Bieber i Klein c.d., czyli Baby, baby ooh no

Kampanie Calvina Kleina niezaprzeczalnie słyną ze swojej kontrowersyjności oraz z wysokiego aspektu wizualnego. Wczoraj  (tu) pokazaliśmy głos za. Mnie jednak najnowsza kampania, z udziałem Justina Bieber’a oraz Lary Stone, nie przekonuje.

Może to niesprawiedliwe podejście, ale ja na zdjęciach wciąż widzę twarz słodkiego nastolatka. Nastolatka z charakterystyczną fryzurą, śpiewającego „Baby, baby oooh…”. Z pozoru dorosły i męski, ale zapamiętany jako słodki nastolatek, który pozuje z modelką o najbardziej seksownym wyglądzie w branży. Pomiędzy nimi nie ma najmniejszej chemii. Nie wytworzyła się nić porozumienia, ani nawet wspólny język. Wszędzie są razem, a jakby osobno. Lara Stone pozuje, flirtuje i uwodzi. Stara się wciągnąć Bieber’a w swoją grę, ale Justin jest niewzruszony.

Nie tak wyglądają dobre kampanie.

Najlepszym przykładem jest kampania z 1992 roku, z wówczas osiemnastoletnią Kate Moss. Mark Walberg wygląda jak chłopak z sąsiedztwa, a koło niego siedzi jego młoda i niewinna dziewczyna starająca się poczuć bliskość jego ciała. Drugim przykładem jest kampania, z 2007 roku, z udziałem modela Djimon’a Hounsou. Minimalistyczna i oparta na pięknie męskiego ciała.

Nie jestem ani zwolenniczką ani „hejterką” Justina Bieber’a. Jednak po kultowych kampaniach Calvina Kleina spodziewałam się czegoś lepszego. Progresu. Chęci znalezienia nowej drogi w celu zaszokowania odbiorcy. Czegoś co wywoła burzę zachwytów, opartych nie tylko na osobie idola nastolatek.

Agnieszka Bień

Komentarze

Kampanie Calvina Kleina niezaprzeczalnie słyną ze swojej kontrowersyjności oraz z wysokiego aspektu wizualnego. Wczoraj  (tu) pokazaliśmy głos za. Mnie jednak najnowsza kampania, z udziałem Justina Bieber’a oraz Lary Stone,...
" />