Ford Focus ST 250 KM

Październik zaskoczył nas pięknymi i słonecznymi weekendami. Dzięki temu nasza polska złota jesień rozkwita w pełni. A co lepiej komponuje się z opadającymi, żółtymi liśćmi niż granatowy Ford Focus ST?
No właśnie – lepsze połączenie trudno sobie wyobrazić. Postanowić podnieść jednak te doznaznia i sprawdzić tego benzynowego hot-hatcha na krętych drogach południa Polski – dokładnie zakrętach Bieszczadów. Ciekawi co z tego wyszło?

Zapraszam do wspólnej przygody…

Nie zastanawiając się długo wyruszyłem w prawie 300-kilumetrową trasę wiodącą z Krakowa za Przemyśl, ale wróćmy jeszcze na chwilę do miasta królów. W nim również jesień zawitało na stałe, a tony liści przykryło parking, na którym Ford Focus ST wyróżniał się, nawet stojąc. Sylwetka tego popularnego kompaktu jest już wszystkim dobrze znana, ale sportowa odmiana ST dość mocno odróżnia się od standardowej wersji.
Widać to już gołym okiem z przodu auta, gdzie na plastikowej atrapie chłodnicy w kształcie plastra miodu widać czerwony emblemat ST. Poza tym pojawia się on również na klapie bagażnika czy progach, a sama czerwień bije po oczach z zacisków hamulców zza 18-calowych, aluminiowych felg w atrakcyjnym wzorze. Samochód posiada też agresywniejsze zderzaki oraz straszy ulice dynamiczną lotką przy tylnej szybie oraz dyfuzorem z płaską końcówką rury wydechowej (podobnej do tych z supersamochodów).

Całość z przyciemnionymi tylnymi szybami wygląda dynamicznie i atrakcyjnie, ale powiem szczerze, że granatowy lakier szybko się brudzi. Drugi, testowy egzemplarz w jaskrawym żółtym kolorze , według mnie jest jeszcze bardziej zadziorny i agresywny!
Dlatego też Focus ST wyróżnia się także na ulicy, ponieważ karoserią zdradza trochę swoją sportową naturę. Robi to również dźwiękiem, ponieważ zarówno wydech, jak i sam silnik brzmi w tym aucie bardzo ciekawie. Może auto nie strzela przy każdej zmianie biegów czy odpuszczeniu gazu, ale przyjemnie mruczy – zwłaszcza we wnętrzu samochodu. Co ważnie nie jest to spowodowane emulatorem dźwięku, tylko skierowaniem go wprost z wydechu do kabiny pasażerskiej. I tutaj podpowiedź dla konkurencji – tak to powinno wyglądać!

W niej również widać różnice wersji ST. Największa zmiana to kubełkowe fotele RECARO, które są naprawdę ciasne i ciężkie we współpracy. Owszem świetnie trzymają podczas jazdy, ale zajęcie w nich miejsca w zimowej kurtce jest trudne, a dodam że do potężnych osób nie należę. Fakt ten zdradza już, że Focus ST nie jest komfortowym autem, zwłaszcza w mieście. Oczywiście posiada dwustrefową klimatyzację, mało intuicyjny system multimedialny z nawigacją, łącznością z telefonem komórkowym, wejściem USB oraz niezły system audio od Sony. Mimo to przez przednie fotele w aucie jest mało miejsca, a tempomat, wielofunkcyjna kierownica oraz kamera cofania jedynie częściowo nadrabia te niedogodności.
Focus ST nie jest zbytnio do miasta, ponieważ twarde nastawy zawieszenia męczą kierowcę i pasażera na nierównych drogach i krawężnikach. Czyni to również bagażnik. Przedmioty w 383-litrowym kufrze muszą być dobrze zabezpieczone, by podczas jazdy nic im się nie stało – pamiętajcie o tym kupując np. jajka.

