Test: Skoda Superb 2.0 TDI 4×4 L&K

Premiera nowego Superba to jedne z bardziej oczekiwanych debiutów 2015 roku. Nasza redakcja musiała czekać na ten rynkowy hit trochę dłużej. Czy w takim razie ten nowy Superb spełnia te wszystkie oczekiwania?

Skoda swoją flagową limuzynę ceni bardzo wysoko i naprawdę bardzo mocno postarała się by trzecia generacja Superba nie odbiegała od konkurencji. Flotowcy już dawno zrozumieli, że Prezes w aucie bez znaczka z Niemiec lub Azji nie traci zbytnio na fasonie, a firma może trochę zaoszczędzić. Czy tak samo powinien myśleć szary Kowalski?
Porównując z poprzednią generacją nowy Superb wizualnie prezentuje ogromny progres. Przynajmniej moim skromnym zdaniem nadwozie tej Skody jest mega atrakcyjne. Ostre linie pojawiają się na prawie każdym elemencie samochodu. Warto zwrócić uwagę na niejednolitą maskę, która kończy się aż na zderzakach tworząc wspomniane krzywizny. Taki zabieg trochę jak z muscle carów.

W białym lakierze z czarnym oknem dachowym auto oprócz dynamizmu cechuje też elegancja. Skoda postawiła nasz testowy egzemplarz na sporych, 18-calowych felgach – uwaga w kolorze antracytowym – cokolwiek to znaczy. Z przodu samochód oprócz, znanego ze wszystkich modeli grilla, uzupełniają biksenonowe reflektory ze światłami do jazdy dziennej w technologii LED. Co ciekawe są one adaptacyjne, więc ich słup światła dociera naprawdę we wszystkie niewidoczne zakamarki. Posiadają one również opcję automatycznie wyłączanych „świateł długich”.

Wracając jeszcze do designerów Skody, zgrabnie ukryli wymiary tego długiego sedana (4861x1864x1468 mm). Wygląda on dużo lżej niż poprzednik (waga 1620 kg). Tył auta nie jest już tak widowiskowy jak reszta, ale automatycznie otwiera klapa bagażnika niweluje ten obraz. Podsumowując z zewnątrz Superb na pewno nie rozczarowuje.
Wewnątrz jednak panuje z goła inny klimat. Oczywiście pojawiają się materiały dobrej jakości, które wytrzymają wiele tysięcy kilometrów, aczkolwiek ich wygląd jest trochę nudny. Mimo iż do dyspozycji miałem wersję top Laurin&Klement to w aucie jest statecznie (kilka emblematów wewnątrz i na karoserii). Nie brakuje opcji wyposażenia typu dotykowy ekran z nawigacją, łącznością Bluetooth, MirrorLinkiem i innymi standardowymi bajerami jak elektrycznie regulowane i podgrzewane lub wentylowane fotele (również z tyłu) oraz automatyczna klimatyzacji trzech stref. Wszystko działa prosto i ergonomicznie, aczkolwiek nie jest tu tak elegancko jak w Passacie. Kawałek plastiku w fortepianowej czerni oraz skórzana tapicerka to trochę za mało!

Pan Prezes średniego przedsiębiorstwa może jednak na tylnej kanapie siedzieć spokojnie. Będzie miał do dyspozycji sporo miejsca na nogi oraz głowę. Nawet gdyby był większych rozmiarów i lubił siłownię to rozstaw osi na poziomie 2841 mm spełni jego oczekiwania. Jazdę ukoi mu doskonały system audio Cantona (12 głośników i subwoofer o mocy 610 W), który w połączeniu z dobrze wyciszonym wnętrzem auta oraz dyskiem twardym Jukebox zagra sporo kawałków. W tunelu środkowym oprócz wejścia 12 V pojawiło się też zwykłe gniazdko. Niestety lepiej, żeby Prezes nie pracował w firmie graficznej, bo we wnętrzu Superba zanudzi się na śmierć… jedynym wyróżnikiem jest oświetlenie LED, które może być jednym z 3 kolorów (niebieski, zielony lub beżowy).

