BMW 430d GC

Po przygodzie z BMW 435i, któremu nadal przypisuję miano wspaniałego cruisera, przyszedł czas, żeby ostudzić rozgrzane od pedałów stopy. BMW 430d Gran Coupe z napędem na cztery koła, choć zbiera się prawie identycznie jak 435i, zapewnia zupełnie inne emocje. Na próżno w nim szukać sportu, ale czy to wada?

Cóż, i tak i nie, bo ja niestety nadal nie do końca łapię sensu produkowania samochodu, który choć coupe chciałby być, w żaden sposób nim nie jest. BMW jednak, wzorem swoich głównych rywali, nie odpuszcza w walce o klientów w każdej klasie – nawet takiej, której jeszcze nikt wcześniej nie wymyślił. Mamy więc BMW 3, BMW 3 Gran Turismo, BMW 4, BMW 4 Gran Coupe, a w o rozmiar mniejszej klasie pełną wariację na temat BMW 1, która w wersjach coupe i minivan zamienia się w 2-kę, a niebawem zadebiutuje także jako Gran Coupe. Po co to wszystko? BMW odpowiada – żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ale czy rzeczywiście aż tyle możliwości oczekuje klient? Miałem już okazję jeździć BMW 428i Gran Coupe, które testował dla nas jeszcze Artur Ostaszewski, więc to nie pierwsza moja przygoda z tym autem, i po kilku dniach za kierownicą 430d GC podtrzymuję moje zdanie, że nie rozumiem tych, którzy chcą z właśnie tym autem związać się na dłużej. Mimo to sądzę, że 430d GC zasługuje na uwagę i chętnie Wam o swoich wrażeniach z jazdy tym autem opowiem.

Bmw-430d-GC-6

 

Piękne jak coupe?

Bez bicia stwierdzam, że Gran Coupe jest prawie najładniejszą z odmian trójki i czwórki. GT wygląda lekko komicznie i ociężale, zwykła trójka trochę się już opatrzyła, a GC ma zdecydowanie lżejsze, elegantsze i bardziej klasyczne kształty. Dlaczego więc użyłem słowa „prawie”? No cóż, jak to mówią: „prawie robi różnicę” i w tym przypadku też tak jest. Jakby się bowiem styliści z Monachium nie postarali, efekty ich pracy nie dorównały temu niepowtarzalnemu, groźnemu i bardzo seksownemu projektowi zwykłej 4-ki, którą uważam aktualnie za najładniejsze produkowane BMW (niech się entuzjaści smukłej nowoczesności i8 nie obrażą – na hybrydowe, sportowe BMW nadal patrzę jak na Marsjanina).
To, co muszę oddać jednak projektantom z Monachium to umiejętność stworzenia wrażenia lekkości, jaką bez wątpienia może się pochwalić BMW 4 GC. Do agresywnego przodu, który płynnie przechodzi w bardzo elegancki bok dopasowano świetne zakończenie – tył smukły, acz wyrazisty niczym pupa tancerki dancehall. Najbardziej podoba mi się w nim łagodne zejście dachu i ta niewielka szybka tuż za tylnymi drzwiami. Patrząc na BMW tylko z tego ujęcia, można mieć wrażenie, że tylnych drzwi w ogóle nie ma. One jednak tam są, do tego wcale nie pożałowano połaci blachy na ich wyprodukowanie, przez co zajęcie miejsca na tylnej kanapie nie nastręczyło mi żadnych trudności.

Bmw-430d-GC-11

 

 

Testowane BMW opuściło fabrykę w bardzo bogatej, a przy tym dostojnej wersji Individual, czyli obyło się bez pakietu M zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. Moim zdaniem nie popsuło to niczego – BMW 4 polakierowane w kolorze szarego mineralnego metaliku (dopłata 4221 zł) i obute w 19-calowe felgi z linii indywidualnej (dopłata 9797 zł za komplet) wygląda smacznie. Całość dekorują szyby bez ramek (oczywiście wszystkich drzwi) i świetnie po zmroku wyglądające diody LED; zarówno przednich jak i tylnych świateł.

Bmw-430d-GC-16

 

Wewnątrz, jak przystało na wersję Individual, atmosfera luksusu doprowadza do szaleństwa. Sportowe siedzenia obito miłą w dotyku kremową skórą, w dodatku możliwość ich regulacji sprawia, że bez problemu uda się je dopasować do każdej sylwetki kierowcy i pasażera. Ale to nie wszystko, bo BMW 430d zostało doposażone w pakiet Edition Exclusive za bagatela 58 469 zł, zatem smaczków jest o wiele więcej. Boczki drzwi wykończono plecioną skórą o bardzo ciekawej fakturze, natomiast dół deski rozdzielczej pokryto kremową, a górę antracytową skórą. Podsufitka, z miłego w dotyku pluszu również otrzymała kolor antracytowy. Dekorację uzupełniły listwy ozdobne z błyszczącego plastiku i trochę chromu, który na szczęście był zimny w dotyku. W dodatku wszystko zostało bardzo porządnie zmontowane i tylko do plastików znajdujących się w mniej wyeksponowanych miejscach można mieć minimalne zastrzeżenia. Nic jednak nie skrzypi – podczas jazdy na dziurach czujemy się więc jak w aucie klasy Premium.

