Fashion Designer Awards – przepustka do świata mody

Joanna Sokołowską-Pronobis. fot: Monika Szałek
Jest dowodem na to, że nie trzeba stać się celebrytą, by być znanym i ze swojego nazwiska zrobić rozpoznawalny brand w świecie mody. Z pasją i przyjemnością pomaga młodym projektantom w stawianiu pierwszych kroków w modowym biznesie. O 8. edycji konkursu, prowadzeniu agencji eventowo-piarowej i korporacyjnych korzeniach rozmawiam z Joanną Sokołowską-Pronobis, pomysłodawczynią i producentką największego konkursu dla młodych projektantów w Polsce – Fashion Designer Awards.
fot. Monika Szałek
fot. Monika Szałek
Czy 8. edycja Fashion Designer Awards jest już dopięta?

Tak, projekt startuje 16 grudnia, w związku z tym zbliżamy się ku końcowi. Trwają ostatnie prace. Grono jurorów prawie w komplecie. Partnerzy, media, patroni – również. Jeszcze rozmawiamy z gościem specjalnym, którego nazwisko podamy jak zawsze na spotkaniu prasowym w połowie stycznia. Temat w tym roku będzie bardzo… szalony.

To już 8. edycja. Zaczęłaś w 2008 roku. Pomysł zrodził się w Nowym Jorku, gdy byłaś na wakacjach. Co zainspirowało Cię do stworzenia konkursu?

Mimo, że w Polsce były już konkursy dla młodych projektantów, chciałam zrobić konkurs ,,po mojemu” i pokazać, że może być to projekt długofalowy, składający się z kilku etapów, mający bardzo mocne filary, jak grono ekspertów, półfinał w przestrzeni publicznej i unikatowa pula nagród. Chciałam dać młodym projektantom możliwość pokazania się szerokiej publiczności. Gala jest ich pierwszym pokazem, dlatego zależy mi na tym, by była bardzo duża i bardzo prestiżowa. Gościmy ponad 600 osób. Chcę, żeby młodzi projektanci uwierzyli, że zasługują na to, by ich kolekcje były pokazane w jak najlepszym otoczeniu, w najlepszym ,,opakowaniu”, przy udziale najlepszych modeli, modelek, scenografii i produkcji. Muszą być świadomi, że jeśli chcą wejść w ten świat, muszą zaczynać z bardzo wysokiego pułapu.

Gdy miałaś 21 lat pewna osoba znacząco wpłynęła na Twoją karierę. Teraz to Ty pomagasz młodym projektantom. Dlaczego jest to tak ważne dla Ciebie?

Dziś w ogóle młodym ludziom jest trudno ze względu na brak autorytetów. Ważne jest, by mieć w życiu mentora, kogoś, kto wskaże im drogę. Obecnie młodzi ludzie są bardzo samodzielni, niezależni, co czyni ich indywidualistami. Mają poczucie, że wszystko mogą sami, a tak nie jest. Trzeba im pokazać możliwości. Staram się, bo widzę w tym sens i wielką przyjemność.
Pomagasz nie tylko w czasie konkursu, ale także obejmujesz opieką zwycięzcę.
Tak, zależy mi na tym, by nasza wspólna przygoda nie kończyła się w maju na finale FDA. Śledzę i pomagam, aż odbędzie wszystkie staże, praktyki, objeździ wszystkie imprezy branżowe. Potem pracujemy nad przygotowaniem pokazu w ramach kolejnej gali, ponieważ laureat I miejsca ma możliwość zaprezentowania swojej kolekcji w kolejnej edycji. Ponadto, w przypadku realizacji różnych projektów komercyjnych, mam świetne zaplecze w postaci młodych, utalentowanych ludzi, których dedykuję do takich projektów i to jest dużą wartością.

Konkurs to nie jedyne Twoje zajęcie. Prowadzisz Fashion Boulevard Events, swoją agencję eventowo-piarową. Czy ciężko jest prowadzić tego typu biznes w Polsce?

