie. Pamiętacie Britney Spears w teledysku do „…Baby one more time” albo dziewczyny z popularnego wtedy serialu „Beverly Hills 90210”? Nie dość, że usta były brązowe, to jeszcze wydarzało się na nich swoiste ombre – ciemna konturówka i jasny środek. Żadna kobieta nie wyglądała w tym dobrze, a nastolatka postarzała się o co najmniej pięć lat.

Brwi. Kto teraz, czasem do przesady, nie podkreśla ich makijażem? W latach 90. też to robiono, ale brwi były cieniutkie jak nitki. Zerknijcie na zdjęcia Pameli Anderson z tamtego okresu, u niej akurat do dziś niewiele się zmieniło, jej brwi wyraźnie (!) wpisały się w kanon urody tamtych czasów.

Christina Aquilera poszła za trendem powyżej, ale pokazała nam coś jeszcze, jeśli chodzi o makijaż. Mianowicie, która z Was nie miała wtedy w kosmetyczce białego, błękitnego czy srebrnego perłowego cienia? Chyba każda, bo te kolory królowały na powiekach. Dodatkowo, mam wrażenie, że wtedy nie uznawano pojęcia blendingu, więc niekiedy makijaż wyglądał koszmarnie. Połysk był obowiązkowy na oczach i jednocześnie na ustach (błyszczyk odgrywał tu kluczową rolę), a malowanie powieki techniką „banana” znane było każdej szanującej się makijażystce.

Oczywiście modny był też naturalny look. Skóra matowa, delikatnie podkreślone policzki i usta w odcieniu brzoskwini, ciemniejsze lub jaśniejsze. Brwi w ich naturalnej postaci, krzaczaste, jak u Madonny czy Brooke Shields.

Aby dopełnić look, wspomnę jeszcze o fryzurach i dodatkach. Modne były jaśniejsze, grube pasma włosów, najlepiej blisko twarzy. No i oczywiście, te krótkie nastroszone z tyłu fryzurki. Czy fryzjerzy rozstawali się wtedy w ogóle z tą ich świetną, jak mniemali, degażówką? Żal nie wspomnieć o infantylnych dodatkach, które dziewczyny wpinały we włosy. Kwiatki, słodkie spineczki, koraliki, kokardki…

Nie wiem jak Wam, drogie Panie, ale mnie przeszywa dreszcz na myśl o powrocie do tamtych lat, jeśli chodzi o makijaż. Pewnie za dwadzieścia lat będziemy dyskutować o tym, jakie grzechy popełniamy teraz, ale póki co popełniajmy je, dozując współczesność w makijażu i nie wracajmy do przeszłości.

Karolina Ciochoń

Komentarze