Cały ten retusz [Massa]

Cały ten retusz [Massa]
Francja wprowadziła istotne zmiany dotyczące retuszowanych zdjęć. Czyżby sztuczność miała zacząć znikać? Wydaje mi się, że krok jest właściwy Jednak francuskie przepisy mają na celu znacznie mniej, niż nam się wydaje.

Niemądrym jest ten, który twierdzi, że za czasów analogowych fotografowie nie wpływali na zdjęcia. Ciemnia fotograficzna dawała wiele możliwości ingerencji w obraz. Maskowanie, wywabianie przebarwień na skórze, korekcja piórkiem i wiele innych metod, pozwalających upiększyć fotografie, były w tych czasach dostępne. Faktem jednak jest, że nie korzystali z nich wszyscy. Raczej były to czynności zarezerwowane dla profesjonalistów lub bardziej zaangażowanych pasjonatów.

Era cyfrowa, wraz z aparatami, przyniosła fantastyczne rozwiązania do wywoływania i retuszowania cyfrowych plików. Laboranci z ciemnych pomieszczeń laboratoryjnych przenieśli się przed ekran komputera, zasiadając na wygodnych fotelach. Domorośli pasjonaci pracowali wcześniej nad fotografiami w ślepych łazienkach, terroryzując domowników, którzy w czasie przygotowywania odbitek nie mogli korzystać z wygód ustępu spłukiwanego. Retusz nie wymaga już ciemni. Oczywiście, każdy z nas ma wśród znajomych kogoś, kto dalej zarywa noce, pasjonując się wyłaniającymi się w czerwonym świetle fotografiami. Jednak większość pracuje już w warunkach cyfrowych.  Rewolucja digitalna spowodowała pewne zachłyśnięcie możliwościami Photoshopa. I podobnie jak wprowadzenie płyty CD w przemyśle muzycznym, kiedy  rock n’roll został pozbawiony szumów, fotografia mody i reklamy zaczęła wyglądać zbyt idealnie. Plastikowe twarze pozbawione porów na skórze, wyidealizowana symetria twarzy, dogięte owale sylwetki i wyczyszczone białka oczne raziły swoją perfekcją.

 

Francuska robota

Francuzi po grubo ponad 25 latach od wprowadzenia na rynek aplikacji Photoshop, zmienili zasady publikowania zdjęć retuszowanych. Każda publikowana  i prezentowana w przestrzeni publicznej fotografia, w której zmieniony został kształt ciała człowieka w procesie obróbki cyfrowej, musi nosić podpis „Photographie retouchée”. I pod groźbą srogich kar będzie to sprawdzane przez odpowiednie służby.  Przepis nie obejmuje jednak ingerowania we włosy czy kształt twarzy. Cała sprawa ma na celu walkę z anoreksją. I mimo że Francja nie jest pierwszym państwem wprowadzającym takie obostrzenia, to zmiana stała się słynna na całym świecie. A kolejne agencje fotograficzne zaczynają wprowadzać zakazy cyfrowej ingerencji w kształt ciała modeli i modelek. Słynne domy mody ogłaszają, że nie będą zatrudniać już wychudzonych modelek, ale co to oznacza dla fotografii?

 

Niby idzie nowe

W polskich i zagranicznych portalach można przeczytać bardzo różne opinie. Większość komentujących uznaje zasadność przepisu. Są tacy, którzy poddają w wątpliwość jego sprawdzalność.  Inni wieszczą koniec ery wychudzonych modelek i sztuczności w fotografii. Mnie się wydaje, że to dobry krok, choć pamiętajmy, że dotyczy dość wąskiej kategorii zdjęć.

Zachód zaczął odchodzić od przesadnego retuszu już kilka lat temu. Niedoskonałości i zmarszczki wracają na okładki magazynów i do reklam. Wciąż jednak zdarza się, że biorąc do ręki nasze rodzime wydawnictwa (to nie oznacza, że za granicą nikt tak nie robi), z polskimi celebrytami, oglądam osoby delikatnie mówiąc nie przypominające siebie.

 

Ale świat fotografii tkwi w tym bardzo głęboko

Jestem daleki od ocen. Wielu znanych fotografów otwarcie przyznaje się do ingerencji w swoje zdjęcia. Andreas Gursky wyczyścił swój „Ren II” w bardzo mocny sposób, podobnie jak zrobił to z wieloma innymi swoimi projektami. Gregory Crewdson także nie kryje przywiązania do zmian cyfrowych na swoich zdjęciach, mimo że na planie pracuje dla niego wielka ekipa, panująca nad wszystkim. Z drugiej strony znana jest dość skandaliczna sprawa z nieudolnie retuszowanymi kubańskimi fotografiami, których autorem jest Steve McCurry, znany jako dokumentalista. Co jakiś czas mamy do czynienia z aferą retuszerską podczas konkursu „World Press Photo”.  W dążeniu do doskonałości pomaga możliwość ingerencji w zawartość zdjęcia. Nie zawsze jest to jednak dozwolone.

 

Starsi mistrzowie szczycili/szczycą się, że nie ingerują

Helmut Newton we wstępie do swojego albumu „SUMO”, podsumowującego całość pracy, zawarł zdanie, że zdjęcia nie były cyfrowo poprawiane. Peter Lindbergh cały czas twierdzi, że jego prace powstają w stu procentach na sesji i nic nie jest zmieniane komputerowo. Większość dokumentalistów nie ingerowało, ani aktualnie nie ingeruje w swoje fotografie. Znani portreciści i fotografowie mody za czasów analogowych większość efektów uzyskiwali dzięki oświetleniu i właściwym warunkom oraz umiejętności złożenia wszystkiego w całość.  Pomysł i poszukiwanie kadru, a wreszcie decydujący moment wciśnięcia spustu migawki.

 

Czym są zatem dzisiejsze zdjęcia?

W mojej opinii nie ma znaczenia, jak mocno wpływasz na to, co zawarte jest w ostatecznym kadrze. W całej historii sztuki raz modne było upiększanie i poprawianie, w innych czasach przedstawiano postaci w sposób rzeczywisty. Fotograficznie jesteśmy dalej w czasach aplikacji PS. To od fotografa zależy, jak intensywnie z niej korzysta, a do odbiorców należy ocena, czy ostateczny efekt na nich działa. Problemem jednak staje się uczciwość. I to chyba o tym jest cały ten tekst. Jeśli decydujesz się ingerować w swoje zdjęcia, a umiesz zrobić to tak, że tego nie zauważamy, to nie ukrywaj. Jeśli zaś pokazujesz świat w sposób rzeczywisty, nie próbuj nas oszukiwać tanimi chwytami. W końcu poza ingerencją w zawartość obrazu, fotografia ma wiele innych narzędzi, by świat pokazać innym, niż widzimy go na co dzień. Zdjęcie może kłamać i to jest jeden z jego największych atutów. Ale bądźmy uczciwi, retuszowałeś,  to nie mów że tego nie robiłeś…

Michał Massa Mącior

Komentarze