Tak zestrojone zawieszenie ma jednak, drugą pozytywną stronę medalu i poznałem ją podczas mojej wycieczki, do której czas najwyższy już powrócić. Po wyjeździe z miasta i korków, których Focus ST nie lubi, a ja razem z nim (oporny pedał sprzęgła i twardy drążek skrzyni biegów) trafiłem na autostradę, gdzie dwulitrowa jednostka benzynowa z turbodoładowaniem spokojnie mogła rozwinąć swoje 250 KM oraz 360 NM maksymalnego momentu obrotowego. Na drodze szybkiego ruchu Focus ST spisywał się doskonale, a zapas mocy i prędkości maksymalnej (248 km/h) był wyczuwalny od razu.

Sześciobiegowa, manualna skrzynia biegów idealnie pasuje do tego elastycznego silnika, ponieważ na szóstym biegu rozpędzała auto już od 60 km/h. Ford zrobił świetną robotę, ponieważ takie samo, dynamiczne przyspieszanie można odczuć nawet przy 150 km/h, więc motor radzi sobie bardzo dobrze. Patrząc na wynik Focusa w tabelce 0-100 km/h w 6,5 sekundy nie byłem tego taki pewien.
To w połączeniu z fordowskim (czyt. Genialnym) progresywnym układem kierowniczym przydało mi się na górzystych i krętach trasach Bieszczadów. Tam Focus ST przekonał mnie do siebie stuprocentowo. Auto czuję się na takich drogach doskonale, sunie po asfalcie jak przyklejone. Dodam jedynie, że przy 1385 kg masy robi to w sposób piorunująco szybki, a co ciekawsze, dodatkowe kilogramy pomagają w jeździe.

I tu nad zachwytami Fordem na chwilę warto się zatrzymać, ponieważ Focus nie w każdych warunkach jest idealny. 250 koni mechanicznych w aucie z przednim napędem może być mocno problematyczne w zimie oraz podczas deszczowych dni. Tak duży moment obrotowy na przednich kołach powoduje problemy z trakcją przy gwałtownym ruszaniu nawet na trzecim biegu. Nawet na suchym jest to czasem możliwe, więc Focusem ST trzeba jeździć naprawdę rozważnie, ponieważ doskonałe i pewne prowadzenie może na gorszej nawierzchni nas trochę zgubić.

Na pewno zrobi to układ kierowniczy podczas parkowania i zawracania. Auto pomimo promieniowi skrętu równemu 12,4 m ma bardzo małe ruchy kierownicą. Przez to nieraz zdarzało mi się wjeżdżać w proste miejsce parkingowe na kilka razy. Gdy już jesteśmy przy niemiłych aspektach Forda Focusa ST czas wspomnieć o spalaniu. Oczywiście tak dobre i mocne auto nie może być ekonomiczne, ale średnie spalanie na poziomie 10 l/100 km jest w pełni akceptowalne. Spokojna jazda w trasie może zagwarantować nawet 7 litrów, ale nie do tego to auto zostało stworzone. Jeśli to nadal za dużo zawsze zostaje wersja ST z dieslem pod maską.

To co jeszcze może Was zainteresować to cena auta. Focus ST w benzynie minimalnie będzie kosztować Was 116 tysięcy złotych. Gdy dołożymy do tego trochę elektroniki, biksenonowe reflektory ze światłami LED i doświetlaniem zakrętów, a także kilka smaczków wizualnych kwota ta podnosi się do 140 000 zł. Czy to dużo? Trudno powiedzieć, bo Focus bije na głowę Golfa GTI i Octavię RS, ale jest od nich mocniejszy. W konfrontacji z Megane RS jest znowu za słaby, ale też bardziej ucywilizowany. Stąd też wniosek, że jest trochę bezkonkurencyjny.

Moja przygoda z Focusem ST zakończyła się po ponad 1000 kilometrach i mimo, że kilkakrotnie na stacjach benzynowych musiałem zostawić parę banknotów to wycieczkę z chęcią bym powtórzył. Niezmiernie cieszę się, że właśnie taki ciekawy hot-hatch mi w niej towarzyszył i zafundował tak dużo kilometrów pełnych frajdy. To przecież istota motoryzacji!

Konrad Stopa
Fot: Jakub Głąb

www.motopodprad.pl

Komentarze

Październik zaskoczył nas pięknymi i słonecznymi weekendami. Dzięki temu nasza polska złota jesień rozkwita w pełni. A co lepiej komponuje się z opadającymi, żółtymi liśćmi niż granatowy Ford...
" />