Przestrzeń znaną ze Skody widać w Superbie na pierwszy rzut oka. Wystarczy choćby otworzyć bagażnik, który liczy aż 625 litrów. Skrywa on też sporo rozwiązań Simply Clever, jak siatki, pokrowiec na narty, haczyki czy wyjmowana latarka. Z drzwi Superba wyjąć można też 2 parasolki – to o jedną więcej niż w poprzedniej generacji! Niestety zabrały one trochę miejsca w drzwiach i zamykając drzwi nie za bardzo jest za co złapać. To jedyny minus ergonomiczny jaki zauważyłem podczas całego testu.

Emocji próżno szukać też w jeździe Superbem. Mimo, że pod maską znajduje się 190-konny turbodiesel o pojemności 2 litrów i legendarnym oznaczeniu TDI. Teoretycznie dane techniczne obiecują 400 NM maksymalnego momentu obrotowego oraz sprint do setki w 7,6 sekundy, a „zamknięcie” licznika przy 229 km/h to autem jeździ się dostojnie. Owszem , Superbowi nie brakuje mocy i dynamiki, lecz jego ustawienia po prostu nie nastrajają do szybkiej jazdy.
Nie zmieniają też tego nawet tryby pracy, których jest 4 (Comfort, Normal, Sport i Indyvidual). Auto zestrojono dosyć miękko i jego głównym zadaniem jest pokonywanie kolejnych kilometrów w jak najbardziej komfortowy sposób. Czuć to od razu po rozpoczęciu podróży i dociśnięciu gazu, czy samym układzie kierowniczym. Tak jak mówiłem, epitet „dostojny” jest idealnym określeniem jazdy tym samochodem. Nie oznacz to jednak, że prowadzenie Superba męczy lub jest bardzo nudne – co to, to nie!

W dystyngowanym prowadzeniu pomaga świetne DSG z 6 przełożeniami (i ewentualnym trybem S lub M z manetkami przy kierownicy). Za pomocą tej szybkiej skrzyni możemy oddać się spokojnej jeździe, w której pomoże również aktywny tempomat. Na wszystkie niespodzianki atmosferyczne zadba dołączany elektrycznie napęd 4×4 ze sprzęgłem Haldex. Przy takiej aurze jak za oknem (deszczowe przymrozki) rozwiązanie idealne! Posiadanie takiego napędu na pewno uspokaja również podczas planowania najbliższego wyjazdu na narty lub na szalonego Sylwestra.

Automat oraz napęd na wszystkie łapy wpływa jednak na spalanie samochodu. Według mnie 10 litrów ON w mieście to akceptowalna liczba. Oczywiście jest to wartość adekwatna do wielkomiejskich korków i spóźnień na porządku dziennym. W trasie spokojnie na ekranie komputera pokładowego między zegarami można zobaczyć nawet 6 litrów. Dzięki temu i bakowi o pojemności 66 litrów zasięg auta zatankowanego pod korek to ponad 1000 kilometrów. Minimalna wartość spalania jaką podaje czeski producent to 4 litry… – chyba muszę poćwiczyć ecodriving.

Cenowo Superba rozpoczyna kwota 79 500 zł za najmniejszy silnik benzynowy 1.4 TSI. W konfiguracji z dwulitrowym dieslem to wydatek 102 500 zł. Nasz testowy egzemplarz to koszt 178 700 zł gdzie samo wyposażenie dodatkowe podniosło rachunek o ponad 20 tys. zł. Fakt jednak, że do auto mało co mógłbym jeszcze dołożyć. To dużo, ale w porównaniu choćby do VW, chyba starczyło by jeszcze na firmowe Citigo lub Fabię.

To powoduje, że Superb trafi na pewno do wielu firm, ale także prywatnych domów. Ja większość testu spędziłem jednak na fotelu kierowcy, więc mam mieszane uczucia odnośnie jego kupna. Dla wszystkich pasażerów jednak Superba bardzo polecam. Rodzina z tej limuzyny Skody na pewno będzie zadowolona – w końcu kierowca to tylko jedna osoba, a żyjemy w demokracji!
Konrad Stopa
Fot: Jakub Głąb

www.motopodprad.pl

Komentarze