Konkurencja jest zacna, ale w tej branży wszystko jest oparte na tym, by ze swojego nazwiska stworzyć markę. To, czy agencja nazywa się tak czy inaczej, nie jest ważne. Za działalnością agencji stoi konkretny człowiek, jego podejście do biznesu, doświadczenie i skuteczność. Oprócz feelingu ważne są cyfry, czyli benefit dla marki. To decyduje o tym, czy ktoś podejmie z nami współpracę.
Jesteś żywym dowodem na to, że można być znanym bez bywania na ściankach. Wszyscy Cię znają i Ty znasz wszystkich.
Ścianka to dziś ważny element marketingu. Ścianka to świadczenie dla sponsorów, a bez nich nie ma pokazów, to jasne. Zawsze na niej jestem, jeśli produkuję dane wydarzenie, utożsamiam się z tym, ale wolę jak moje „company profile” wisi na ściance (śmiech).

Twoim drugim flagowym projektem jest pokaz dyplomowy MSKPU?

Tak, po raz szósty będziemy pracować, aby kolekcje najzdolniejszych uczniów MSKPU pokazać perfekcyjnie, już 16 marca 2016 roku. Znów dotkniemy młodości, talentu, spontaniczności i świeżości. Jest to ,,koktajl” polskiej, młodej mody. Są tam najlepsi spośród wyróżnionych dyplomantów. Kolekcje dobrze sobie radzą, a te osoby idą w świat z bardzo dobrym bagażem.

To prawda, że jesteś osobą o korporacyjnych korzeniach?

Dzięki tym korzeniom jestem teraz w tym miejscu, w jakim jestem. Zawsze to podkreślam. Dzięki korporacji nauczyłam się wszystkiego, z czego dziś czerpię. Bardzo polecam taką szkołę życia, zwłaszcza gdy ma się dwadzieścia kilka lat. Spędziłam w korporacjach 12 lat. W pewnym momencie zrezygnowałam i przez około 2 lata poszukiwałam pomysłu na siebie. Robiłam projekty PR-owe, ale cały czas wiedziałam, że chcę mieć swoją bazę i projekt-wizytówkę. Założyłam agencję i wraz z tym stworzyłam Fashion Designer Awards, mój flagowy projekt, moją dumę, a to przyniosło mi dużo innych możliwości w tym biznesie.
Nie jest tylko Twoim flagowym projektem, ale jednym z największych i najbardziej prestiżowych konkursów dla młodych projektantów w Polsce.
Od drugiej edycji ma także status międzynarodowy, ponieważ zgłoszenia otrzymujemy z różnych części Europy. Byli m.in. uczestnicy z Azerbejdżanu, Turcji, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Irlandii. Bardzo mnie cieszy, że młodzi ludzie chcą podejmować to wyzwanie. Tak naprawdę zgłoszenie wymaga od nich dużego zaangażowania, przygotowania i wkładu pracy. Zawsze podkreślam, że jak ktoś się zgłasza, to tak jakby już wygrał kawałek konkursu.
Twój konkurs jest jednym z największych wydarzeń. Podczas 7. edycji nie było żadnego wolnego miejsca.
Dla mnie jest ważne, że przychodzą osoby, które naprawdę interesują się modą. Chcą zobaczyć, co mają do zaprezentowania młodzi ludzie. Projektanci naprawdę mają pomysł na siebie. A jak jeszcze ktoś do nich po Gali podejdzie i zaproponuje współpracę, jestem szczęśliwa.

Osiem lat to dużo czasu. Jak porównujesz poziom pierwszych zgłoszeń do tych obecnych?

Progres bez dwóch zdań, ewolucja estetyki! Łatwy dostęp do świetnych tkanin jest ewidentny. Dawniej wzorniki, próbniki, dodatki, na pewno były skromniejsze. Dziś z radością otwieramy teczkę, w której są świetnej jakości tkaniny, świetne suwaki, pętelki, sprzączki. Wszystko jest naprawdę wysokiej jakości i na wysokim poziomie. Poziom dojrzałości zgłoszeń zmienił się diametralnie.

