Bussines is bussines

Klasa biznes rządzi się własnymi prawami. Nie tylko w przypadku linii lotniczych, lecz także w motoryzacji. Jeżeli dysponujesz odpowiednimi środkami, to samochody marek premium ugoszczą Cię prawdziwymi luksusami. Za dopłatą możesz mieć wszystko, od gwiazdek w podsufitce przez skórę z merynosów na fotelach po kieliszki do szampana za prawie 20 tys. zł.

Wyobraźcie sobie, że zajmujecie miejsce na tylnym fotelu Rolls-Royce’a, czujecie delikatną woń szlachetnej skóry, ze specjalnego etui w schowku możecie wyjąć cygaro, z głośników najwyższej klasy sączy się delikatna muzyka, a wasze stopy zatapiają się w dywaniku miękkim niczym baranek. Czego brakuje do pełni szczęścia? Oczywiście, małych świecących diod na podsufitce imitujących gwiazdy. 1600 świecących punktów kunsztownie wplecionych w dach Rollsa kosztuje około. 50 tys. zł, ale efekt (nie tylko) na pierwszej randce gwarantowany.

Zejdźmy jednak na ziemię i zajrzyjmy na tylne fotele flagowych limuzyn od Audi, BMW i Mercedesa. Klasa biznes powinna przede wszystkim oferować więcej miejsca, a więc dobrze zacząć od wyboru przedłużonej wersji auta. Taka przyjemność kosztuje około 30 tys. zł, ale dzięki temu z tyłu będziecie mogli ułożyć się naprawdę wygodnie. I to nie na zwykłej kanapie, ale na osobnych fotelach, które za odpowiednią dopłatą stworzą prawdziwy Executive Lounge w waszym samochodzie. Tak właśnie nazywa się pakiet w nowym BMW serii 7, dzięki któremu za 60 tys. zł poczujecie prawdziwy luksus. Podgrzewanie lub wentylacja w fotelach? To banał. Dzisiaj na topie są masaże, funkcjonalne stoliki, tablety w zagłówkach, możliwość wydłużenia siedziska lub wysunięcia podnóżka. Najlepiej za pomocą pilota, nie przycisków. Między fotelami powinna znaleźć się mała lodówka – Moëta przecież nie wypada pić w temperaturze pokojowej. Mercedes-Maybach S do lodówki oferuje dodatkowo dwa kieliszki do szampana za skromne 18 tys. zł.

Klasa biznes to również skóra. Mnóstwo skóry. Wszędzie – od boczków drzwi przez podłokietnik po zagłówki. Z tym również nie ma problemu w samochodach marek premium. Chociaż tanio nie będzie. Pokrycie większej części wnętrza BMW 7 skórą z merynosów to wydatek 34 tys. zł. Ale ten dodatek nie ma szans w zestawieniu z pakietem Valcona 4 (czwarty stopień wtajemniczenia w klasę biznes?) w Audi A8 za… 72 tysięcy. W tym wypadku skórą pokryta jest nawet kolumna kierownicy, czyli ten element, na który nigdy nie zwrócilibyście uwagi.

Nie można zapomnieć o nagłośnieniu, w którym nawet czołówka „Informatora ekonomicznego” Wiktora Legowicza w Radiowej Trójce zabrzmi intrygująco. W Mercedesie klasy S zadba o to system Burmaster za 36 tys., którego głośniki umieszczone są również na suficie. BMW serii 7 proponuje nagłośnienie Bowers&Wilkins Diamond Surround za 28 tys. zł, zaś Audi A8 19 głośników firmowanych przez Bose za prawie 30 tys. Systemy audio najwyższej klasy mają nie tylko grać, lecz także wyglądać tak, jak na klasę biznes przystało. Jeszcze zanim popłynie z nich dźwięk mogą się obracać i kunsztownie wysuwać, tworząc prawdziwy wizualny spektakl.

Klasa biznes lubi też zegarki. Jednym z najnowszych i jednocześnie najbardziej spektakularnych dodatków, jakie można obecnie zamówić w samochodzie jest zegarek w Bentleyu Bentayga. To Bertling z unikatowym mechanizmem Tourbillon – kosztuje… tyle co sam samochód, a ten do najtańszych nie należy, bo jego cena w przeliczeniu zaczyna się od około 800 tys. zł. Cóż, bussines is bussines.

Tekst: Michał Sztorc/PremiumMoto.pl
Zdjęcia: producenci

Komentarze

Klasa biznes rządzi się własnymi prawami. Nie tylko w przypadku linii lotniczych, lecz także w motoryzacji. Jeżeli dysponujesz odpowiednimi środkami, to samochody marek premium ugoszczą Cię prawdziwymi luksusami. Za dopłatą...
" />