Bmw-430d-GC-26

 

BMW Polska doposaża wszystkie swoje samochody w większość opcji z bardzo szerokiej listy. Dla porządku dodam jednak, że testowana czwórka otrzymała ponad standard nieźle grający zestaw od Harman Kardon, pakiet BMW ConnectedDrive, nawigację Professional, wyświetlacz Head-up (tego jeszcze w żadnym testowanym BMW nie miałem, a okazało się bardzo przydatne), mnóstwo elektronicznych brzęczyków informujących o zagrożeniach, korkach i innych niebezpieczeństwach, 8-biegową, automatyczną skrzynię biegów ZF oraz system wyboru trybu jazdy. O wszystkich tych dobrodziejstwach pisałem już niejednokrotnie. Nadal uważam, że skrzynie automatyczne w BMW należą do ścisłej czołówki, zmiana trybu jazdy jest naprawdę odczuwalna i w ramach aktualnego nastroju łatwo dopasować samochód pod siebie, a system nawigacji z opcją rysowania palcem po padzie jest po prostu rewelacyjny. Nie będę więc zanudzał Was po raz kolejny tym samym.
Zanim jednak opiszę wrażenia z jazdy dodam jeszcze, że z tyłu, chociaż łatwo się tam dostać, BMW swoich pasażerów nie rozpieszcza ani miejscem na nogi, ani tym bardziej miejscem na głowę. Tak naprawdę można tam przewieźć dwoje zasuszonych staruszków lub dwoje niewyrośniętych nastolatków. Na szczęście kanapa jest bardzo wygodna. Za nią znalazł się bardzo pojemny i kształtny bagażnik, który jak na coupe może przyjemnie zaskoczyć miłośnika dalszych wyjazdów. Czy jednak o to chodzi w takim aucie?
Przejdźmy do jazdy!

A jeździć jest czym, i choć suche dane może tego nie potwierdzają (mówię o tych dotyczących mocy), BMW 430d jest bardzo szybkie. 258 KM w połączeniu z napędem xDrive pcha 1680 kilogramów nad wyraz sprawnie. Pierwszą setkę 430d łapie już po 5,3 sekundy!!!, a prędkościomierz zaczyna się buntować przed dalszym rozpędzaniem, gdy wskazówka dojdzie do 250 km/h. W dodatku 560 Nm gotowe jest w każdej chwili i przy każdej prędkości katapultować kierowcę, nawet z trójką pasażerów do przodu w takim tempie, że radzę nie próbować tego na pełny żołądek. Jednocześnie, na polskich drogach BMW 430d GC zapewnia, przy tak dobrych osiągach, spokój, ciszę i harmonię – resorowanie nie jest twarde i to mimo 19-calowych, niskoprofilowych opon.
Nic dziwnego, bo 430d GC, w przeciwieństwie do 435i, którym jeździłem w lecie nie jest autem sportowym, nie jest też, jak to lubię nazywać cruiserem zapewniającym radość z szybkiej jazdy. I wcale nie chodzi o to, że sześciocylindrowy silnik diesla pracuje jak… diesel, a z głośników pasażerom dogrywa dźwięk widlastej ósemki. BMW dorzucając w pakiecie tylne drzwi zbudowało limuzynę, a nie coupe. I to limuzynę, do której nikt nie wsiądzie z tyłu, bo może nie zmieścić głowy pod podsufitką. Owszem, 430d GC jeździ jak po sznurku, rewelacyjnie trzyma się podłoża, ma tylko minimalnie zbyt lekko pracujący układ kierowniczy, ale to jakoś bardzo nie przeszkadza. Po prostu wygląda jak limuzyna, jeździ jak limuzyna – jest limuzyną. I kropka.

Coś na kształt podsumowania…
Być może wielu z Was się ze mną nie zgodzi, ale wolałbym zwykłą czwórkę, bo jest prawdziwsza lub trójkę, jeśli zamierzałbym kogoś z tyłu wozić. 430d GC to świetny samochód, ale na pewno nie dla mnie, o czym niech świadczy fakt, że na jego sesję zdjęciową wybrałem się z kolegą, który przyjechał Subaru Foresterem 2.5T. Pod koniec sesji chciałem się zamienić… Dla kogo więc jest to auto? Może Wy mi odpowiecie? Zanim jednak się nad tym zastanowicie powiem Wam ile to auto kosztuje. Doposażone w większość opcji o wartości ponad 100 tys. zł dokładnie 361 tysięcy złotych!

Adam Gieras

www.motopodprad.pl

Komentarze

Po przygodzie z BMW 435i, któremu nadal przypisuję miano wspaniałego cruisera, przyszedł czas, żeby ostudzić rozgrzane od pedałów stopy. BMW 430d Gran Coupe z napędem na cztery koła, choć zbiera się...
" />