Otwierając zgłoszenia, czyli szkice, czym kierujesz się przy wyborze projektantów do kolejnego etapu?

Na szczęście mam obok siebie cały sztab ekspertów, czyli jurorów FDA. Jest to grupa około 17 osób. Oczywiście, są zmiany w składzie, bo muszą być dla wymiany energii, świeżości pomysłów. Zawsze podejmujemy wspólne decyzje, rozmawiamy, wymieniamy poglądy. Są to osoby o ogromnej wiedzy i wysokim poczuciu estetyki. W związku z tym patrzymy na wiele elementów jak pomysł, jakość wykonania, dobór tkaniny. Kolekcja musi być spójna. Każdy uczestnik przesyła 6 rysunków żurnalowych, z czego 4 projekty odszywa. To nie może być nic przypadkowego, banalnego. Konstrukcyjnie musi robić wrażenie.

Grono jurorów to same topowe nazwiska. Ciężko jest zgromadzić tak wiele znanych osób przy „jednym stole”?

Czasami ciężko jest zgrać wszystkie kalendarze, ale gdybyś zapytała osiem lat temu, odpowiedziałabym, że nie. Wtedy udało mi się skompletować jury w trzy tygodnie. W pierwszym składzie był Dawid Woliński, Tomasz Ossoliński, Ania Kuczyńska, Katarzyna Herman. To były osoby, które uwierzyły w ideę. Jury FDA to creme de la creme świata mody, poławiacze pereł, dream team jak o nich mówię, z naciskiem na team, bo dużym sukcesem jest stworzyć drużynę z samych indywidualności.

Jak wygląda droga zwycięzcy?

Zawsze ustalamy wspólnie terminy, bo staż to nie jest sztywno określona data. W tamtym roku był to staż w atelier Bizuu i Lidii Kality oraz w atelier Mauro Gasperi w Mediolanie, do tego wyjazd do Lille we Francji na Tissu Premier. Musi być to czas w najbardziej owocnym okresie, na przykład podczas przygotowywania kolekcji. Z kolei imprezy branżowe, które są w puli nagród, mają określone terminy. Ale i tak wymaga to organizacji i dobrej logistyki.
Patrząc wstecz, przez poprzednie edycje konkursu, Sabrina Pilewicz, Olga Idzik Serafin Andrzejak, Zuza Szamocka bardzo dobrze sobie radzą na polskim rynku po udziale w FDA.
Sabrina Pilewicz od początku miała pomysł na siebie. Akcesoria i torebki to coś, co kochają gwiazdy. To była bardzo świadoma decyzja. Olga Idzik to perfekcjonistka, ma wyrobiony swój indywidualny styl. Zawsze wszystko ma dobrze przemyślane, idealnie odszyte. Projektuje pod własną marką i dla marek odzieżowych. Nie wszyscy nasi zwycięzcy od razu projektują pod własnym szyldem. Piotr Drzała, zwycięzca drugiej edycji FDA, pracował w LPP. W tej chwili ma swoją markę, ponadto jest w grupie projektantów Simple. Serafin z kolei jest bardzo awangardowy i to go wyróżnia, „król czerni” jak o nim mówimy. Zuza jest „królową printu”, robi niesamowite rzeczy. To właśnie autorskie printy dały jej zwycięstwo w 4. edycji FDA. Wszystko zależy od osoby, od tego co jej w duszy gra. Wierzę, że FDA daję im siłę na przyszłość.

Co daje siłę FDA, a co daje siłę Tobie?

FDA jest projektem samofinansującym się. Dzięki zaufaniu i wsparciu finansowemu wielu partnerów FDA udaje mi się rozwijać ten projekt i podnosić poprzeczkę z roku na rok. Autentycznie czerpię z tego siłę i satysfakcję, bo to wielka sztuka robić projekt cykliczny i ciągle się nim cieszyć od nowa. Już czekam na 8. edycję, bo temat jest pełen radości.
Rozmawiała Monika Gąsiorek-Mosiołek

Komentarze