Citroen c4 Cactus 1.6 e-hdi – lecimy na księżyc?

W motoryzacji, podobnie jak w każdej innej branży, moda zmienia się jak w kalejdoskopie. Obecnie na topie są crossovery. Nic więc dziwnego, że Citroen postanowił ten trend wykorzystać. Na szczęście zrobił to po swojemu. Powstał dzięki temu designerski Citroen c4 Cactus, który choć z pozoru przypomina łazik księżycowy, przy bliższym poznaniu okazuje się całkiem normalnym samochodem, ubranym jedynie w płaszczyk ekstrawagancji.

Styliści, tworząc Cactusa, pozwolili sobie na sporą dawkę szaleństwa. Można odnieść wręcz wrażenie, że w dniu zatwierdzania jego projektu do pracy nie przyszedł żaden ponurak. Tylko na niego spójrzcie. Trzy rzędy lamp z przodu, w tym wysoko umieszczone diody LED do jazdy dziennej, ogromna ilość blachy, zaokrąglone symetrycznie nadwozie oraz przełamujące tę symetrię relingi dachowe – wszystko to powoduje, że Cactusa nie da się pomylić z żadnym innym autem.

Spisali się też specjaliści od różnej maści gadżetów. Na pierwszy plan wychodzą specjalne panele bąbelkowe –„airbump” przytwierdzone do boków samochodu. Wypełniono je powietrzem, a ich zadaniem jest ochrona auta przed drobnymi zarysowaniami parkingowymi. Prawda, że pomysłowe? Ale to nie koniec. Na resztę nowinek zapraszam do środka. Znajdziemy tu m.in. poduszkę pasażera nietypowo umieszczoną w nadszybiu – „airbag in roof”, dzięki czemu udało się wygospodarować miejsce na bardzo pojemny i przydatny schowek. Miłośnicy retro stylistyki docenią zapewne fakt, że standardowe „trzymaki” do zamykania drzwi zostały zastąpione przez skóro podobne paski, a fanatykom amerykańskich filmów drogi, w Cactusie z automatyczną skrzynią, spodoba się zamontowana z przodu zamiast foteli kanapa, którą można przedzielić wygodnym podłokietnikiem.

Na desce rozdzielczej ilość przycisków została ograniczona do minimum – klimę, audio czy ustawienia auta obsługujemy za pomocą ekranu przyczepionego do panelu środkowego. Nie jest to zbyt wygodne, a na pewno już bezpieczne rozwiązanie – konia z rzędem temu, kto w zimie, w rękawiczkach zmieni ustawienia temperatury bez odrywania wzroku od drogi – ale całość wygląda dość nowocześnie. Szkoda tylko, że miejscami plastiki nie są najlepszej jakości, kierownicę ustawić możemy jedynie w pionie, a elektryczne szyby zostały pozbawione funkcji „auto”.

Przejdźmy do wrażeń z jazdy.

Jeździłem dwiema odmianami Cactusa. Pierwsza, słabsza, którą miałem okazję testować podczas oficjalnej prezentacji auta w Łodzi, była wyposażona w silnik o pojemności 1.2 litra, generujący mało powalające 82 KM. Ten sam silnik w najmniejszym Citroenie C1 jest więcej niż wystarczający, ale do Cactusa jakoś mi nie pasował. Samochód przyspieszał z wyraźnym oporem, niechętnie wkręcał się też na obroty, a 12,9 sekundy do 100 km/h tylko na papierze wygląda dobrze. Do tygodniowego testu otrzymałem wersję ze słabszym w gamie dieslem 1.6 e-HDI o mocy 92 KM ze zautomatyzowaną skrzynią ETG6. Ten silnik to znana i ceniona jednostka koncernu PSA. Cactus w nią wyposażony przyspiesza do 100 km/h (z automatem) w 12,6 sekundy. Niby tylko 3 setne lepiej od 82-konnego benzyniaka, ale wrażenie jest jakby to było minimum 3 sekundy. I to mimo dość powolnie zmieniającej biegi skrzyni – po każdym wrzuceniu przez nią wyższego biegu samochodem szarpie jak statkiem po falach oceanu. Ale i tak to wrażenie jest o wiele lepsze, niż w podobnie skonstruowanej skrzyni biegów w testowanym przeze mnie na początku jesieni Seacie Mii A/T. Jest za to w tym automacie coś, co bardzo przypadło mi do gustu, a mianowicie jego obsługa. Wystarczy bowiem jedynie nacisnąć przycisk i w drogę. Prościej się już nie da.

1 of 2

Komentarze

W motoryzacji, podobnie jak w każdej innej branży, moda zmienia się jak w kalejdoskopie. Obecnie na topie są crossovery. Nic więc dziwnego, że Citroen postanowił ten trend wykorzystać. Na szczęście zrobił to po...
" />